Wojny kibiców, strzelający gole bramkarz i nigeryjski joker

0

Współczesna epoka piłkarskiej rywalizacji Ukrainy i Polski

Po zdobyciu niepodległości w Ukrainie rozpoczęła działalność ukraińska liga. Najlepsze drużyny grały w europejskich turniejach, podczas których mogły spotykać się z rywalami z Polski. Jednak wyniki losowań niezbyt sprzyjały temu, aby w kronice dziejów piłkarskiej rywalizacji Ukrainy i Polski można było zapisać wiele nowych stronic. W czternastu klubowych mistrzostwach Europy, rozegranych od powstania ukraińskiej ekstraklasy, przedstawiciele dwóch krajów spotkali się jedynie raz.

Doszło do tego w 1995 roku, gdy w ramach Mistrzostw UEFA odeski Czornomorec spotkał się z ówczesnym liderem polskiej ligi Widzewem Łódź. Na swym boisku ukraińska drużyna zwyciężyła 1:0. O mały włos, w ostatniej minucie meczu, drugiego gola strzeliłby Parfionow, ale nie wykorzystał karnego. Piłkarz stał się prawdziwym antybohaterem dwumeczu. Nie dał rady strzelić gola z karnego także w Polsce, w rozstrzygającej serii rzutów karnych.

Spotkanie było  istnym thriller. W pierwszej połowie sędzia wykluczył z gry jednego z zawodników Czornomorca, a w doliczonym czasie – kolejny ujrzał czerwoną kartkę. Drużyna z Odessy nie mogła na równych zasadach walczyć w dziewiątkę z jedenastoma rywalami. Czornomorca ratowała  jedynie nieprawdopodobna obrona bramki przez Oleha Susłowa. Prawdziwie chwila glorii bramkarza przyszła później. Gdy goście przegrywali w rzutach karnych, Susłow obronił strzał przeciwnika, a następnie podszedł do linii i strzelił gola. Bramkarzom nie udaje się to często. W końcowym rezultacie zwyciężył Czornomorec, a odescy kibice do tej pory uważają ten mecz za jeden z najbardziej dramatycznych w historii ich klubu. Ciekawe, że Susłow strzelił bramkę nie tylko Polakom. Swego czasu strzelił z karnego w finale Pucharu Ukrainy, a w innym meczu w ogóle zabłysnął w grze.

Podsumowując – w europejskiej rywalizacji ukraińskie i polskie drużyny spotykały się osiem razy (16 meczów). Pięć razy awansowały ukraińskie drużyny, trzy razy – Polacy. Ostatnie spotkanie – pomiędzy warszawską Legią i ługańską Zorią zakończyło się na korzyść drużyny z Polski.  Rywalizacja przeszła do historii przede wszystkim nie z powodu gry, a bójki kibiców. Polscy kibice nie byli miło witani, zarówno w Kijowie, gdzie odbywał się mecz, jak i we Lwowie, przez który  jechali na mecz. Ukraińcy nie mogli przebaczyć warszawskim ultrasom wydarzeń rocznej dawności, gdy Legia grała  z inną ukraińską drużyną – Metalistą. Na trybunach wywieszono wówczas baner głoszący o polskim Lwowie, a sami kibice skandowali „k..wa Ukraina”.

wilno_lwow-640x336

Ale tak złe relacje ukraińscy kibice mają nie ze wszystkimi polskimi rywalami, a przede wszystkim z ultraprawicowymi kibicami Legii. Natomiast rywale stołecznych – kibice poznańskiego Lecha – swego czasu aktywnie wspierali Rewolucję Godności oraz jej uczestników – ukraińskich ultrasów. Na trybunach stadionu Jagielloni w Białymstoku prowadzono akcję wsparcia uwięzionych w Ukrainie kibiców Pawłyczenkiw. Kibice krakowskiej Wisły niejednokrotnie przyjeżdżali do Lwowa na towarzyskie mecze Eurofan.

Długo trzeba było także czekać na pierwsze spotkanie reprezentacji Ukrainy i Polski. „Żółto – niebiescy” zdążyli zagrać z oddalonymi Meksykiem, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Południową Koreą, zanim umówili się na sparing z najbliższymi sąsiadami. Towarzyski mecz w 1998 roku zakończył się zwycięstwem „białych orłów”, a za rok dwie drużyny trafiły do grupy eliminacyjnej kwalifikacji Mistrzostw Świata.

