Projekt „Czarnoziem” – w Warszawie można było obejrzeć wystawę poświęconą 90 rocznicy Hołodomoru - Nasz Wybir - Informacyjny portal ukraińskich migrantów

Projekt „Czarnoziem” – w Warszawie można było obejrzeć wystawę poświęconą 90 rocznicy Hołodomoru

0

W Galerii „Dom” Ukraińskiego Domu w Warszawie można było obejrzeć wystawę „Czarnoziem”, na której przedstawiono prace trzech artystek: Ukrainek –  Sany Szachmuradowej i Alisy Marczenko oraz Polki Magdaleny Ciemierkiewicz. Wystawę poświęcono 90. rocznicy tragedii Wielkiego Głodu w Ukrainie. 


15 grudnia 2022 roku Parlament Europejski uchwalił rezolucję o uznaniu Wielkiego Głodu jako ludobójstwa. Klęska głodu wywołana przez radzieckie władze Ukrainy w latach 1932 – 1933 doprowadziła do śmierci milionów Ukraińców. Nieukarane zło zawsze powraca i po 90 latach Rosja znów dokonuje ludobójstwa na Ukraińcach. Dlatego ważnym jest, aby bez wahania nazywać zbrodnie swoim imieniem. Wystawa „Czarnoziem” skłania do refleksji nad historią i dniem dzisiejszym, podejmuje temat wojny, domu, pamięci zbiorowej i historycznej traumy Wielkiego Głodu lat 1932-1933. Prace przedstawione na wystawie „Czarnoziem” w warszawskiej Galerii „Dom” opowiadają o zbrodni Rosji, która, obecnie, jak i kiedyś, niszczy gospodarstwa, pali uprawy i zabija ludzi.

Sana Szachmuradowa. O symbolach.

Na warszawskiej wystawie zaprezentowano trzy obrazy i trzy grafiki ukraińskiej artystki Sany Szachmuradowej.

Sana Szachmuradowa urodziła się w Odessie. Znaczącą część dzieciństwa spędziła we wsi na Podolu. W 2014 roku artystka migrowała do Kanady, gdzie w 2020 roku zdobyła tytuł bakalarza wydziału Sztuki w Psychologii na York University w Toronto. Po zdobyciu oświaty w Kanadzie, przeprowadziła się do miasta, które „zawsze ją inspirowało” – do Kijowa. Tam zastała ją wojna. Artystka wraca na babciną wieś, gdzie tworzy serię nowych prac. Niektóre z nich zaprezentowano na  wystawie w Warszawie.

Wystawa “Czarnoziem” w Galerii „Dom”

Sana Szachmuradowa mówi, że w jej pracach można dostrzec wiele symboli, które tworzą historię przeżyć jej rodziny podczas Hołodomoru – ludobójstwa na Ukraińcach. Jednym z powtarzanych w jej pracach obrazów jest  waga. „Wagi, które widzimy, nie wykonują swej bezpośredniej funkcji. Wykorzystywane są do tego, aby przy pomocy rzekomego „ważenia” ukrywać realny stan rzeczy.  W taki sam sposób, w czasach kolektywizacji wykorzystywano słowo „plan”. Zaplanowane liczby były niczym innym, jak symbolicznym biurokratycznym sloganem – obrazkiem, elementem maskującym krwawe zbrodnie i tortury ludności w realnym świecie” – mówi artystka. Ten przekaz wcieliła Sana w pracy, w której pod szalą z chlebem wiszą dwie inne szale: ze żmiją i krwią. „Ukazuje to Wielki Głód jako następstwo kolektywizacji, którego celem było zniszczenie ludności, a nie wykonanie planu gospodarki rolnej. Żmija, która trzyma wagi to obraz tego,  co rzekomo wymierza zapasy ziarna na ukraińskich etnicznych terytoriach, mając za główny cel wybić jak najwięcej przedstawicieli kultury i nosicieli tradycji pracy przy uprawie ziemi i gospodarowania. Krwi było tak wiele, że nie „mieściła się” na listach represjonowanych lub zabitych (podobnie jak nie mieści się krew w czaszy na wadze). „Bardzo wiele osób, szczególnie nowonarodzonych, nie trafiało do spisów demograficznych lub archiwalnych, a w konsekwencji daty ich życia, narodzin i śmierci nie były nigdy i przez nikogo zapisane”, – mówi artystka.

