Kto w Polsce cierpi z powodu „hejtu”?

0

Materiał ten jest dostępny również w języku ukraińskim

Coraz więcej Polaków spotyka się z mową nienawiści w telewizji i w Internecie – dowodzi tego ostatni raport Fundacji im. Stefana Batorego i Centrum Badań nad Uprzedzeniami o przemocy werbalnej wobec grup mniejszościowych w Polsce.

Przykładowo, w 2014 roku z „hejtem” przeciwko muzułmanom w programach telewizyjnych spotkało się mniej niż 23% dorosłych, obecnie – ponad 46%. Trzy lata temu prawie połowa młodych Polaków spotykała się w Internecie z mową nienawiści odnośnie Ukraińców, w 2016 roku ta liczba wzrosła do 70%. Czy sytuacja wokół mowy nienawiści w Polsce jest na tyle poważna, gdzie jest granica między „hejtem” a prawem do wygłaszania swej opinii – na te pytanie odpowiada publicysta „Krytyki Politycznej” Jakub Majmurek.   

Jak wygląda sytuacja dotycząca mowy nienawiści w Polsce na tle krajów Europy Zachodniej?

W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat Polacy przyzwyczaili się do myślenia o sobie, jako kraju monoetnicznym, monokulturowym. Nie mamy znaczących grup etnicznych czy rasowych, które odróżniałyby się mocno stylem życia. Dlatego Polakom trudniej jest przyzwyczaić się do wielokulturowości, z którą już od dawna zaznajomieni są mieszkańcy Europy Zachodniej.  Polskę praktycznie ominął kryzys imigracyjny, państwo nie zmaga się z nasiloną migracją z Bliskiego Wschodu, mimo to, mamy obecnie do czynienia  z eksplozją antyarabskich i antyislamskich nastrojów. W przestrzeni publicznej pojawia się coraz więcej wypowiedzi, które upowszechniają stereotypy związane z pochodzeniem rasowym, etnicznym czy religią. Zgodnie z rachunkami badaczy, w Polsce mieszka od 10 do 20 tysięcy osób, które praktykują islam. Natomiast na facebookowym profilu „Stop islamizacji Polski!” podano ponad 100 tysięcy osób!

Dlaczego młodzi polscy mężczyźni – a to właśnie ta grupa, jak stwierdzają autorzy raportu, najczęściej używają mowy nienawiści – są tak podatni na antymuzułmańskie hasła?

Stereotypy szczególnie dobrze zakorzeniają się tam, gdzie brakuje kontaktu. W Brytanii, przed referendum o wyjściu z Unii Europejskiej, największe obawy przed imigrantami zdradzali przedstawiciele najbardziej białych, monoetnicznych społeczności. W Polsce radykalizacja, wzrost nastrojów ksenofobicznych wśród młodzieży to efekt długotrwałej kampanii propagandowej politycznej prawicy. Jej przedstawiciele przez lata straszyli Polaków migrantami, przedstawiali islam jako zagrożenie. Gdy tego typu propaganda trafia do osób, których sytuacja ekonomiczna nie jest zadowalająca, które można określić jako wykluczonych ze społeczeństwa na skutek transformacji – tworzy to mieszankę wybuchową. Na szczęście, póki co obserwujemy przejawy „hejtu” w Internecie. Z drugiej strony, za przemocą werbalną idzie realna – wzrasta liczba przestępstw dokonanych na narodowym czy rasowym tle.

Mowa nienawiści w Internecie zawsze miała się dobrze. Natomiast, jak pokazuje raport, w ciągu ostatnich lat ostro wzrosła liczba przypadków jej stosowania w mediach tradycyjnych.

Następują zmiany na gorsze. Kryzys imigracyjny w Unii Europejskiej rozwijał się wraz z wyborczymi kampaniami 2015 roku, więc część partii zdecydowała się  na zbicie politycznego kapitału poprzez rozpalanie strachu przed  przybyszami. Nawet opiniotwórcze tygodniki umieszczały na okładkach zdjęcia migrantów z Bliskiego Wschodu, które miały wywołać u czytelnika brak szacunku i pogardę. Szczególnie wyróżnił się tygodnik „W Sieci” – na jego okładce śniade męskie dłonie zrywały z białej kobiety suknię , zrobioną z flagi Unii Europejskiej. Jedna z najbardziej masowo sprzedawanych gazet „Super Ekspress” opublikowała artykuł pod tytułem „To nie uchodźcy, lecz najeźdźcy”. Takie rzeczy nie mogą nie wpływać na społeczeństwo.

