Ciemne oblicze Polski

0

Materiał ten jest dostępny również w języku ukraińskim/
Матеріал також можна прочитати українською мовою

Paweł Smoleński, Syrop z piołunu. Wygnani w akcji „Wisła”. Wydawnictwo „Czarne”, Wołowiec 2017.

Dla wielu migrantów z Ukrainy, dziś przyjeżdżających licznie do Polski, kraj ten jawi się jako ziemia obiecana – dobrobyt, wysokie zarobki, zadbane miasta i drogi. Postrzegamy Polskę poprzez wybitne postacie i wzniosłe momenty jej historii – wybór Jana Pawła II na Papieża, zryw „Solidarności”, wstąpienie do NATO i Unii Europejskiej. Wydawać by się mogło, że Polacy cieszą się pełnią szczęścia. Jednak mnożą się w polskich miastach przypadki agresji, pobić i gwałtów, których ofiarami padają obywatele Ukrainy. Dlaczego? Otóż polskie społeczeństwo przez dziesięciolecia było wychowywane w antyukraińskim duchu, który towarzyszył przeprowadzonej w 1947 r. akcji „Wisła”, czyli przymusowemu przesiedleniu ponad 150 tysięcy mieszkańców południowo-wschodnich województw narodowości ukraińskiej i Łemków na tzw. Ziemie Odzyskane. W tym roku przypada akurat 70. rocznica tego smutnego wydarzenia i z tej okazji w wydawnictwie „Czarne” ukazał się zbiór reportaży dziennikarza związanego z „Gazetą Wyborczą” Pawła Smoleńskiego „Syrop z piołunu”.

Autor podkreśla, że korzenie akcji „Wisła” tkwiły jeszcze w restrykcyjnej polityce władz II RP wobec mniejszości, która w przypadku Ukraińców polegała na wyburzeniu około 150 cerkwi na Chełmszczyźnie i Lubelszczyźnie. Już wtedy zaplanowano wywózki, ale te plany pokrzyżował wybuch II wojny światowej. Tuz po jej zakończeniu rozpoczęły się krwawe starcia w południowej Polsce. Oddziały wojska polskiego, milicji i partyzanci dokonywali krwawych pacyfikacji ukraińskich wsi, zabijając ich mieszkańców w bestialski sposób, dokonując grabieży i gwałcąc kobiety. W odwecie UPA splądrowało z podobnym okrucieństwem kilka polskich osad. Książka Smoleńskiego oparta została na relacjach świadków tych tragicznych wydarzeń, a także źródłach historycznych. Autor pisze, że z wojskowego punktu widzenia akcja „Wisła” była zupełnie niepotrzebna, gdyż w 1947 roku oddziały UPA nie stanowiły już realnego zagrożenia. Chodziło właśnie o potraktowanie Ukraińców jako obywateli gorszego sortu, doprowadzenia do ich wynarodowienia i polonizacji. W pewnym sensie owa strategia się udała, ponieważ Smoleński, który zaczął interesować się tematem akcji przesiedleńczej już na początku lat dwutysięcznych, spotkał ludzi totalnie zaszczutych i złamanych psychicznie. W dużej mierze do tego przyczynił się obóz pracy w Jaworznie, gdzie na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego urządzono placówkę karną dla Ukraińców, przez która przewinęło się około 4 tys. osób, gdzie na porządku dziennym były tortury, szerzyły się choroby, panowała wysoka śmiertelność wśród więźniów od głodu i chłodu. Aby trafić do tego przeklętego miejsca wystarczał nawet donos sąsiada o przynależność do UPA. Ci, którzy przybyli na nowe miejsca osiedlenia, głownie w północnej Polsce, mieszkali często w tragicznych warunkach materialnych i narażali się na szykany ze strony Polaków. Polska młodzież wychowywana była w kulcie generała Świerszczewskiego, towarzysza „Waltera”, który w rzeczywistości był alkoholikiem i sadystą. Poległ on w potyczce z ukraińskimi partyzantami. W szkołach obowiązkową pozycją była książka Jana Gerharda „Łuny w Bieszczadach”, w której Ukrainiec został przedstawiony jako rezun i barbarzyńca. Dopiero po chruszczowskiej odwilży los przesiedlonych Ukraińców troszeczkę zelżał. Związek Ukraińców w Polsce od lat walczy o uznanie akcji „Wisła” za „zbrodnie przeciwko ludzkości”, ale jego wnioski o wszczęcie śledztwa są umarzane przez polskich prokuratorów, podkreśla Smoleński.

Obecnie często można spotkać się z opinią, że akcja „Wisła” przeprowadzona była w sposób humanitarny w porównaniu z rzezią polskiej ludności na Wołyniu. Reportaże Smoleńskiego, zwłaszcza opisy bestialstwa panującego w Jaworznie, temu przeczą. Myślę, że autor wybrał właściwą drogę personalistycznego humanizmu, polegającego na ukazaniu cierpienia poszczególnych jednostek. Pojęcie narodowości stanowi jednak wtórną abstrakcję, gdyż człowiek doświadcza cierpienia i bólu przede wszystkim jako człowiek, a nie Polak czy Ukrainiec. Niewątpliwie, „Syrop z piołunu” jest zaproszeniem do dialogu polsko-ukraińskiego, mającego się toczyć bez pomijania trudnych i bolesnych tematów. Inaczej strona dominująca w relacjach między Polską a Ukrainą będą wszelkiej maści nacjonaliści, których przede wszystkim zależy na skłóceniu dwóch narodów. Być może czas najwyższy, aby podobna książka została napisana o tragicznych wydarzeniach na Wołyniu przez ukraińskiego autora.

Evgen SOBOL

Share.