Prace Sany Szachmuradowej. Foto: Magdalena Ciemierkiewicz

Błazen to postać innej pracy Sany Szachmuradowej. „Joker lub Błazen, przedstawiony w tej pracy jest uosobieniem hipokryzji władz, które długo udawały, że uczciwie sprzyjają wykonaniu planu i walczą z „wrogami reżimu” w postaci chłopa. To także uosobienie ich przebiegłości, która towarzyszyła procesowi idiotycznego przechwalania się osiągnięciami w rolnictwie za cenę ogromnej liczby istnień ludzkich. Joker trzyma kartę, która jest krwawym planem kolektywizacji. Podobnie jak karta podczas wróżenia, która przepowiada abstrakcyjną przyszłość w długiej perspektywie, plan kolektywizacji przeciągnął się na kilka chwil, z których każda trwała po kilka lat i zrodziła wiele następstw, które są odczuwalne po dziś dzień. Był to wyrok dla ukraińskiej ludności. Joker siedzi na szali, niejako drażni się i szydzi z samej istoty wagi, robiąc aluzję do tego, że wagi, jako symboliczne wyobrażenie planu kolektywizacji w rzeczywistości niczego nie ważą”.

Artystka jest przekonana, że obecna sytuacja z kradzieżą ziarna i ostrzeliwaniem pól w czasie zasiewów także może być zilustrowana tą samą serią: „Rosjanie obiecali przerwać ostrzał, a następnego dnia po negocjacjach o zawieszeniu ognia, podczas eksportowania zboża z Ukrainy podstępnie ostrzelali Odeski Port. Właśnie taką hipokryzję ich polityki uosabia Błazen”.

Błazen siedzący na wadze jest także symbolem wykrzywionej prawdy: „Bronią Rosjan jest ich propaganda. To między innymi falsyfikacja historii: zarówno ich własnej, jak i krajów i etnosów, które stały się ofiarami kolonialnej polityki, ciągnącej się już nie od ostatniego stulecia. Chodzi o kłamstwo w formie „historii napisanej w wyważony sposób”, znęcania nad prawdą, „błaznowania z połamaną wagą”…”.

Praca Sany Szachmuradowej

Jako ilustrację do swych słów Sana Szachmuradowa podaje przykład demontażu Pomnika Ofiar Wielkiego Głodu w Mariupolu. To argument na to, że rosyjscy okupanci świadomie niszczą pamięć o Hołodomorze. „Według prokremlowskich mediów, granit z pomnika będzie przerobiony na materiały budowlane. Rosyjscy okupanci i ich poplecznicy robią to, ponieważ zaprzeczają, że Hołodomor był zbrodnią i starają się przykryć ten fakt rzekomymi przyczynami ekonomicznymi i przyrodniczymi, które wpłynęły na wielkie terytoria. Wszystko to świadczy o jednym – Rosja do końca będzie rugować ze zbiorowej pamięci Ukraińców i świata jakiekolwiek wzmianki o jednej z największych zbrodni przeciwko ludzkości. Robiła to już wcześniej i dlatego przez dziesięciolecia świadkowie Wielkiego Głodu bali się mówić o tym, co przeżyli. W metodach zbrodniarzy nic się nie zmienia”, – cytuje artystka ukraiński portal Ukraïner.