Redaktorzy takich mediów mają gotowe wytłumaczenie – to nie jest żadna mowa nienawiści, lecz, po prostu, inny punkt widzenia, a obywatele mają prawo go usłyszeć.

Lubią także powtarzać, że poprawność polityczna lewicy i liberałów uniemożliwia podjęcie  racjonalnej dyskusji. Moim zdaniem, mowę nienawiści wyróżniają kontekst i cel wypowiedzi, dehumanizacja obiektu wypowiedzi, świadome szerzenie stereotypów. Dziennikarze czasopisma „W Sieci” z pewnością zdają sobie sprawę, jaki wpływ będzie miał na społeczeństwo upowszechniany  przez nich obraz islamu. Największy problem dostrzegam w tym, że stereotypy i mowę nienawiści wykorzystują obecnie nie tylko prawicowe  media. Wzmianki o „fali uchodźców” oraz „inwazji”, które jedynie na pierwszy rzut oka są określeniami neutralnymi, można znaleźć także w mediach głównego nurtu. Oczywiście, należy prowadzić dyskusję o tym, jak walczyć z kryzysem emigracyjnym lub tym, jak państwo powinno radzić sobie ze wzrastającą liczbą przedstawicieli innych kultur. Ale nie można robić tego używając języka wrogości, który ma wywoływać w społeczeństwie złość i oburzenie.

Jeśli dyskusje o „inwazji arabskich uchodźców” maja mobilizować prawicowy elektorat, to do kogo skierowana jest retoryka o „milionie ukraińskich uchodźców” w Polsce?

Akurat te słowa polskich polityków są skierowane na użytek zewnętrzny. W ten sposób przedstawiciele władz starają się wytłumaczyć Europie, dlaczego nie przyjmują uchodźców z Bliskiego Wschodu w ramach europejskiego systemu kwot. Temat ukraińskich uchodźców pojawił się w arsenale polityków PiS już podczas kampanii wyborczej do parlamentu. Już wówczas ekspercie udowodnili, że Beta Szydło i jej koledzy mówią nieprawdę. Ale temat żyje. Nasz rząd lubi bardzo wykorzystywać argument o Polakach, którzy mieszkają w Ukrainie, Kazachstanie czy Białorusi, których trzeba repatriować, a nie zajmować się uchodźcami z Syrii. Jak widzimy, polska prawica mówi początkowo, że nie chce migrantów z Afryki, a chce z krajów które są bliższe Polsce kulturowo. Ale kiedy pojawiają się Ukraińcy – do niech także ma pretensje.

Badacze przeanalizowali przykłady wykorzystywania mowy nienawiści. Eksperci są zgodni, że jest to problem. Co dalej, jak walczyć z „hejtem”?

W niektórych krajach mowa nienawiści jest karalna. W Polsce także istnieje paragraf za nawoływanie do przemocy na tle rasowym, narodowościowym lub religijnym. Ale jaki jest rezultat? Wyroki lub grzywy otrzymują pseudokibice, którzy w ostrej formie domagają się wydalenia uchodźców, natomiast nie politycy, którzy wpoili im takie poglądy. Bardziej imponuje mi amerykańskie podejście, gdzie, poza skrajnymi przypadkami, penalizację zamieniają sankcje społeczne. Można brać przykład z partii „Razem”, której działacze nie biorą udziału w debatach jeśli są na nie zapraszani przedstawiciele ONR. Nie może być tak, że dziennikarze z jednej strony oburzają się na wypowiedzi ks. Jacka Międlara, a z drugiej – chętnie zapraszają go do studia. Z takimi ludźmi nie ma o czym dyskutować, ponieważ każdą z debat wykorzystują do propagowania swej ideologii nienawiści. Społeczeństwo musi pokazać, że nie zgadza się na szerzenie „hejtu”, podawanego pod płaszczykiem odmiennego punktu widzenia.

 Olena BABAKOWA

Share.