W Ukrainie rozpoczęła się huczna kampania pod hasłem „Nasz cel – 2002”. Dwa raz z rzędu „żółto – niebiescy” byli o krok od uczestnictwa w wielkich turniejach, przegrywając mecze w fazie play-off. Ukraińcy trafili do grupy, w której grały reprezentacje Niemiec i Portugalii, innym razem ich rywalami były Francja i Rosja. W porównaniu z nimi, drużyny Polski czy Norwegii nie wydawały się tak groźne, a osoba trenera – legendarnego Wałerija Łobanowskiego, napawała kibiców optymizmem.

Już w pierwszym meczu Ukraińców czekał zimny prysznic. W Kijowie, na oczach 55 000 widzów, Polacy rozgromili gospodarzy 3:1. Głównym sprawcą nieszczęścia podopiecznych Łobanowskiego był neutralizowany Nigeryjczyk Emmanuel Olisadebe, który zaledwie dwa tygodnie przed meczem wszedł do reprezentacji Polski, stając się pierwszym w jej historii ciemnoskórym piłkarzem.  W Ukrainie „czarna perła” polskiej kadry zdobyła dwa gole. Trzeci raz zdobył bramkę Ukraińców w Chorzowie (ale mecz zakończył się remisem).

olisadebe_ukraina_pap_archiwum032013650-650x336

Dlaczego para obrońców Hołowko – Waszczuk, która dawała sobie radę z najlepszymi napastnikami Europy, nie zdołała zatrzymać strzelca z Polonii? Na to pytanie ukraińscy eksperci nie znaleźli odpowiedzi. Dziewięciokrotny mistrz Ukrainy Władysław Waszczuk jest zdania, że Ukraińcy przegrali wówczas dlatego, że większość zawodników grała w lidze ukraińskiej:

– Z zawodników, którzy grali na Zachodzie mieliśmy Szewczenkę, Łużnego i Rebrowa. Cała reszta grała w pośredniej ukraińskiej ekstraklasie. Polska liga nie była silniejsza. Ale większość ich zawodników na co dzień grało w Niemczech, Anglii, Włoszech. Każdy z nich przywoził z tych krajów pewien typ futbolu i trener z większą łatwością mógł balansować, organizować grę na różnych planach.

Rewanż w oficjalnych spotkaniach Ukraińcy wzięli niedawno. W eliminacjach na Mundial 2014 sąsiedzi znów trafili do tej samej grupy. Pierwszy mecz rozegrano w Warszawie. Faworytem według bukmacherów była Polska. Wszystko było podobnie jak w 2000, ale na odwrót. Teraz „orły” skapitulowały przed własną publicznością  1:3.

– Polacy mieli dobrą drużynę,  ale nic więcej – wspomina mecz jeden z jego uczestników Artem Fedecki. – Ich stadion był piękny, z trybun płynął gorący doping. Ale my nawet na sekundę nie przestraszyliśmy się przeciwnika. Dziwi, że niektórzy określali ten rezultat jako sensacyjny. Zresztą, gdzie tu sensacja, jeśli potem wygraliśmy z nimi ponownie?

W Charkowie Ukraina triumfowała 1:0, blokując tym samym sąsiadom drogę na Mistrzostwa Świata.

iarmolenko-768x598

Ten mecz jest jak na razie ostatnim w historii rywalizacji Ukrainy i Polski na piłkarskich boiskach. Następny pojedynek odbędzie się 21 czerwca w Marsylii i będzie pierwszym spotkaniem sąsiadów w finałowej części mistrzostw. Fachowcy mówią o równych szansach obu drużyn. Zgadza się z nimi także była reprezentant Ukrainy Władysław Waszczuk:

– Nikt nie jest w stanie przewidzieć rezultatu tego meczu. Jedyne,  czego jestem pewien – mecz będzie ciekawy i  fascynujący – Piłkarz, który dwa razy zwyciężał Polaków uważa, że należy zapomnieć o poprzednich meczach. – Każdy mecz będzie dla nas ważny, zarówno przeciwko Niemcom, jak i Północnej Irlandii, ponieważ nie każdego dnia gra się na Mistrzostwach Europy.

Tetiana Jaworska

Część 1. Spalone stadiony i odbite nerki

Część 2. „Solidarność” i piłkarscy chuligani, czyli polsko – radziecki futbolowe bitwy

Share.