Legenda „Solidarności” pochodziła z ukraińskiej rodziny

0

W czasopiśmie „Pamięć.pl” opublikowano artykuł, który rzuca światło na dziecięce lata znanej działaczki opozycji antykomunistycznej Anny Walentynowicz.

Jeszcze za życia nazywano ją Anna Solidarność. Anna Walentynowicz to obok byłego prezydenta Lecha Wałęsy najbardziej wyrazista postać ruchu związkowego „Solidarność”, symbol niezłomności  w walce z komunistycznym reżimem. Jak się niedawno okazało, bohaterka, którą na swych sztandarach z chęcią umieszczają polskie prawicowe środowiska, miała ukraińskie pochodzenia. I nie wszyscy w Polsce chcą się z tym faktem pogodzić.

Anna Walentynowicz (1929 – 2010) od początku lat 50-tych pracowała w Stoczni Gdańskiej. Działała w organizacjach, które broniły praw robotników, czym wywołała zainteresowanie komunistycznych służb bezpieczeństwa. Pod koniec lat 60-tych próbowano nawet zwolnić ją z pracy, ale zastąpili się za nią koledzy. Podczas strajku w grudniu 1970 roku przygotowywała dla strajkujących posiłki, w następnym roku reprezentowała interesy robotników ze stoczni na spotkaniu z pierwszym sekretarzem PZPR Edwardem Gierkiem.

W 1978 roku Anna Walentynowicz była współzałożycielką Wolnych Związków Zawodowych, które walczyły o prawa i wolności robotników. Nie zważając na pogróżki, nie ukrywała swych poglądów, udzielała swego mieszkania na spotkania kierownictwa Wolnych Związków. Jej aktywna, otwarta postawa była powodem aresztowań, wezwań na  przesłuchania i gróźb zwolnienia z pracy. Tę ostatnią zrealizowano na początku sierpnia 1980 roku. Kilka  miesięcy przed osiągnięciem wieku emerytalnego Annę Walentynowicz zwolniono z pracy w Stoczni Gdańskiej. Zwolnienie stało się powodem rozpoczęcia strajku generalnego, podczas którego narodził się masowy ruch związkowy „Solidarność”. Strajkujący żądali godnych warunków życia dla robotników, zmniejszenia kontroli komunistycznych władz nad społeczeństwem, ale w pierwszej kolejności – przywrócenia Anny do pracy.

Podczas wprowadzonego przez Wojciecha Jaruzelskiego stanu wojennego Annę Walentynowicz internowano. Następnie próbowano sądzić za udział w upamiętnieniach robotników, którzy zginęli podczas pacyfikacji kopalni „Wujek”. W końcówce lat 80-tych działaczka zdystansowała się od Lecha Wałęsy, oskarżając go o to, że podczas obrad Okrągłego Stołu przywódca „Solidarności” poszedł na układ z komunistami. Bezkompromisowa postawa przeszkodziła jej znaleźć miejsce w polskiej polityce w latach 90-tych. Do końca życia Anna Walentynowicz starała się zachować pamięć o tych, którzy walczyli z komunistycznym reżimem. Zginęła 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim pod Smoleńskiem.

Postać Anny Walentynowicz była dla polskiego ruchu antykomunistycznego na tyle ważna, że jak okazało się w ostatnich latach, rozpracowywało ją prawie 100 pracowników bezpieki, a w 1981 roku planowano nawet na nią zamach. Anna zagrała samą siebie w kultowym filmie Andrzeja Wajdy „Człowiek z żelaza”. Po śmierci, w kliku polskich miastach, na jej cześć nazwano ulice oraz skwery, ustawiono także pomniki.

  Anna Walentynowicz miała i ma szczególne znaczenie dla polskiej prawicy – to w jej, a nie Lecha Wałęsy postaci upatrują oni prawdziwego założyciela „Solidarności”. Idea, aby właśnie ona miała być symbolem polskiego ruchu antykomunistycznego w latach 1960 – 1980, nabrała ponownie popularności w tym roku, po odnalezieniu w archiwum byłego szefa Służby Bezpieczeństwa Czesława Kiszczaka akt tak zwanego agenta „Bolka”, którym, jak uważają niektórzy historycy, był właśnie Lech Wałęsa. Taką opinię podzielają politycy rządzącego Prawa i Sprawiedliwości – jeśli formalny lider „Solidarności” jest na tyle zdyskredytowany, wówczas jest więcej podstaw do przyjrzenia się postaci Walentynowicz.

Informacja o ukraińskich korzeniach Anny Walentynowicz po raz pierwszy pojawiła się w ukraińskiej prasie po katastrofie smoleńskiej, następnie trafiła do mediów w Polsce. O ukraińskim pochodzeniu legendy „Solidarności” pisał, między innymi, w „Gazecie Wyborczej” Mirosław Czech. Jednak te świadectwa bardzo szybko zostały skrytykowane przez „przyjaciół” Ukrainy.

Znany z walki z przejawami „banderyzmu” ksiądz Tadeusz Isakowicz – Zaleski pisał na swym blogu: „po śmierci Walentynowicz w “cudowny” sposób  odnalazło się na Wołyniu jej rodzeństwo. Tak jak czterysta lat temu w Moskwie “cudownie” (i to aż dwukrotnie) po swojej śmierci odnajdywał się carewicz Dymitr, syn cara Iwana Groźnego (…) jak tak dalej pójdzie, to może dowiemy się, że Lech Wałęsa to zbiegły z Dzikich Pól kozak Wałęsiuk a kuzynem Donalda Tuska był Stepan Bandera. No cóż, jak się ma mało własnych bohaterów, to trzeba ich podkradać innym narodom”.

