W ostatnich miesiącach fundacja «Ukraiński Dom» w Warszawie coraz częściej staje się celem ataków informacyjnych – od deepfake’ów i fałszywych stron internetowych po podrobione listy z prośbami o wsparcie finansowe. Przedstawiciele organizacji są przekonani, że nie chodzi wyłącznie o reputację jednej instytucji, lecz o znacznie szerszą próbę wpływania na nastroje społeczne i systematycznego podważania wzajemnego zaufania.
Fundacja jako wygodny cel
Fundacja «Ukraiński Dom» (wcześniej – «Nasz Wybór») działa w Warszawie od ponad 16 lat. Organizacja zapewnia Ukraińcom wsparcie prawne, informacyjne i społeczne, prowadzi konsultacje oraz wydarzenia edukacyjne i kulturalne, a także wspiera rozwój dialogu polsko-ukraińskiego. Po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych ukraińskich instytucji w Polsce – i to właśnie ta widoczność czyni ją wygodnym celem manipulacji.

Jak powiedział w rozmowie z «Naszym Wybirem» Oleksandr Pestrykov z działu rzecznictwa «Ukraińskiego Domu», w ciągu ostatnich dwóch lat wobec organizacji stosowano różnorodne metody dezinformacji – od podrobionych adresów e-mail i fałszywych dokumentów rozpowszechnianych w mediach społecznościowych po deepfake’i, nagrania wideo z podłożoną ścieżką dźwiękową, animacje imitujące głos oraz fałszywe kanały na Telegramie.
Jednym z najbardziej niebezpiecznych trendów są listy wysyłane w imieniu fundacji do jednostek samorządu terytorialnego i innych instytucji z prośbą o wsparcie finansowe. Niekiedy o fałszerstwie udaje się dowiedzieć wyłącznie dlatego, że adresat odpowiada na oficjalny adres e-mail, a nie na ten, z którego pierwotnie wysłano wiadomość.
Ostatnie przypadki potwierdzają systemowy charakter tych działań. Wśród nich znalazł się fałszywy profil w mediach społecznościowych, podszywający się pod instytucję państwową i sugerujący rzekomą odpowiedzialność karną prezeski fundacji, Myroslavy Keryk. Równolegle rozpowszechniano deepfake’i, w których szefowa organizacji miała rzekomo ostro krytykować polski rząd i domagać się dodatkowego wsparcia finansowego dla Ukrainy.
Większość takich ataków organizacja zauważa dopiero po czasie – często już po ich szerokim rozpowszechnieniu.
– Nasz dział komunikacji od czasu do czasu monitoruje wzmianki o «Ukraińskim Domu» na TikToku czy Facebooku. Niemal zawsze jednak dowiadujemy się o fałszywkach z opóźnieniem. Na przykład post rzekomo pochodzący od wyspecjalizowanej prokuratury był aktywnie rozpowszechniany przez około tydzień – i dopiero piątego czy szóstego dnia go zauważyliśmy – mówi Oleksandr Pestrykov.
Jak dodaje, dodatkowym sygnałem ostrzegawczym bywa reklama – niektóre fałszywe treści są płatnie promowane, co może świadczyć o celowym i zorganizowanym charakterze takich kampanii.
Jak działa współczesna dezinformacja
Jak wyjaśnia Oleksandr Pestrykov, ataki informacyjne nie powstają w próżni – wpisują się w szersze debaty społeczne i wzmacniają już istniejące obawy.
Dobrym przykładem manipulacji był fałszywy profil na Facebooku, podszywający się pod „specjalistyczną prokuraturę ds. przestępstw z nienawiści w Warszawie”. W jednym z postów twierdzono, że rzekoma prokuratura rozpatruje sprawę przeciwko prezesce fundacji «Ukraiński Dom», Myroslavie Keryk, z powodu wypowiedzi „wrogich wobec narodu polskiego”, a także przypominano o odpowiedzialności karnej za publiczne wypowiedzi.