Praca Sany Szachmuradowej

Motywem przewodnim obrazów Sany Szachmuradowej, przedstawionych na wystawie w Warszawie, jest burak. Artystka mówi: „Burak dosłownie uratował kilka generacji mojej rodziny podczas Hołodomoru. Dziadek Hryhorhij opowiadał wiele historii, w których często burak figurował jako coś, od czego zależało życie jego dziadka, mamy, siostry i brata.  I nawet trochę więcej – jego przyjście na świat. W jednej ze swych prac, która nie była zaprezentowana na tej wystawie, namalowałam kobietę z dwójką dzieci, które usiłują napić się mleka z piersi. Przedstawiłam dwoje niemowląt, które urodziła moja prababcia w czasie głodu, które jednak nie przeżyły, bo z niedożywienia nie miała mleka w piersiach. Często słyszałam tę historię od dziadka. Wkrótce po tym, w 1934 roku. urodziła się dziewczynka, która przeżyła, później – mój dziadek, a następnie jego brat. W tej pracy namalowałam dziecko, które żywi się pępowiną z buraka, a jednocześnie od buraka, który przypomina kobiece piersi. To symbolizuje warunki, od których zależało nie tylko urodzenie dziecka, ale także pierwsze miesiące i lata życia, które są krytycznym momentem. Dzięki burakom, moja prababcia mogła pędzić samogon i nielegalnie go sprzedawać, aby mieć środki na żywność i elementarne przeżycie, a w tym, także donoszenia, poród i wyżywienie dziecka”.

Praca Sany Szachmuradowej

“Praca, która przypomina botaniczną ilustrację to także manifestacja bezpośredniej zależności zjawiska życia człowieka od przyrody i sytuacji. W tym przypadku – od występowania buraka, bo to on bezpośrednio wpłynął na przykład na moje pojawienie się na tym świecie.”, – mówi Sana Szachmuradowa.

Praca Sany Szachmuradowej

„Praca, w której przedstawiono kotły lub garnki z dziecięca rączką, jest poświęcona opowieści dziadka o tym, że w tych czasach było całkiem możliwe, aby po przyjściu do jakiegoś domu, zobaczyć dziecięce paluszki wystające ze stojącego na piecu garnka. Opowiadali mu o tym jego matka i dziadek, którzy przeżyli głód w latach trzydziestych w obwodzie kropywnickim”, – komentuje artystka jedną ze swych prac przedstawionych na wystawie.

Magdalena Ciemierkiewicz. O zapomnianym.

W centralnej części wystawy „Czarnoziem” znajduje się praca polskiej artystki Magdeleny Ciemierkiewicz – instalacja z farbowanej wełny. Jej forma przypomina typowy element dekoracji wnętrza domu – kilim, a jego kolor i faktura – ziemię, szczególnie rzadki czarnoziem. Ta najbardziej żyzna gleba jest czasami spotykana w południowo – wschodniej Polsce, a także w wielu regionach Ukrainy.

Fotografia udostępniona przez Magdalenę Ciemierkiewicz

Fotografia udostępniona przez Magdalenę Ciemierkiewicz

Łącząc symbolikę domu i ziemi, praca zwraca uwagę na nierozwiązane traumy wojny i genocydu, które przez lata destrukcyjnie wpływają na relacje społeczne i rodzinne. Często także w zbiorowej i osobistej pamięci te wydarzenia są przemilczane i dosłownie są „zamiatane pod dywan”. Przez wiele lat dyskurs wokół pamięci był skoncentrowany na najbardziej znanych miejscach, omijając często miejsca męczeństwa, których wiele było na peryferiach. W Europie Wschodniej i Centralnej po II Wojnie Światowej prawie w każdej wsi przelano krew, ale o tych miejscach się nie wspomina. Austriacki pisarz Martin Pollack nazywa to „skażonymi krajobrazami”. Badania pamięci w wiejskich miejscowościach wskazują, że wiele grobów oraz zbiorowych mogił pozostaje bez upamiętnienia. Wiele z nich pełni funkcje zupełnie inne niż miejsca pamięci, będąc na przykład polami uprawnymi.

.Na wystawie “Czarnoziem”

Magdalena Ciemierkiewicz urodziła się w 1992 roku w Rzeszowie. Studiowała w Warszawie. W swej twórczości zajmuje się duchowością, symbolami i wizualnym wyrażeniem czasu i przestrzeni. W centrum zainteresowań artystki jest południowo – wschodnia Polska, skąd pochodzi, pamięć i wielokulturowa przeszłość regionu.

