Wolontariusz reaguje najszybciej

0

– Niektóre rodziny będą potrzebowały stałej pomocy – mówi Ksenia Kaniewska, wolontariuszka z Warszawy, która niedawno otrzymała medal „Za ofiarność i miłość do Ukrainy”. 

– Słowo się rzekło – trzeba go dotrzymywać. Wszyscy znają mój krytyczny stosunek do tego, co robi Rosja w Ukrainie, co zrobiła z Krymem. Moje działania określają mój stosunek do wojny i agresji, dlatego nie mogę stać z boku – oświadcza wolontariuszka, która 22 marca otrzymała medal „Za ofiarność i miłość do Ukrainy”. Nagrodę przyznaje Ukraińska Cerkiew Prawosławna Kijowskiego Patriarchatu żołnierzom, wolontariuszom i działaczom społecznym w Ukrainie.

– Z jednej strony, jestem dumna i cieszę się z tego medalu. Ale mam świadomość tego, że jest to zbiorowa nagroda dla wszystkich – setek znanych mi oraz anonimowych osób. To one już od dwóch lat pomagają – ofiarowują pieniądze, które wożę na Ukrainę – mówi Ksenia Kaniewska. Jej zdaniem, zawsze ważna jest pomoc konkretnej osobie.

– Początkowo pomagasz jednej osobie, następnie zajmujesz się problemami o szerszym wymiarze, aby znów trafić z pomocą do konkretnej poszkodowanej przez los osoby. Na tym polega proces. Niezależnie od tego, czy nazbierasz kilkaset śpiworów, tysiące lekarstw, czy wieziesz 20 albo 5 tysięcy dolarów – znów trafiasz do konkretnej osoby, która potrzebuje twego wsparcia – mówi nagrodzona.

Taniej w Polsce

Ksenia Kaniewska już od dwóch lat pomaga i organizuje pomoc dla potrzebujących w Ukrainie.

Wszystko zaczęło się w 2014 roku, od ogłoszenia na Facebooku zbiórki ciepłych ubrań dla żołnierzy, pod hasłem „Chołodno”. W ramach akcji przeprowadzono także zbiórkę pieniędzy, które można było przekazywać, między innymi, na konto bankowe „Naszego Wyboru”.

– Za te środki kupowaliśmy wojskowe uniformy oraz medykamenty. Pakowaliśmy to wszystko w Ukraińskim Domu i siedzibie Związku Ukraińców w Polsce. Dostarczałam to osobiście do Kijowa. Stamtąd ukraińscy wolontariusze zawozili rzeczy do batalionów w strefie ATO, a także do szpitali – opowiada Ksenia.

Okazało się, że taniej przywozić odzież z Polski, niż kupować w Ukrainie.

– W sklepie z militariami na kijowskim Podolu większość odzieży miała napis „Made in Poland”. Kosztowały więcej niż w Polsce. Dlatego bardziej korzystnym było przewiezienie samochodem  przez granicę nawet kilkunastu wojskowych uniformów.  Aby było taniej, zawsze starałam się nawiązać kontakt z producentem. Dzięki temu komplet odzieży termicznej, który kosztował 160 zł, kupowałam za 20 zł – dodaje wolontariuszka.

Wolontariusz najszybciej reaguje na potrzeby

Form pomocy było więcej. We współpracy ze sklepem medycznym „Paramedyk”, w

którym wolontariuszka kupowała leki, wiosną 2015 roku zorganizowano w Warszawie szkolenie z Czerwonej Taktyki pomocy rannym. Jednocześnie zbierano odzież dla ludności cywilnej, która ucierpiała na skutek wojny. Kseni udało się także nawiązać współpracę z ukraińską „Nową Pocztą”. Firma rozpoczęła kampanię społeczną, dzięki której organizacje zrzeszające wolontariuszy oraz grupy inicjatywne mogły bezpłatnie wysyłać i otrzymywać przesyłki z pomocą humanitarną  w  każdym oddziale po całej Ukrainie.

W ten sposób, zapakowaną w Warszawie odzież i środki higieniczne dla dzieci i inwalidów wystarczyło przewieźć przez granicę, a dzięki „Nowej Poczcie”, w ciągu trzech dni wszystko docierało do adresatów. W taki sposób przekazano pomoc do Mariupola, Słowiańska i Kramatorska. Na miejscu ukraińscy wolontariusze dostarczali ją do szpitali i domów dziecka.

– Świadczy to o tym, że system wolontariatu, który wytworzyli ukraińscy wolontariusze to najbardziej efektywny sposób pomocy, ponieważ umożliwia jak najszybszą reakcję na potrzeby – mówi Ksenia Kaniewska. W ciągu ostatniego roku jeździła ona na Ukrainę ponad trzydzieści razy.

Młode wdowy

Zimą, we współpracy z Fundacją Edukacja dla Demokracji oraz Fundacji Solidarności Międzynarodowej, Ksenia Kaniewska pomagała finansowo rodzinom bohaterów Niebiańskiej Sotni: ochotników, lekarzy i dziennikarzy, którzy zginęli na froncie. Na Mikołajki 2015 roku zorganizowano, między innymi, zbiórkę prezentów dla dzieci.

– Niektóre wdowy same są jeszcze dziećmi – mają po 19 – 20 lat. Każda z nich jest inna. Niektóre osoby nie radzą sobie z traumą, żyją w zamkniętym świecie, czasami opowiadają o bardzo strasznych sprawach i wydarzeniach bez żadnych emocji, będąc jakby w transie – opowiada wolontariuszka. – Zdarzają się przypadki, że dziewczyny zostawiają swe dzieci pod opieką dziadków, a same zostają wolontariuszkami. Mówią, że „ich życie straciło sens”. Dlatego często ryzykują – jeżdżą na pierwsza linię, pozostają pod ostrzałem. Niektóre matki w Ukrainie pozostają sam na sam z piątką – szóstką dzieci, niektóre mają niepełnosprawne dzieci – takie rodziny będą potrzebowały stałej pomocy – uważa Ksenia Kaniewska.

Obecnie w ramach edukacyjnego projektu Fundacji Solidarności Międzynarodowej wolontariuszka pomaga jako asystent w organizowaniu w Ukrainie szkolenia dla dziennikarzy z udziałem ekspertów z Unii Europejskiej.

Paweł ŁOZA

Share.