Ów „wrzut” pojawił się w czasie przygotowań do reformy zakładającej utworzenie w Polsce sieci wyspecjalizowanych prokuratur zajmujących się przestępstwami motywowanymi nienawiścią. Inicjatywa ma zwiększyć skuteczność postępowań oraz wzmocnić ochronę grup najczęściej stających się ofiarami takich czynów – w tym migrantów, uchodźców oraz przedstawicieli mniejszości religijnych, seksualnych czy narodowych.
W tym kontekście sfabrykowana informacja została wykorzystana nie tylko do ataku na szefową ukraińskiej organizacji, lecz także do podważenia wiarygodności realnej inicjatywy państwowej. Instytucja powołana do ochrony przed mową nienawiści w podrobionym przekazie została bowiem przedstawiona jako narzędzie prześladowań.
Od Chanuki do „Ukropolinu”
Niektóre ataki informacyjne na «Ukraiński Dom» bezpośrednio odwołują się do teorii spiskowych, które od lat krążą w polskiej przestrzeni informacyjnej.
Niedawno w mediach społecznościowych pojawiły się nagrania, w których rzekomo w imieniu fundacji wzywano Polaków do przekazywania darowizn na ukraińską armię podczas obchodów Chanuki, a nawet do dodania jeszcze jednej świecy do chanukiji na znak wsparcia. Takie materiały nie tylko uderzają w reputację «Ukraińskiego Domu», lecz także aktywizują kilka wrażliwych tematów: wojnę, pomoc finansową oraz relacje międzyetniczne.
Przykład ten wpisuje się w teorię spiskową o tzw. „Ukropolinie”. Jest ona rozwinięciem starszego mitu o „Polinie” – rzekomym państwie sterowanym z zagranicy. W nowej wersji narracji jej zwolennicy straszą Polaków utratą państwowości, twierdząc, że Ukraińcy stopniowo „pochłaniają” polską przestrzeń publiczną. Do podtrzymywania tej narracji wykorzystuje się wyrwane z kontekstu informacje lub całkowicie zmyślone „dowody” – na przykład doniesienia o rzekomej dominacji Ukraińców w różnych dziedzinach życia.
Co istotne, teorie te często łączą wątki antyukraińskie i antyżydowskie, promując wizję rzekomego ukrytego sojuszu między różnymi grupami narodowymi. Dlatego prowokacje związane z żydowskimi świętami czy symbolami mogą wywoływać znacznie szerszy rezonans, niż mogłoby się początkowo wydawać.
Badacze dezinformacji wielokrotnie wskazywali, że wykorzystywanie narracji o „Ukropolinie” ma przede wszystkim prowadzić do podziałów w polskim społeczeństwie i osłabienia poparcia dla Ukrainy. Odwołując się do lęku przed utratą kontroli nad własnym państwem, autorzy takich przekazów próbują wzbudzić nieufność wobec Ukraińców oraz sceptycyzm wobec dalszej pomocy.
Skłócić partnerów i zniszczyć współpracę
Inna rozpowszechniana narracja głosi, że Ukraińcy są rzekomo niewdzięczni i stale domagają się większej pomocy. Podrobione listy lub fałszywe oświadczenia o braku zasobów wzmacniają właśnie taki obraz.
Wymowny przypadek miał miejsce 11 lutego, gdy fundacja otrzymała odpowiedź od radnej Rady Miasta Krakowa na pismo rzekomo wysłane wcześniej w imieniu prezeski «Ukraińskiego Domu», Myroslavy Keryk.
Z dokumentu wynikało, że organizacja mogła prosić o dodatkowe środki na inicjatywy związane z Ukrainą. W fundacji podkreślono, że żadnych listów do rady miasta nie wysyłano. Po kontakcie z radną udało się uzyskać kopię pisma. W fałszywym liście w imieniu Myroslavy Keryk proszono m.in. o jednorazową dotację w wysokości 50 tys. zł, finansowanie samochodu służbowego oraz wsparcie kampanii informacyjnej dla ukraińskiej społeczności.