Alisa Marczenko. O przywykaniu.

Alisa Marczenko to ukraińska artystka. Urodziła się w Kijowie w 1989 roku. Obecnie pracuje w Warszawie. Jest absolwentką Wydziału Rzeźby Narodowej Akademii Sztuk Pięknych i Architektury w Kijowie oraz Wydziału Sztuki Nowych Mediów Polsko – Japońskiej Akademii Technik Komputerowych w Warszawie. W twórczości bada związek między swym wewnętrznym światem z zewnętrzną przestrzenią, a także swe ciało jako pośrednika między nimi.

Projekt Alisy Marczenko na wystawie “Czarnoziem”

Podstawą projektu Alisy Marczenko, zaprezentowanego na wystawie „Czarnoziem”, jest pytanie: „A co byłoby, gdybyśmy zebrali spalone przez Rosjan zboże i wszystko jedno – zrobilibyśmy z niego  chleb?”. Artysta zdecydowała, że spali ziarna zboża, zmiele je na mąkę i upiecze chleb, a następnie go zje. Na wystawie przedstawiono wideo – dokumentację performance oraz obiekt – upieczony chlebek.

Fotografia udostępniona przez artystkę Alisę Marczenko

Udostępnione przez Alisę Marczenko

„To był dla mnie absolutny eksperyment, nie wiedziałam, co z tego wyjdzie, czy uda mi się upiec z tej mąki chleb, czy będzie jadalny. Ale wszystko się udało. Początkowo chleb był niejadalny, mąka była twarda, chrzęściła w zębach, jak piasek. Oczywiście był zupełnie bez smaku, ale potem nastał moment zaskoczenia, który ogólnie podoba mi się w performance, gdy w procesie zaczynasz rozumieć pewne rzeczy, zdawać sprawę, o czym naprawdę jest projekt. Planowałam dojeść chleb do końca. Po pięciu minutach przeżuwania zrozumiałam, że nie jest to już tak ohydne, bo przyzwyczaiłam się – można go jeść. Tym bardziej w sytuacji, gdyby nie było żadnej alternatywy, jak w 1933 roku. Zrozumiałam wówczas, że cały mój projekt jest o tym. Mówi o tym, jak możemy się przyzwyczaić do każdych, nawet najgorszych warunków. Do jakiejkolwiek przemocy, do bólu. Zrozumiałam, że jest to aktualne jak nigdy w kontekście wojny, przy czym na kilku płaszczyznach. Po pierwsze – to, co robi Rosja (nasz wróg już od stuleci). Przez cały czas metodycznie stara się nas niszczyć, metodycznie narzuca nam swe idee, swój sposób myślenia, swój poziom życia, z nadzieją, że w końcu złamie nas i przyzwyczaimy się. Druga płaszczyzna – to, do czego my Ukraińcy przywykamy (bardzo ważne, że nie przywykamy do tego, co nam narzucają), ale w kontekście tej wojny przyzwyczajamy się do wojennych realiów.  Trwamy, uczymy się żyć w nowych warunkach. Trzecia płaszczyzna to międzynarodowa wspólnota, która także przyzwyczaja się do sytuacji, przyzwyczaja się do faktu, że w Ukrainie trwa wojna i ten temat nie jest już tak ostry, aktualny. Zrozumiałam, że to, czego chciałabym życzyć sobie i innym – nie przyzwyczajać się  mimo wszystko, pamiętać, że jesteśmy ludźmi, że mamy godność, człowieczeństwo i to, że zasługujemy na więcej, nie przyzwyczajać się, lecz walczyć za lepszą przyszłość”, – opowiada Alisa Marczenko.

Upieczony chleb. Fotografia udostępniona przez autorkę Alisę Marczenko

Fotografia udostępniona przez autorkę Alisę Marczenko

Iwanna BERCZAK

Share.