Problematyczny Saakaszwili

0

Materiał ten jest dostępny również w języku ukraińskim/
Матеріал також можна прочитати українською мовою

Po ataku na ukraińską granicę Micheil Saakaszwili ruszył na tourne po regionach Ukrainy, z przystankiem końcowym w Kijowie. Powrót byłego prezydenta i byłego gubernatora obwodu odeskiego podzielił Ukraińców.  

Jedni oskarżają go o robienie politycznego show, nielegalnym wjeździe, a więc złamaniu przepisów ruchu granicznego. Inni podkreślają, że u podstaw całej awantury leży nieuzasadniona decyzja ukraińskiego prezydenta Petra Poroszenki o pozbawieniu Saakaszwilego obywatelstwa. Zarówno pierwsi, jak i drudzy mają rację, jednak na dzień dzisiejszy trudno przewidzieć, jakie będą polityczne następstwa tego, co stało się 10 września.   

Błąd władzy

Warto pamiętać, jak zaczynała się historia z Saakaszwili w Ukrainie. Po Majdanie i ucieczce Janukowycza, Micheil Saakaszwili zebrał w Ukrainie swych ludzi z czasów prezydentury w Gruzji. Zamknąwszy się w jednym z kijowskich hoteli, gruzińska drużyna dniami i nocami opracowywała plan reform dla Ukrainy. Wydawało się wówczas, że nastał właśnie ten długo oczekiwany, przełomowy moment, gdy będzie można w pełni zreformować państwo.    

Micheil Saakaszwili podczas konferencji prasowej 8 września 2017 roku w Warszawie. Foto: Jurij Banachewycz

Pod koniec tegoż roku kilka osób z otoczenia Saakaszwilego weszło do składu Kabinetu Ministrów Arsenija Jaceniuka. Byłemu prezydentowi zaproponowano wówczas stanowisko wicepremiera ukraińskiego rządu, którego nie przyjął. Stanął natomiast na czele, utworzonej przez Poroszenkę, Międzynarodowej Doradczej Rady ds. Reform.   

– Micheil Saakaszwili to mój kolega ze studenckich lat. Zapamiętałem go, jako zdecydowanego i zaangażowanego człowieka i mam podstawy do tego, aby darzyć go zaufaniem – mówił Petro Poroszenko, przedstawiając w maju 2015 roku nowego gubernatora w Odessie. Aby gruziński przyjaciel mógł otrzymać fotel, prezydent nadał mu ukraińskie obywatelstwo.

Wśród szeregu zadań, które postawiono przed nowym odeskim gubernatorem, były walka z korupcją oraz obrona praw obywateli. Poroszenko dodał także, że jednym z głównych celów Saakaszwilego będzie walka z oligarchami.      

Politolog Wołodymyr Fesenko podkreślał wówczas, że problemy, które narosły w obwodzie wymagają od nowego gubernatora szybkich i efektownych działań. Od tego będzie zależeć dalsza kariera Saakaszwilego. „Tak czy inaczej to śmiały i ryzykowny eksperyment” – podkreślał Wołodymyr Fesenko.  

Eksperyment okazał się oczywiście dla Saakaszwilego i Poroszenki ryzykowny. Już po kilku miesiącach ukraiński polityk pokłócił się z premierem Jaceniukiem i jego otoczeniem, oskarżając ich nie tylko o próby hamowania reform w obwodzie odeskim, ale także o sabotowaniu reform w całym kraju.

Krytycy odeskiego gubernatora podkreślali, że zwracał on większą uwagę na kreowanie własnego wizerunku, niż na interesy regionu. W listopadzie 2016 roku Saakaszwili został zdymisjonowany, a na odchodne zarzucił Poroszence, że ten nie chce wziąć na siebie ciężaru walki z korupcją w kraju.    

Micheil Saakaszwili rzucił się natychmiast wir politycznej działalności. Zarejestrował partię „Ruch Nowych Sił”. Jeździł po regionach i spotykał się ze zwolennikami. W jednym z kanałów telewizyjnych zaczął nawet prowadzić własny program „Inna Ukraina”, często krytykując w nim prezydenta Petra Poroszenkę.    

Zdaniem Dawida Sakwarelidze, za pozbawieniem Saakaszwilego paszportu stoi strach Poroszenki przed konkurencją ze strony byłego gruzińskiego prezydenta. Dziennikarze „Ukraińskiej Prawdy” są zdania, że prezydent pozbywa się po prostu politycznych oponentów.

Show must go on…

Ale to jedna strona medalu. W przeciwieństwie do tego co mówił Saakaszwili, od początku można było zauważyć, że chce zrobić ze swego powrotu polityczne show.

Podczas spotkania Saakaszwilego z ukraińską społecznością, które odbyło się na początku sierpnia w Warszawie, wyczuwało się skłonność do teatralizacji  i populizm.