W sierpniu tego roku, w czasopiśmie Instytutu Pamięci Narodowej “Pamięć.pl” ukazał się szczegółowy artykuł gdańskiego profesora Igora Hałagidy “Nieznane dzieciństwo Anny Walentynowicz”. Dzięki kwerendzie dokumentów Archiwum w Równem polskiemu historykowi udało się ustalić następujące fakty.

Zgodnie z oficjalną wersją Anna Walentynowicz urodziła się 15 sierpnia 1929 roku w Równem, w polskiej ziemiańskiej rodzinie Lubczyków. W dzieciństwie straciła rodziców i wywiezionego na Sybir brata. Przygarnęli ją dobrzy ludzie, dzięki którym trafiła do Warszawy, a następnie na Pomorze. Jak ustalił Igor Hałagida, w rzeczywistości Walentynowicz urodziła się we wsi Sienne, w ukraińskiej, chłopskiej rodzinie Lubczyków, wyznawców popularnego na Wołyniu odgałęzienia protestantyzmu – sztundyzmu. Z tego powodu, ani imię Anny, ani jej czwórki braci i sióstr, nie trafiło do miejscowych ksiąg parafialnych.

Rodzina Lubczyków nie należała do zamożnych, ale do przyjścia w 1939 roku radzieckich wojsk miała swą ziemię, na której pracowała – wspomina siostra legendarnej działaczki „Solidarności” Olga, które nadal mieszka niedaleko od rodzinnych miejsc. Przed wojną Anna Walentynowicz zdążyła ukończyć 4 klasy szkoły podstawowej. Mama Anny umarła, gdy ta miała zaledwie 8 lat, ojciec ożenił się ponownie. W czasie wojny macocha wysłała Annę na zarobek do polskiej rodziny Teleśnickich, którzy zarządzali cukrownią i wzięli 12-letnią dziewczynkę, aby pracowała za wyżywienie.

Teleśniccy opuścili Wołyń zimą 1943 roku, jak stwierdza siostra Olga, – przyszli z lasu ukraińscy powstańcy i poinformowali „panów”, aby zabierali się, bo będzie gorzej. Polska rodzina przejechała do podwarszawskiej miejscowości Malcowizna i zabrała Annę ze sobą, chociaż ojciec dziewczyny Nazar przed ich wyjazdem poszukiwał córki. W 1945 roku Teleśniccy przeprowadzili się na północ Polski. Jak stwierdza Igor Hałagida, nie odnosili się do Anny w najlepszy sposób, traktując ją jak darmową siłę roboczą, bili, zabraniali mówić, że jest Ukrainką.

Ojciec Anny nigdy nie zaprzestał poszukiwań córki – był jedynym w rodzinie, który wierzył, że córka żyje. W 1996 roku poszukiwania zakończyły się sukcesem – Anna Walentynowicz przyjechała do Równego i spotkała z siostrą Olgą. Nazarowi Lubczykowi do tego spotkania zabrakło niespełna roku.

Po tym spotkaniu Anna Walentynowicz prawie każdego roku odwiedzała swych ukraińskich krewnych, którzy mieszkali już nie tylko na Wołyniu, ale także w Kijowie i obwodzie chmielnickim. Planowała ponowny przyjazd na Ukrainę w sierpniu 2010 roku, ale los zrządził inaczej.

Autor badań dzieciństwa Walentynowicz nie podaje powodów, dla których legenda „Solidarności” ukrywała swe ukraińskie korzenie, szczególnie po 1989 roku. „Bez wątpienia, dziecięca trauma i utrata bliskich w dużym stopniu wpłynęły na życiowe wybory. Ukrywanie prawdziwego pochodzenia mogło być spowodowane także tym, w jaki sposób polsko – ukraińskie relacje były przedstawiane w okresie PRL” – pisze prof. Hałagida. Historyk proponuje spojrzeć na nowe strony biografii Anny Walentynowicz, aby zrozumieć, na jakie próby wystawiani byli ludzie z polsko – ukraińskiego pogranicza w czasie wojny i późniejszym okresie. „Poniewierka i ciężka praca, jaką musiała wykonywać  u obcych ludzi, w znacznym chyba stopniu tłumaczą jej wrażliwość na ludzką krzywdę” – dodaje historyk.

Warto podkreślić, że publikacja artykułu „Nieznane dzieciństwo Anny Walentynowicz” spotkała się z szerokim odzewem nie tylko wśród badaczy, którzy zajmują się polsko- ukraińskimi relacjami, ale także w prawicowych środowiskach. Tekst skomentował popularny w ostatnim czasie historyk Sławomir Cenckiewicz, specjalizujący się w historii „Solidarności”, jeden z głównych zwolenników teorii o współpracy Lecha Wałęsy z organami komunistycznej bezpieki. Na swym profilu w sieci Facebook Cenckiewicz podkreślił, że artykuł był napisany wyraźnie z ukraińskiej pozycji i całą historię Anny Walentynowicz niepotrzebnie wpisuje w polsko – ukraiński spór. Nie wiadomo dlaczego, przykład, który mógłby posłużyć polsko – ukraińskiemu pojednaniu, Stanisław Cenckiewicz, odebrał, nie jako próbę wyjaśnienia biografii bohaterskiej działaczki „Solidarności”, a jako mistyfikację i początek nowego konfliktu wokół pamięci historycznej dwóch narodów.

Olena BABAKOWA

Share.