Photo z Tori, albo poezja światła i cienia

0

Materiał ten jest dostępny również w języku ukraińskim/
Матеріал також можна прочитати українською мовою

Mniej niż rok zajęło Ukraince Wiktorii Kolisnyk stworzenie w Polsce swej marki „Photo z Tori”, która daruje ludziom wspaniałe foto-historie. Jak stało się, że była pracownica telewizji „Inter”, po przeprowadzce do Warszawy, zamieniła biurową pracę na twórczość i realizuje się jako fotograf, tworząc niesamowite obrazy, które stają się prawdziwą poezją światła i cienia?   

– Przyjechałam do Polski trzy lata temu. Na początku mieszkaliśmy w Krakowie, ponieważ mąż otrzymał tam propozycje pracy. Od dwóch i pół roku mieszkamy w Warszawie. Gdy przeprowadziliśmy się do Warszawy miałam już półprofesjonalny aparat i zastanawiałam się właśnie – czym się zająć, aby nie była to praca w biurze, a jakaś ciekawa, twórcza działalność – opowiada Wiktoria.   

Wiktoria Kolisnyk

Przed przyjazdem do Polski Wiktoria pracowała jako asystent dyrektora zarządu telewizji „Inter”, wykonywała administracyjne obowiązki. Jednak zawsze ciągnęło ją do twórczości, dlatego uczęszczała na kursy sztuki aktorskiej i jednocześnie zajmowała się prowadzeniem różnego rodzaju imprez.

Wiktoria mówi, że fotografika nauczyła ją śmiałości. Dziewczyna z łatwością proponuje zwykłym przechodniom lub pasażerom komunikacji miejskiej, na których zwróciła uwagę,  udział w sesji fotograficznej.

– Bardzo często, gdy widzą ładną dziewczynę lub parę i chcę ich sfotografować, podchodzę, przedstawiam się – i okazuje się, że to Ukraińcy – mówi ze śmiechem Wiktoria.     

Podobnie było podczas pierwszej sesji. Wiktoria poszła na Kongres Kobiet w Warszawie i tam zobaczyła niezwykle piękną starszą panią. Była bardzo elegancko ubrana i miała długie, kręcone, siwe włosy.

– Podeszłam do niej i zaproponowałam zrobienie zdjęć. Miała na imię Bogusława, niestety, wiosną tego roku zmarła. Jednak fotografię kobiety nadal wykorzystuje miejska administracja Warszawy w promocji przedsięwzięć skierowanych do starszych osób. Kilka fotografii pani Bogusławy podarowałam także kilku fundacjom i także są wykorzystywane. Bardzo się zaprzyjaźniłam z rodziną tej kobiety. Jej córka jest dla mnie jakby starszą siostrą – opowiada historię swych początków w fotografice Wiktoria Kolisnyk.   

Po przyjeździe do Polski Wiktoria zdecydowała, że nie powróci do pracy w biurze, a swą energię skieruje w zupełnie innym kierunku. W celu stworzenia portfolio, początkowo proponowała sesje fotograficzne swym znajomym, a potem dzięki poczcie pantoflowej i sieciom społecznościowym klienci sami zaczęli się zgłaszać. W portfolio Wiktorii można obejrzeć niezwykle ciekawe przedstawienia, które proponuje swym klientom.   

– Wiele sesji po prostu sama proponuję ludziom – dla własnej satysfakcji. Na przykład,  mam znajomą – Małgorzatę, jest nauczycielką hiszpańskiego, lubi warszawską restaurację „Frida”. Ma także piękne szerokie brwi. Dlatego zaproponowałam jej sesję w stylu Fridy Kahlo – mówi fotografka.   

Wiktoria lubi eksperymentować ze kolorami i światłocieniem. Za jedną z najbardziej udanych sesji uznaje tą, którą zrobiła z udziałem ciemnoskórej Aleksandry.

– Bardzo często fotografuję w pracowni mojej koleżanki, która studiuję w Akademii Sztuk Pięknych. Tam zaplanowałam sesję fotograficzną z Aleksandrą. Okazało się, że tuż przed tą sesją moja koleżanka zrobiła rzeźbę kobiety w białym kolorze. Od razu wpadłam na pomysł, aby wykorzystać nowy „rekwizyt” podczas sesji z ciemnoskórą Aleksandrą. Wyszło bardzo zmysłowo – dzieli się wrażeniami Wiktoria.    

W portfolio Wiktorii, które można zobaczyć na jej stronach w sieciach, jest wiele różnorodnych fotografii – są to zarówno portrety, zdjęcia rodzinne, historie miłosne i rodzinne. Autorka twierdzi, że najważniejszym jest dla niej ukazanie prawdziwych, niepowtarzalnych  emocje. Dlatego jedynie delikatnie obrabia swe fotografie, podkreślając kolor lub światło.  

– Lubię fotografować ludzi, odkrywać ich prawdziwe ja, oddawać na fotografii unikalne emocje. To właśnie ludzie dają mi inspiracje do realizacji marzeń. Po każdej sesji wychodzę naładowana energią.  

Wiktoria zapewnia, że Warszawa to bardzo dobre miasto do tworzenia fotograficznych historii. Stare miasto, ogrom parków, a także ciekawy miejsko – urbanistyczny krajobraz. Chociaż czasami klienci preferują wyjazdy za miasto – powiedzmy, nad morze czy plantację dyń.  

Ciekawa jest historia nazwy marki Wiktorii Kolisnyk „Photo z Tori”, współbrzmiącej ze słowami „photo story”, czyli fotograficzna historia.

– To było w czasie, gdy myślałam o zmianie nazwy swej marki, zrobiłam listę propozycji i pokazałam najbliższym. Kolega powiedział, że do jego dziecka przychodzi korepetytorka – Amerykanka Tori. Okazało się, że jej pełne imię to Wiktoria. Zainspirował mnie do stworzenia  nazwy „Photo z Tori”. Wyszło ciekawie, zapada w pamięć – mówi Wiktoria.  

Oprócz fascynacji fotografią, Wiktoria odkryła dla siebie w Polsce także pasję pisania wierszy.  

– Bardzo lubię emocje, swoje i cudze, pod wpływem emocji robię fotografie lub piszę wiersze. Wiersze i fotografie wzajemnie się przenikają, lubię mówić, że wiersze – to fotografie, a fotografie – to wiersze. Kilka miesięcy temu przyjaciele zrobili mi niespodziankę – wydali tomik moich wierszy. Co prawda, jedynie 70 egzemplarzy. Była to dla mnie miła niespodzianka.  

Oto jedna z pozytywnych historii Ukraińców w Polsce, którzy odnieśli tu sukces i stanowią  przykład dla innych, jak rozwijać swój talent i kroczyć do celu – nawet za granicą.   

Olga TKACZENKO

Strony Wiktorii Kolisnyk  w sieciach:
facebook.com/photoztori
instagram.com/photoztori
facebook.com/vkpoetry.

Share.