– Lubię polską kuchnię, i niech Polacy się na mnie nie obrażają (aluzja do eurodeputowanej z PiS Małgorzaty Gosiewskiej. – P.A.), ale najlepsza kuchnia, to kuchnia ukraińska – Motywem przewodnim spotkania była idea powrotu do Ukrainy, aby walczyć z oligarchami i skorumpowaną władzą.  – Mam tylko jedno-jedyne obywatelstwo – ukraińskie, i nie uda im się go mnie pozbawić! Będą żądał zgodnego z prawem powrotu do Ukrainy! – oświadczył Saakaszwili od razu po tym, gdy odebrano mu obywatelstwo i dodał, że o wyjaśnienie sprawy odebrania ukraińskiego paszportu zwróci się do sądu.

Będąc w Warszawie przypominał o własnych doświadczeniach nielegalnych przyjazdów. Podając dokładną datę i miejsce przekroczenia granicy, Saakaszwili i jego otoczenie liczyli na odpowiedni rozgłos wśród zwolenników, mediów, a także wśród przeciwników Poroszenki.  

Micheil Saakaszwili w pociągu Przemyśl – Kijów 10 września. Foto: Jurij Banachewycz

Pomysł był trafiony. 9 września na przejście w Krakowcu przyjechali zwolennicy Saakaszwilego. Rozbili namiotowe miasteczko, postawili scenę. Atmosfera zaczynała przypominać elementy Majdanu. Władze zmobilizowały dodatkowe oddziały policji. Pojawiły się nawet „tituszki”, których dzięki internetowemu folklorowi przemianowano na „petruszki” (aluzja do nazwiska prezydenta).  

Każdy etap zbliżania się do granicy był udokumentowany w sieciach. Od Rzeszowa Micheilowi Saakaszwilemu towarzyszyła Julia Tymoszenko, co wywołało chyba najwięcej pytań i wątpliwości w komentarzach, chociaż byłego prezydenta wsparli także inni deputowani Rady Najwyższej.  

W Przemyślu zmieniono trasę. Można było odczuć, że sztab „powrotu Saakaszwilego” miał plan awaryjny. Polityk postanowił  wspólnie z otoczeniem i dziennikarzami wjechać na terytorium Ukrainy pociągiem z Przemyśla. W większości przypadków bilety kupiono zawczasu. Wydawało się, że plan jest dosyć sprytny, jednak stało się inaczej.  

Wcześniej żartowano, że o losie powracającego na Ukrainę Saakaszwilego zdecyduje szeregowy pogranicznik, jednak okazało się, że może to być także konduktorka. Obsługa pojazdu odmówiła wjazdu, stwierdzając, że w wagonie znajduje się osoba, która nie posiada ważnych dokumentów. Powoływała się przy tym na informacje ukraińskiej policji, ale na jej stronie szybko pojawiła się informacja, że policja nie ma nic wspólnego z zatrzymaniem pociągu.   

Przeciąganie liny trwało cztery godziny. W końcu Saakaszwili, w otoczeniu deputowanych i dziennikarzy, pojechał autobusem na przejście w Szeginiach. Polskie służby przepuściły jedynie Saakaszwilego i deputowanych, a ukraińscy pogranicznicy zablokowali ich na terytorium przejścia. Od tej chwili rozpoczął się drugi etap, który Saakaszwili w jakiś sposób przewidział już w sierpniu. Jego zwolennicy siłą utworzyli żywy korytarz, i, co prawda, nielegalnie i bez paszportu,  po prostu przepchnęli przez granicę byłego prezydenta Gruzji, którego, rzekomo, na granicy miała aresztować policja.   

Tourne po Ukrainie

Późnym wieczorem 10 września Saakaszwili przybył do Lwowa, gdzie powitał go mer miasta Andrij Sadowyj. Odbyli wspólny spacer po Rynku. Były prezydent Gruzji rozdawał autografy i fotografował się ze zwolennikami. Następnie wspólnie z merem udał się na kawę.

Dopiero 12 września prezydent oświadczył, że sytuacja nie zasługuje na polityczne komentarze, ponieważ Saakaszwili popełnił przestępstwo.  

Policja wszczęła dwa postępowania. Pierwsze – o nielegalne przekroczenie granicy przez Micheila Saakaszwilego i osoby mu towarzyszące. Drugie – o stawianie oporu funkcjonariuszom ochrony porządku publicznego. Według danych policji, w niedzielę 10 września, na przejściu w Szeginiach nielegalnie przekroczyło granicę 60 osób, a 11 policjantów i 5 pograniczników zostało rannych (odniosło obrażenia ciała).

Tymczasem Saakaszwili, na naradzie z opozycyjnymi politykami, wśród których była także Julia Tymoszenko, podjął decyzję o podjęciu politycznego tourne po Ukrainie. Ma zamiar odwiedzić wszystkie regiony, a na końcu podróży odwiedzić Kijów. Dokładny czas zakończenia objazdu nie jest znany. Pierwszym miastem, które odwiedził po Lwowie, były Czerniowce.     

W ostatnich oświadczeniach obu stron konfliktu można wyraźnie dostrzec zniżenie temperatury napięcia. Przedstawiciele władz stwierdzają, że Saakasziwlemu nie grozi aresztowanie. A sam były prezydent Gruzji podkreśla, że nie ma zamiaru robić żadnej kolejnej rewolucji. Możliwe, że stoi za tym jakiś kompromis…

Piotr Andrusieczko, Kijów

 

Share.