Według przedstawicieli fundacji nie jest to pierwszy taki incydent – pod koniec grudnia podobny list wpłynął do Kancelarii Sejmu.
– Ktoś celowo próbuje skłócić ukraińskie organizacje z polskimi samorządami. Jeśli radny otrzymuje list, który wygląda na autentyczny, tylko utwierdza go to w przekonaniu, że ukraińskie organizacje stale czegoś żądają – zauważa Oleksandr Pestrykov.
Nie można też wykluczyć motywu finansowego: – Mogło się zdarzyć, że ktoś by odpowiedział i zapytał, gdzie przelać pieniądze. Wtedy ktoś mógłby zarówno zarobić, jak i poróżnić nas z partnerami – dodaje.
W takich schematach ofiarami stają się nie tylko organizacje społeczne – w błąd mogą zostać wprowadzone także instytucje państwowe i władze lokalne. Tego rodzaju prowokacje są szczególnie niebezpieczne, ponieważ uderzają w zaufanie między instytucjami, bez którego skuteczna współpraca nie jest możliwa.
Dezinformacja działa tam, gdzie są wątpliwości
Mimo fali fałszywych informacji fundacja nie obserwuje masowego odpływu partnerów. Największym ryzykiem pozostaje jednak wpływ na osoby, które nie wyrobiły jeszcze jednoznacznej opinii.
– Są ludzie, którzy już ulegli wrogim narracjom i potrzebują stałego potwierdzania swoich przekonań. Fałszywki wzmacniają lęki, które już istnieją – mówi Pestrykov.
W efekcie dla części odbiorców granica między prawdą a fałszem zaczyna się zacierać.
Niewidoczne skutki ataków
Jak podkreśla przedstawiciel fundacji, dla zespołu organizacji takie ataki oznaczają nie tylko wyzwanie reputacyjne, lecz także stałą presję psychiczną.
– Kiedy jesteśmy atakowani i pisze się o nas nieprawdę, bardzo to przeżywamy – nawet jeśli tego nie okazujemy – wyjaśnia Oleksandr Pestrykov.
Ponadto organizacja musi przeznaczać zasoby na zawiadomienia do organów ścigania, wyjaśnienia i komunikację kryzysową – czas, który mógłby zostać poświęcony pomaganiu potrzebującym.
Obecnie wszystkie przypadki dezinformacji są zgłaszane odpowiednim instytucjom. Śledztwa trwają, jednak szybkich rezultatów na razie brak. W fundacji nie wykluczają, że nie chodzi o jedną skoordynowaną kampanię, lecz o kilka odrębnych źródeł dezinformacji.
Ofiarą takich ataków jest polskie społeczeństwo
W fundacji podkreślają, że skutki takich kampanii wykraczają daleko poza ryzyko reputacyjne jednej organizacji.
– To nie tylko atak na nas, ale także na to, co Polacy nazywają spójnością społeczną – czyli wzajemnym zaufaniem. Kiedy jedna część społeczeństwa zaczyna nie ufać drugiej, staje się to problemem dla całego kraju. Dlatego ofiarą takich ataków jest całe polskie społeczeństwo – mówi Oleksandr Pestrykov.
Dodaje, że podobne sytuacje pokazują, jak trudno instytucjom chronić swoje prawa w kontekście ataków informacyjnych:
– Składamy zawiadomienia, część z nich jest w toku, ale nie zawsze wiadomo, co dzieje się dalej. To stopniowo podkopuje wiarę w to, że prawo rzeczywiście może nas ochronić.
Mimo to fundacja jest przekonana, że nie powstrzyma to jej działalności: «Ukraiński Dom» nadal będzie pracował i realizował swoją misję. Jednocześnie zespół ma już świadomość, że jednym z aspektów jego pracy jest gotowość na ataki oraz większa dbałość o bezpieczeństwo, w tym ochronę danych pracowników.
O.K.

