10 mitów o studiach w Polsce

0

Rozpoczęło się przyjmowanie dokumentów na studia w polskich uczelniach, a firmy – pośrednicy aktywizują swą działalność i oferują różnorodne zestawy usług dla wstępujących osób. Żądają przy tym za swe usługi od 500 do 1000 euro, zależnie od tego, co wchodzi do „zestawu abiturienta”. Płacić, czy nie – to osobista decyzja poszczególnych osób,  dlatego firmy, aby zebrać jak najwięcej klientów, dosyć często straszą absolwentów, albo koloryzują nieco rzeczywistość. „Nasz Wybór” zapoznał się ze stronami pośredników i wybrał 10 najbardziej wyraźnych przykładów mijania się z prawdą.

  1. „Nauka w Polsce to wysokiej jakości edukacja w najlepszych europejskich uczelniach”. Brzmi to dumnie, ale nie zawsze odpowiada rzeczywistości. W ogólnopolskim rankingu za najlepsze uznano pięć uniwersytetów: Jagielloński, Warszawski, im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i dwie politechniki – Warszawską i Wrocławską. Natomiast w światowych rankingach polskie uczelnie nigdy nie przekroczyły 300 pozycji. Jeśli wybieramy między byle jaką państwową, a dobrą prywatną uczelnią, wówczas lepiej wybrać prywatną, natomiast jeśli zdajecie do jakiejś mało znanej prywatnej uczelni, która znajduje się na końcu rankingów – bądźcie przygotowani na poziom ukraińskiego technikum za niemałe pieniądze.

Ranking polskich uczelni, opracowany na podstawie różnych wskaźników możecie zobaczyć na portalu edukacyjnym perspektywy.pl 

