Lepiej być nielegalnym?

0

W ramach ubiegłorocznej abolicji ponad 4,5 tysiąca cudzoziemców uregulowało swój pobyt w Polsce, a prawie 3 tysiące wniosków odrzucono. Najwięcej wniosków wpłynęło w województwie mazowieckim – 7 400.

Według danych Departamentu Legalizacji Pobytu Urzędu do Spraw Cudzoziemców w Warszawie, podczas trwania abolicji złożono 9 555 wniosków o legalizację pobytu. Najliczniejszą grupą byli obywatele Wietnamu (2196 wniosków), Ukrainy (2015), Pakistanu (1424), Bangladeszu (766) i Armenii (715). W większości byli to mężczyźni, jednak w przypadku obywateli Ukrainy ta statystyka wyglądała inaczej – 1214 wniosków złożyły kobiety, a 850 mężczyźni.

Pracownicy Urzędu do Spraw Cudzoziemców potwierdzili, że odmowy dotyczyły przeważnie osób, które trafiły do Polski w ramach tzw. „abolicyjnej turystyki” (przebywali nielegalnie w innym kraju Strefy Schengen, ale na abolicję przyjechali do Polski). Byli to przeważnie obywatele Pakistanu (1424 osoby) oraz Bangladeszu (prawie 800). W przypadku Ukraińców, negatywnie rozpatrzono 250 wniosków, ale nasi rodacy otrzymali najwięcej pozytywnych odpowiedzi (1571 osób), ponieważ wnioski składały przede wszystkim osoby pewne tego, że nie ma większych przeszkód, aby status ich pobytu w Polsce został uregulowany.

– Przebywając tutaj, zawsze myślałam o swoim domu i dzieciach, które zostawiłam na Ukrainie. Tęsknota za bliskimi z pewnością skłaniała do uregulowania statusu. Wspólnie z koleżanką stwierdziłyśmy, że zbrzydło nam życie w ciągłym strachu. Dodatkowo, zobaczyłyśmy, że jest wiele osób z takimi problemami jak nasz – opowiada Łesia Kostina, która skorzystała z abolicji i pomogła innym wypełnić wnioski.

Ale eksperci z Urzędu podkreślają – spodziewali się, że zainteresowanie abolicją będzie większe. Wśród przyczyn małego zainteresowania wymieniają nie tylko pewne obawy migrantów, ale jak okazuje się – także inne powody…

– Przyjeżdżamy do Polski, bo w ojczyźnie nie ma pracy. A gdy ktoś składa papiery na małą abolicję, musi wówczas wrócić do domu i czekać dłuższy czas, by znów móc tutaj powrócić. Po tym okresie nie ma już powrotu do swej poprzedniej pracy. Nie złożyłam wniosku i chociaż nadal jestem nielegalna, to mam pracę. Myślę, że takich jak ja jest wielu – uważa Nadija ze Lwowa.

Abolicja była tematem posiedzenia Komisji d.s. Mniejszości Narodowych i Etnicznych, która odbyła się pod koniec stycznia w Sejmie. Uczestnicy dyskusji byli zdziwieni niewielkim zainteresowaniem akcją. Zdaniem obecnych na posiedzeniu urzędników, fakt ten może wskazywać na to, że w Polsce przebywa znacznie mniejsza liczba osób z nieuregulowanym statusem niż to przewidywali, szczególnie przedstawiciele pozarządowych organizacji.

Możliwe, że 150 tysięcy nielegalnych migrantów to za duża liczba – nielegalna migracja to zjawisko, które trudno oszacować, – stwierdziła Monika Prus z Departamentu Polityki Migracyjnej Ministerstwa Spaw Wewnętrznych. Rządowe agendy, na podstawie zobowiązań do wyjazdu z Polski, nakazów deportacyjnych i zatrzymań przez Straż Graniczną szacują, że liczba wszystkich nielegalnych migrantów sięga nie więcej niż kilkadziesiąt tysięcy osób. Natomiast Ksenia Naranowicz z Fundacji Rozwoju „Oprócz Granic” stwierdziła, że zapisy Ustawy o Cudzoziemcach są często interpretowana nie na korzyść osób, które chciały skorzystać z abolicji. Następna kwestia dotyczyła tego, że osoby, które utraciły swe dokumenty, nie zawsze mogły otrzymać ich kopie, a w przypadku paszportów, przedstawicielstwa dyplomatyczne niektórych krajów w ogóle odmawiały ich wydania. Obawiano się także składania odcisków palców – niektóre osoby mogły pomyśleć, że w przypadku negatywnej odpowiedzi pozwoli to odpowiednim służbom na ich odszukanie.

Podsumowując proces abolicji, warto zaznaczyć – być może, nie jest tak ważna liczba osób, którzy z niej skorzystali, ale to, że pomogła rozwiązać problemy konkretnych osób w kwestii zatrudnienia, opieki zdrowotnej, normalnego funkcjonowania w społeczeństwie.

Еwa Piechota Urząd do Spraw Cudzoziemców

Trudno określić liczbę osób, którzy nielegalnie przebywają w Polsce, jednak do abolicji szacowaliśmy, że tych, którzy jej podlegają będzie 50-80 tysięcy. Od niektórych organizacji pozarządowych otrzymaliśmy dane o nawet 500 tysiącach osób. Jednak nie wierzyliśmy w nie. Abolicja była skierowana do konkretnej grupy osób, które przebywały u nas nie mniej niż cztery lata. Nie liczyliśmy na to, że każda osoba, która spełnia kryteria abolicji, z niej skorzysta. Podczas trwania abolicji zauważyliśmy, że pierwsze wnioski złożyły osoby, które już wcześniej wiedziały o abolicji i oczekiwały jedynie na wypełnienie wniosków. Inne osoby wstrzymywały się i obserwowały – co będzie z tymi, którzy złożyli wnioski, czy nie zaczną ich poszukiwać odpowiednie służby. Kolejna duża fala składania wniosków przypadła pod koniec abolicji. Te zjawiska świadczą o tym, że migranci śledzili ten proces.

Na obecnym etapie abolicji wszystkie wnioski zostały rozpatrzone przez wojewodów. Jednak niektóre są jeszcze u nas, sprawdzamy je (są przypadki składania odwołań od decyzji wojewody oraz inne przyczyny). Myślę, że rozpatrywanie spraw poszczególnych osób może potrwać do końca tego roku. 

Paweł ŁOZA

Share.