„Oddać się w pełni, temu co lubisz”. Rozmowa z tancerką Alisą Floryńską.

0

Materiał ten jest dostępny również w języku ukraińskim

Alisa Floryńska – utalentowana tancerka, finalistka i choreograf programu „You can dance”, półfinalistka (wspólnie z grupą „Les Chattes”) „Mam talent”, oprócz tego współautorka choreografii w wielu telewizyjnych show, trenerka fitness, instruktorka aerobiku, kulturystyki i pływania. Urodziła się w Kijowie, wiele lat mieszkała w Białymstoku, obecnie mieszka i pracuje w Warszawie.   

Już od kilkunastu lat, praktycznie większą część swego życia, mieszkasz w Polsce. Jak trafiłaś z Ukrainy do Białegostoku?

Gdy miałam 10 lat przyjechałam z mamą do Białegostoku. Mieliśmy ciężką sytuacją finansową i jakoś tak się złożyło, że mama początkowo pojechała do Niemiec, ale chciała być bliżej Ukrainy, dlatego wybrała Białystok. Najpierw zabrała mnie, następnie siostrę.

Kiedy zaczęłaś tańczyć – jeszcze w Ukrainie, czy już tutaj?

Już w Polsce. Początkowo był to taniec towarzyski. Tańczyłam go przez trzy lata, ale zaczęły mnie boleć kolana – i przyszło się zarzucić. Nie mogłam jednak usiedzieć w miejscu. Dlatego, gdy miałam 18-19 lat, zaczęłam ponownie tańczyć już bardziej nowoczesne tańce – hip-hop, dancehall i inne.

Taniec to, zdaje się, była rodzinna tradycja? 

Rzeczywiście. Mama kiedyś tańczyła, jeździła wiele po Europie, po świecie i chyba dlatego rozumiała mnie. Moja siostra radziła, abym zajęła się czymś, co przyda mi się w przyszłości. Bardzo przeżywała z mego powodu. Ale ja bardzo chciałam tańczyć.

I właśnie taniec był tym, co otworzyło twą życiową ścieżkę. Co było przełomowym momentem?

Pierwszym ważnym momentem było to, że trafiłam do szkoły tańca „Fair Play”. Tańczyłam w niej trzy miesiące, następnie otrzymałam stypendium i mogłam przez cały rok być na jakichkolwiek zajęciach. Po roku chłopaki z grupy tanecznej „Fair Play Crew” wzięli mnie do zespołu „Fair Play Kwadrat”. Oprócz tego, że byliśmy tancerzami, uczyliśmy także tańczyć innych. Tak się to rozpoczęło.

Potem spróbowałem wziąć udział w trzeciej edycji „You can dance”, ale nie umiałam jeszcze dobrze tańczyć i nie dostałam się. Spróbowałam po raz kolejny  w szóstej edycji. I to był właśnie ten przełomowy moment.

Było to w 2011 roku. Pisano o tobie jako o faworytce. Ostatecznie zajęłaś siódme miejsce.

Myślałam wówczas jedynie o tańcu i starałam się po prostu być sobą, nie zwracać uwagi na to, czy ktoś o mnie napisze, czy nie napisze. Chciałam jak najlepiej zatańczyć i udowodnić, ze jestem profesjonalistką.

Pomimo, iż nie zwyciężyłaś, „You can dance” pomógł ci w twej karierze…

Po „You can dnace” zaczęłam robić różne projekty z „Fair Play Crew”. Wiedzieli, że mogę zatańczyć i tańce towarzyskie, i hip hop, i dancehall, że zawsze radzę sobie w różnych sytuacjach. Jakoś tak wyszło, że zaczęłam z nimi robić choreografię do różnych telewizyjnych show, takich jak „X-factor”, „The Voice Of Poland”, „Kocham Cię Polsko”. Wspólnie z Rafałem „Roofi” Kamińskim, finalistą pierwszego sezonu „You can dance” przygotowywaliśmy choreografię do programów „Mam talent”, „Mali giganci”. Po tym zadzwonili do mnie z „You can dance”, abym zrobiła choreografię dla Michała Kalcowskiego, który wystąpił w ostatnim, dziewiątym sezonie. Przygotowałam choreografię i razem wykonaliśmy ten układ na scenie „You can dance”.

Czym się obecnie zajmujesz?

Obecnie mieszkam w Warszawie, prowadzę lekcje różnych technik tańca w szkole „Egurrola Dance Studio”. Nadal tworzę układy choreograficzne, na przykład, współpracuję z zespołem akrobatycznym, dla którego przygotowuję choreografię na różne zawody.

Oprócz tego, jestem profesjonalną trenerką fitness. Właśnie temu poświęcam najwięcej swego czasu, ale taniec nadal pozostaje w mym życiu, chociaż troszeczkę z boku. Mam zamiar zrobić coś, czego jeszcze w Polsce nie ma. Ma to być związane z fitnessem, zdrowym stylem życia, dietą.

Co, twym zdaniem, jest najważniejsze, aby osiągnąć w życiu sukces?

Myślę, że trzeba bardzo dużo pracować nad tym, aby twoje hobby stało się twym życiem. Gdy lubisz coś bardzo, trzeba oddać temu całego siebie, postawić na pierwszym miejscu, poświęcić na tyle dużo czasu, aby robić coś lepiej, niż inni. I wówczas, myślę, można dojść do tego, że hobby stanie się twoim sposobem na życie.

Miłość do tańca była twoim stymulatorem do tego, aby iść do przodu?

Tak. Ale chciałam także pokazać wszystkim, że umiem tańczyć. Ktoś powiedział mi kiedyś, że nigdy nie będę tańczyła tak dobrze, jak ludzie, którzy trafiają do „You can dance”. To motywowało mnie do tego, aby udowodnić wszystkim, że jednak umiem. Chciałam także, aby wszyscy docenili, że poświęcam wiele swego czasu i zdrowia tańcowi. Ale udało mi się jedynie dzięki temu, że bardzo chciałam tańczyć.

Jak czujesz się jako Ukrainka w Polsce?

Wydaje mi się, że obecnie Polacy niezbyt dobrze myślą o Ukraińcach, ponieważ jest ich w Polsce bardzo dużo. Jeszcze kilka lat temu nikt się tym nie przejmował, ale teraz wszystko się zmienia. Spotykałam nawet osoby, które oburzały się, że Ukraińcy przyjeżdżają do Polski i pracują 5 zł za godzinę. To przecież normalne: różni ludzie wyjeżdżają do innych krajów i pracują za mniejsze, niż miejscowi pieniądze. Nie tylko Ukraińcy tak robią. Wielu Polaków wyjeżdża za granicę, aby zarobić więcej pieniędzy. Nie widzę w tym nic złego.

Wydaje mi się, że wiele osób nie poznaje, że jestem z Ukrainy, ponieważ bardzo dobrze rozmawiam po polsku. Z resztą, w Warszawie mogą myśleć, że moja wymowa jest taka, jak w Białymstoku.

Jakie masz plany?

Jeszcze dokładnie nie wiem. Na razie – Warszawa. Chyba, kiedyś, gdzieś pojadę, może do USA. Chciałabym pojechać na kilka miesięcy do Ameryki, ale potem powrócić jednak do Polski i nadal robić coś, co jest związane z tańcem i fitnessem. To moje dwie życiowe ścieżki. Zobaczymy, jak w przyszłości będą się przeplatać.

Dziękuję za rozmową i życzę sukcesów.

Rozmawiała Ludmiła Łabowicz

Share.