  1. „Ucz się i pracuj w Polsce”. Polskie prawo dotyczące cudzoziemców zmienia się bardzo często. Dotyczy to także prawa pracy. Legalnie pracować bez zezwolenia na pracę podczas nauki mogą studenci trzeciego stopnia, czyli doktoranci. Do ubiegłego roku studenci I i II roku mogli podejmować pracę jedynie pod warunkiem posiadania zezwolenia na pobyt czasowy lub podczas wakacji. Obecnie to prawo ma zmienić się na korzyść cudzoziemskich studentów, ale niektórzy pracodawcy nie znają nowych zasad i dla spokoju, po prostu nie przyjmują do pracy studentów spoza Unii Europejskiej. Miejcie także na uwadze, że łączyć pracę i naukę, a także znaleźć pracę bez doświadczenia i znajomości języka będzie bardzo trudno, szczególnie na pierwszym roku nauki.
  1. Ogólne koszty na pierwszym roku wynoszą około 8000 euro”. Liczba robi wrażenie, szczególnie, gdy przeliczy się ją na hrywnie. Po pierwsze, pośrednik podaję kwotę już  z wliczeniem swych usług, więc gdy będziecie składać dokumenty osobiście zaoszczędzicie do tysiąca euro. Po drugie,  agencja z pewnością podaje kwoty orientując się na najdroższe kierunki, najlepszych uniwersytetów w Polsce, przy tym na programy anglojęzyczne. Cena zależy od uczelni, wydziału, języka wykładowego. Poza tym, posiadacze Karty Polaka mają prawo do bezpłatnej nauki,  studenci bez tego dokumentu otrzymują różne stypendia, a uniwersytety udzielają znacznych zniżek. Zazwyczaj uczelnie udzielają miejsc w akademikach. A jeśli nie, wówczas można wynająć z kimś wspólnie pokój, wykorzystując do tego z łatwością media społecznościowe. Jak widzimy, kwotę 8 tysięcy wzięto z pułapu, a przeżyć rok można za znacznie mniejsze pieniądze.
  1. Zakończenie przyjmowania dokumentów – 15.03.16. Miejsc ubywa szybko”. Takie stwierdzenie to ewidentna próba zmylenia przez agencję – pośrednika abiturientów, aby nie mieli czasu do zastanowienia nad alternatywą. Rekrutacja trwa aż do początku lata, a druga tura (studia płatne) – nawet do początku jesiennego semestru. Miejsc w państwowych uczelniach wystarczy wszystkim (szczególnie tym, którzy płacą), podobnie, jak i w prywatnych.
  1. Rekrutacja odbywa się na zasadzie „kto pierwszy…”” – jeszcze jedna firma – pośrednik nakłania do bezzwłocznego podjęcia decyzji. Ale czy wierzycie w to, że system edukacji w Polsce jest na tyle prymitywny i dobre uniwersytety przyjmują wszystkich bez konkursów i oceny świadectw? Oczywiście, że nie. Jeśli są to prywatne uczelnie, które działają na takiej zasadzie, wówczas warto zastanowić się nad poziomem nauczania w takiej placówce. Tym bardziej, że jak dowodzi praktyka, miejsc tam nie brakuje nigdy i znane są przypadki, gdy studentów przyjmowano po rozpoczęciu roku akademickiego. Dlatego, jest się nad czym zastanowić.
  1. Wystarczy podstawowa znajomość języka”. Jeśli językiem wykładowym jest polski, a nie angielski, wówczas rzeczywista (!) znajomość języka na poziomie minimum B2 jest po prostu nieodzowna, aby w pełni skorzystać z procesu nauczania. Podkreślamy znaczenie słowa rzeczywista, bo rzecz nie  w posiadanym certyfikacie, a w zrozumieniu i zdolności do swobodnej komunikacji. Polski system oświaty różni się od ukraińskiego, dlatego bądźcie przygotowani na to, że będziecie rozmawiać, robić prezentacje i pisać bardzo dużo. Zacznijcie już wcześniej uczyć się języka, a jeśli nie jesteście pewni swej znajomości – poświęćcie rok na naukę na wyspecjalizowanych kursach przygotowawczych w Polsce.
  1. Nauka jest łatwa”. Łatwa dla tych, którzy się nie uczą. Trzeba będzie dużo czytać po polsku i angielsku, porządnie przygotowywać się do egzaminów i pisać rozprawki naukowe. Nie uda się skopiować referatu z Internetu, ponieważ wszystkie prace są sprawdzane na obecność plagiatu, a za jego stosowanie są przewidziane surowe kary.
  1. Wykładowcy ze zrozumieniem odnoszą się do zagranicznych studentów”. Wszystko zależy od studenta i profesora. Nie oznacza to, że student, powołując się na nieznajomość języka lub odmienną specyfikę studiów w Ukrainie, może otrzymywać najlepsze oceny i niczego przy tym nie robić. Jeśli czasami wykładowcy przymykają oko na błędy językowe lub nieprawidłową stylistykę, to wykorzystywać tego na dłuższą metę nie można w żadnym wypadku.
  1. Opłata rekrutacyjna wynosi od 40 do 200 euro”. Taką informację podaje jedna z pośredniczących firm. To nie do końca prawda. W rzeczywistości, za rozpatrzenie dokumentów pobierana jest opłata od 70 zł, jeśli jest to kierunek artystyczny lub wychowania fizycznego – drożej. Zależy od wybranego Uniwersytetu, posiadania lub nie Karty Polaka, karty czasowego lub stałego pobytu. Więc warto osobiście sprawdzać cenę na stronie Uniwersytetu we wkładćę  Opłata rekrutacyjna.
  2. Z wykładowcami zawsze można się dogadać”. Takie stwierdzenie niektórzy pojmują nazbyt po ukraińsku i oferują wykładowcom łapówki. Miejcie na uwadze, że to poważne naruszenie prawa, które rodzi odpowiednie konsekwencje. W ostatnich latach w polskich mediach pojawiały się informacje o kilku takich przypadkach, w których studenci po głośnej sprawie byli relegowani z uczelni w czasie trwania roku akademickiego bez zwrotu kosztów.

Poświęćcie trochę czasu, aby szczegółowo przestudiować wszystkie możliwości i nie żałować potem straconych lat i pieniędzy.

Julia LASZCZUK

 

Share.