Co oznaczają „Mińskie umowy” dla Ukrainy? – teoria i praktyka - Nasz Wybir - Informacyjny portal ukraińskich migrantów

Co oznaczają „Mińskie umowy” dla Ukrainy? – teoria i praktyka

0

Gdyby oceniać skutki rozmów w Mińsku zgodnie z tezami: „Putin ograł wszystkich” lub „Ukraina zwyciężyła”, wówczas każda z tych tez znajdzie argumenty: „za” i „przeciw”. Dlatego warto po prostu zapytać – co wydarzyło się w Mińsku?  

Pomimo dużych wątpliwości co do tego, czy Putin przybędzie na spotkanie w stolicy Białorusi, prezydent Rosji jednak się tam pojawił. Putin chciał spotkania na takim poziomie, ale był przeciwny udziałowi w nim Ukrainy. Nie zważając na te obiekcje, negocjacje odbyły się w formacie „czwórki” – dwie strony konfliktu (Rosja i Ukraina) oraz „dyplomaci – rozjemcy” (Hollande i Merkel).

Przed mińskim spotkaniem Angela Merkel i Francois Hollande spotkali się z Władimirem Putinem, ale wcześniej, w Kijowie, rozmawiali z Petrem Poroszenko, a następnie Merkel udała się do Waszyngtonu. Warto zwrócić uwagę na kolejność: Kijów – Moskwa – Waszyngton. Gdyby przed Kijowem była Moskwa, wówczas, można byłoby przypuszczać, że najważniejsze tezy mińskich rozmów były zaproponowane przez Moskwę.  Natomiast w tej sytuacji, Putin mógł jedynie wnosić swe poprawki. Wizyta Merkel w Waszyngtonie tuż przed spotkaniem w Mińsku oznaczała, że w tych rozmowach Rosja nie miała jednak ostatniego słowa.

Dziewięć miesięcy wcześniej można było winić Angelę Merkel za pobłażanie w odniesieniu do polityki rosyjskiego prezydenta, ale obecnie nazywanie niemieckiej kanclerz „przyjaciółką” Putina to czysty populizm. Jej wypowiedzi oraz kroki nie są w żaden sposób przyjaznymi w odniesieniu do gospodarza Kremla. Są raczej ostrożne, ale nie przyjazne. Francois Hollande, także ostrożny w swych wypowiedziach, obecnie wystrzega się jednak publicznego tłumaczenie Putina (nie zapominajmy także o tym, że „Mistrale” nie popłynęły do Rosji). Mylnym jest także twierdzenie, że format grupy normandzkiej gra jedynie na korzyść Putina. Jedenaście miesięcy temu za taką tezą przemawiałoby więcej argumentów, ale od tego czasu wiele się zmieniło i należy wziąć to pod uwagę. Najważniejsze – sytuacja w samej Rosji odróżnia się od sytuacji sprzed roku, a więc także – wpływa na globalną politykę Kremla.

Ukrainie nie udało się wynegocjować twardego punktu o wyprowadzeniu z Ukrainy rosyjskich wojskowych i rosyjskiej techniki. Z dyplomatycznego punktu widzenia, faktycznie było to nierealne, biorąc pod uwagę normy prawa międzynarodowego. Ale w porównaniu z Mińskiem -1, pojawił się punkt o „Wyprowadzeniu z terytorium Ukrainy wszystkich zagranicznych formacji wojskowych, wojskowej techniki, a także najemników…”. Biorąc pod uwagę, że Zachód, de facto, przyznaje fakt obecności rosyjskich żołnierzy i techniki na terytorium Ukrainy, jest to jedynie eufemistyczne określenie, bez potrzeby wpisywania słowa „rosyjski”. To Zachodowi, a nie Rosji, Ukraina musiała dowieść fakt  obecności rosyjskich wojskowych na swym terytorium. Dla Zachodu jest to argument, ponieważ ich formacji wojskowych tam nie ma.

Ukraina wchodziła do rozmów na temat tej umowy z pozycji słabszej strony. Wydarzenia pokazują, że Ukraina nie może zwyciężyć w tej wojnie jedynie drogą militarną. Każda szansa na jakiekolwiek negocjacje – to swoista gra na czas. Na czas grają dwie strony, ale dla słabszej taki proces jest zawsze korzystniejszy niż dla silniejszej. Ukraina w tej wojnie jest, niestety, stroną słabszą.

