Przemyśl w polsko-ukraińskich relacjach

0

Materiał ten jest dostępny również w języku ukraińskim

Ubiegły rok minął pod znakiem intensyfikacji wydarzeń w polsko-ukraińskich relacjach.  Przeważała tematyka historyczna, która na pewien czas odsunęła na drugi plan realne problemy i zdominowała dyskusję między oboma krajami. Do tego dyskursu aktywnie zaczęły włączać się radykalne środowiska, które wykorzystują przy tym hasła oparte na emocjach, a tym samym sprzyjają rozpalaniu nienawiści między Ukraińcami i Polakami. Jednym z polskich miast, gdzie przejawy tego typu myślenia znajdują zwolenników jest Przemyśl, który w ciągu ostatniego półrocza, w kwestii polsko-ukraińskich relacji, dwa razy znalazł się w centrum uwagi.  

Po raz pierwszy w tym kontekście o Przemyślu zaczęto mówić 26 czerwca. W tym dniu w mieście odbyła się tradycyjna procesja religijna, którą organizuje Kościół Greckokatolicki we współpracy z organizacjami społecznymi. Tę tradycję zapoczątkowano już  w okresie międzywojennym i odrodzono w latach 90-tych ubiegłego wieku. Głównym zamierzeniem procesji jest uszanowanie sojuszników Józefa Piłsudskiego – żołnierzy armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, których mogiły znajdują się na ukraińskim wojskowym cmentarzu nieopodal Przemyśla. Trasa procesji rozpoczyna się od miejscowej grekokatolickiej cerkwi, przebiega przez ulice miasta i kończy na wojskowym cmentarzu. W tym roku tzw. „przemyscy patrioci” postanowili zablokować procesję i zorganizowali akcję, która zakończyła się napadem na uczestników religijnej uroczystości. Zwolenników tej akcji mobilizowano w sieci społecznościowej na stronie pod tytułem „Przemyśl przeciwko banderowcom”. Jako główną przyczynę wystąpienia przeciwko procesji „patrioci” wskazali zamiar niedopuszczenia do „szerzenia  w Polsce banderyzmu”. Na wojskowym cmentarzu w Pikulicach spoczywają także ekshumowane szczątki żołnierzy UPA, którzy zginęli w  1946 roku w Birczy, co zdaniem „przemyskich patriotów” łączy się z „szerzeniem banderyzmu i stanowi zagrożenie dla Polski”. Zajście zakończyło się zatrzymaniem  kilkunastu radykałów, którzy atakowali procesję. Jednak, prawdopodobnie, ewentualni organizatorzy antyukraińskiej akcji pozostali poza zainteresowaniem organów ścigania. Społeczna inicjatywa „Rosyjska V kolumna w Polsce”, której administratorem jest znany w Polsce bloger Marcin Rey, na swej stronie na Facebooku, opisywała środowisko ewentualnych organizatorów i wskazywała na ich prorosyjskie kontakty i wpływy.

expres.ua

Po raz drugi o Przemyślu, w kontekście polsko-ukraińskich relacji, zrobiło się głośno po 10 grudnia. Pisały o tym przede wszystkim ukraińskie media. W tym dniu w Przemyślu odbył się „Marsz Orląt Przemyskich i Lwowskich”, ku czci młodych Polaków, którzy w 1918 roku walczyli przeciwko żołnierzom Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej o Lwów i Przemyśl. Marsz zorganizowało kilka nacjonalistycznych organizacji, wśród których były także te, które brały udział w czerwcowych zamieszkach podczas procesji w Przemyślu. Tegoroczny marsz, a pierwszy odbył się już w 2013 roku, otrzymał patronat oficjalnych instytucji, w tym rzeszowskiego oddziału IPN, prezydenta miasta Przemyśl Roberta Chomy i posła na Sejm z ruchu „Kukiz’15” Wojciecha Bakuna.  Zainteresowanie marszem ukraińskich środowisk wynikało z tej prostej przyczyny, że jego inicjatorami były organizacje, które w ostatnim czasie dosyć aktywnie starają się sprowokować agresję przeciwko Ukraińcom i biorą udział w różnego rodzaju antyukraińskich wydarzeniach w Polsce. Niektóre z nich wspierają nawet prorosyjskie bojówki w samozwańczych republikach na Donbasie. Fakt, że podczas marszu rozległ się pojedynczy okrzyk „śmierć Ukraińcom”, a także było słychać skandowanie „polski Lwów”, nie był, niestety, czymś niespodziewanym. O incydencie poinformowały niezwłocznie ukraińskie media, zareagowała także ukraińska ambasada. Zauważalna była także reakcja rosyjskich mediów, które w charakterystycznej dla siebie zmanipulowanej formie, próbowały przedstawić incydent, jako dowód na powszechność antyukraińskich akcji w Polsce.

Lukasz Solski/przemysl.naszemiasto.pl

Lukasz Solski/przemysl.naszemiasto.pl

Jeden z organizatorów marszu, prezes Przemyskiego Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej Mirosław Majkowski, znany z organizacji w 2013 roku w Radymnie rekonstrukcji „Wołyń’43” oraz uczestnik wojskowych rekonstrukcji historycznych w Rosji, którym patronuje Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej, oświadczył nawet, że okrzyk został zmontowany i że jest to manipulacja samych Ukraińców. Działacze jednego z nacjonalistycznych ruchów w Ukrainie także pośpieszyli z przypuszczeniem, że wideo było zmontowane. Jednak policja dosyć szybko zatrzymała autora hasła „śmierć Ukraińcom” i obecnie prowadzi  dochodzenie. Pomimo, iż pojawił się apel posła na Sejm Michała Dworczyka oraz prezydenta Przemyśla Roberta Chomy o przeprowadzenie w sprawie incydentu rzetelnego śledztwa, to jednak zabrakło wyraźnej politycznej reakcji, w której potępiano by tego typu ekstremalne wystąpienia i która byłaby sygnałem o ich niedopuszczalności w przyszłości.

Fakt, że w obu antyukraińskich incydentach w Przemyślu można odnaleźć rosyjskie ślady powinien, niestety, niepokoić zarówno polskie władze, jak i stronę ukraińską. Historia to właśnie ta część polsko-ukraińskich relacji, którą wykorzystuje rosyjska propaganda. Przemyśl to miasto przygraniczne, a rozpalanie konfliktu między Polakami i Ukraińcami przyniesie szkody obu państwom. Nie należy lekceważyć, jak na razie marginalnych tego typu przypadków, ponieważ bez wyraźnych oświadczeń polityków, potępiających takie działania, grupy skrajne mogą skorzystać z prawa do rozwoju swych działań, a „milczenie” oficjalnych czynników będzie przyjmowane jako zachęta do eskalacji. Natomiast media powinny ukazywać takie wydarzenia w szerokim kontekście, aby czytelnik lub słuchacz nie odbierał ich emocjonalnie, lecz był w stanie zrozumieć złożoność sytuacji oraz wszystkie mechanizmy, które pracują na narastanie antagonizmów między Polakami a Ukraińcami.

Olga POPOWYCZ

Share.