Anna Kuryłko. Pierwsze kroki na drodze do uzyskania wyższego wykształcenia w Polsce

0

Moja przygoda zaczęła się jesienią 2013 roku, gdy zdecydowałam się zdawać na polską uczelnię.

Pierwszym problemem  była kwestia wyboru samej uczelni. O ile o ukraińskich można się dowiedzieć od znajomych, przyjaciół, kuzynów lub zapoznać się z ukraińskimi rankingami, o tyle o polskich nie mogłam dowiedzieć się, ani od znajomych, ani z Internetu, ponieważ język polski był wówczas dla mnie absolutnie nieznany. Ale, na szczęście, na Ukrainie jest wystarczająco wiele firm, które specjalizują się w pomocy osobom takim jak ja – chcącym zrealizować swe marzenia.

Problem polegał na tym, że w Doniecku nauczanie języka polskiego nie było rozpowszechnione, a wybór kursów skromny. Po pierwszych zajęciach  chciałam to wszystko rzucić i zacząć przygotowywać do egzaminu maturalnego. Od dzieciństwa nie miałam smykałki do języków obcych i był to dla mnie był koszmar. Ale zmusiłam się do kontynuacji nauki polskiego. Od listopada do czerwca doszłam w przybliżeniu, do poziomu A2/B1 – intuicyjnie rozumiałam i odpowiadałam. Po rozmowie kwalifikacyjnej skierowano mnie jednak na kursy języka polskiego.

Na początku roku szkolnego miałam 17 lat i musiałam wcześniej otrzymać paszport, jednak nie miałam z tym problemu. Dostałam zaświadczenie, że planuję podjęcie studiów w Polsce. Jedynym problemem było to, że paszport miałam dostać na początku 2014 roku, data wydania w dokumencie 14 lutego, ale odebrać go udało mi się dopiero pod koniec marca.  Z powodu ciągłych demonstracji w Doniecku niemożliwym było dostać się do obwodowej administracji.

Przyjechałam do Polski 28 sierpnia 2014 roku. Miałam problemy ze wszystkim, oprócz mieszkania, ponieważ wcześniej je załatwiliśmy. Myślę, że gdyby nas nie odebrano, bardzo długo próbowalibyśmy kupić bilet na autobus i dotrzeć pod właściwy adres. W sklepach miałam trudność ze zrozumieniem kasjera, ponieważ, zgodnie z zasada mówią bardzo szybko i niewyraźnie.

Ale po miesiącu uczęszczania na kursy nieco przystosowałam się do życia i nauczyłem języka. Gdy przyszliśmy na pierwsze lekcje nie rozumieliśmy absolutnie niczego. W grupie połowa to Polacy, a druga – Ukraińcy. Pamiętam – pierwszy tydzień, pierwsza lekcja socjologii. Profesor zanim zaczął wykładać, powiedział: „Jeśli czegoś nie rozumiecie – pytajcie”. Minęła połowa wykładu, profesor przerwał i zapytał: „Wszystko rozumiecie? Dlaczego nie zadajecie pytań?”. A my po prostu siedzieliśmy i absolutnie niczego nie rozumieliśmy, ale myślę, że gdybyśmy mieli zadawać pytania, przerywalibyśmy po każdym zdaniu. Ale, na moje szczęście, do pierwszej sesji jakoś się ogarnęłam i zdałam, nie zważając na barierę językową.

W akademiku przemieszkałam półtora miesiąca – miesiąc na kursie i parę tygodni na początku roku akademickiego. Gdy szukałam mieszkania, znów problemem był język i fakt, że to był październik, wszyscy studenci zjechali na naukę i dobre kwatery były już zajęte. Poza tym, niektórzy Polacy po prostu od razu rzucali słuchawkę po tym, gdy dowiadywali się, że jestem z Ukrainy.

Ale, reasumując, obecnie wiem, że warto było i jestem absolutnie zadowolona z nauki w Polsce.

Anna Kuryłko

Share.