Każde zerwanie zawieszenia broni, co później widzieliśmy w Debalcewe, każde naruszenie przez rosyjską stronę porozumień uderza w wizerunek Rosji oraz zmienia stanowisko Zachodu w kwestii pomocy Ukrainie w wojnie z Rosją. Sankcje działają, są wprowadzane,  nie są odwoływane. Rozmowy o dostarczaniu Ukrainie broni, w obliczu braku realizacji ze strony Rosji umów Mińsk – 2, mogą stać się nie tylko rozmowami, ale także nabrać realnych kształtów.

Poprzednie rozmowy w Genewie odbywały się z udziałem USA, ale ich ustalenia nie stały się gwarancją spokoju w Ukrainie i nie zatrzymały Rosji. To argument dla tych, którzy uważają, że gdyby w Mińsku byli przedstawiciele USA, wówczas wynik spotkania byłby inny, bardziej korzystny dla Ukrainy.

Ukraina zgodziła się na reformę konstytucyjną, ale to nic nowego, chodzi o decentralizację, której proces już się powoli zaczyna. Co do specjalnego statusu – w tej kwestii należy zdawać sobie sprawę, że oprócz, jak na razie, martwego prawa o specjalnym statusie niektórych rejonów obwodu ługańskiego i donieckiego, zostaną przyjęte także przepisy, które będą ten status regulować. Obecnie od Rady Najwyższej zależy to, jakimi będą te akty prawne.

Po raz drugi Ukraina nie zgodziła się na używanie w tekście grupy kontaktowej określeń „Doniecka Republika Ludowa” i „Ługańska Republika Ludowa”. Warto w tym miejscu pamiętać, że Kreml przez cały czas plecie o jakichś tam odrębnych podmiotach prawa. Używanie terminu „poszczególne rejony obwodów donieckiego i ługańskiego” w pełni rozwiewa mit o „podmiotach prawa i podmiotach rozmów” – Płotnickim, Zacharczence i ich kompanii.

Zapis o tym, że Ukraina powinna odnowić finansowanie regionu. To w rzeczywistości to, czego tak mocno chciał Putin. Ale nie należy tego punktu rozpatrywać odrębnie od pełnego tekstu. Bez realizacji wszystkich punktów, trudno wyobrazić sobie finansowanie regionu, który nie jest pod kontrolą Ukrainy. A wśród wymienionych w umowach punktów jest wzmianka o lokalnych wyborach, przeprowadzonych na podstawie ukraińskiego prawa, a także o odnowieniu kontroli nad granicą. Przeprowadzenie takich wyborów, a dodatkowo, w taki sposób, aby zostały uznane na świecie, jak na razie jest mało realne. Warto tu także wziąć pod uwagę fakt, że wiele osób, które wspierały ukraińską władzę uciekło z regionu .

Amnestia dla bojowników. Nie zapominajmy, że amnestia dotyczy tych osób, które nie są zamieszane w zestrzelenie malezyjskiego samolotu; tych, którzy nie zajmowali się porwaniami, pokazowymi egzekucjami, a więc uogólniając – tych, którym nie zarzuca się „zbrodni przeciwko ludzkości”. Dlatego też, nie warto już obecnie generalizować i mówić o amnestii, na przykład, separatysty o przezwisku Motorola.

Uzgodnienia grupy kontaktowej, są sformułowane w taki sposób, że każda ze stron ma szerokie pole do manipulacji. Nikt nie sprzedał w Mińsku Ukrainy, a Rosja jak na razie nikogo nie ograła. Chociaż Ukraina nie otrzymała tego, co chciała – granica nadal nie jest pod jej kontrolą, a w związku z tym przerzut z Rosji techniki i wojska może być nadal kontynuowany. Rosja nie zyskała w pełni tego, w imię czego rozpoczęła wojnę. Zobowiązanie do finansowania – to  dla Ukrainy rzeczywiście bolesna strona uzgodnień. Umowa to swoista pauza, która zakończyła się po tygodniu zajęciem Debalcewe. Rosja ma po prostu więcej przyczyn, aby nie dotrzymywać umowy, a to dla Ukrainy będzie kolejnym argumentem we wzmocnieniu wsparcia Zachodu. Jakby boleśnie to dla nas nie brzmiało, ale właśnie takie uzgodnienia i brak ich wykonania przez Rosję dają więcej szans Ukrainie, aby otrzymać realną pomoc (w szczególności uzbrojenie), dobić się bardziej ostrych sankcji przeciwko Rosji. Złe jest to, że władze Ukrainy nie rozmawiają ze swym narodem, a właśnie one powinny obecnie aktywnie wyjaśniać i informować o tym, co odbyło się w Mińsku.

Olga POPOWYCZ

Share.