Czy odnowiona Rada Najwyższa zadba o ukraińskich „zarobitczan”?

0

Wybory, których potrzebowała i których oczekiwała Ukraina; wybory których domagał się Majdan, i które były zagrożone – odbyły się. Ukraińcy pierwszy raz wybierali swych przedstawicieli w sytuacji, gdy część terytorium Ukrainy jest okupowana, a kraj znajduje się pod masową militarną i informacyjną presją ze strony sąsiedniego państwa. Także po raz pierwszy nie wszyscy obywatele kraju nad Dnieprem mieli możliwość zagłosowania. Ale wybory odbyły się, chociaż z rekordowo niską frekwencją – jedynie ponad 52%. 

Ukraińcy rzeczywiście „odświeżyli” Radę Najwyższą. Spośród 423 nowych deputowanych, rzeczywiście „nowymi” będzie 236 parlamentarzystów, czyli większość – 56%. To rzeczywiście historyczne wydarzenie, daje nadzieję, że na Ukrainie zaczęła się zmiana politycznego pokolenia, na którą wszyscy tak długo oczekiwaliśmy. A zmiana pokolenia polityków ma pociągnąć za sobą długo oczekiwane zmiany w samym kraju.     

Do parlamentu trafiło aż pięć nowych politycznych sił, chociaż nazwać „nowymi” można jedynie dwie z nich: Związek „Samopomoc” i Radykalna Partia. Reszta to, jak dobrze wiemy, albo odpryski „Bat’kiwszczyny” i sama „Bat’kiwszczyna” (jedyna stara polityczna marka), albo pozostałości Partii Regionów, albo nowa partia – Blok Petra Poroszenka, która, jak bajkowa rękawiczka, zebrała w sobie absolutnie różnych przedstawicieli ukraińskiej przeszłości i teraźniejszości.  

Nie można nie wspomnieć także o 64 nowych – starych deputowanych, którzy 16 stycznia 2014 roku przegłosowali tak zwane „dyktatorskie ustawy”, co doprowadziło do eskalacji protestów i pierwszych ofiar w ludziach.  

Pomimo to, nowa koalicja jest skazana na proeuropejskość, skazana na to, aby przynajmniej rozpocząć reformy, które obecnie nie tyle są potrzebne Ukrainie, ile nie ma dla nich alternatywy, chociażby ze względu na „przedzawałowy” stan ekonomiki, społeczne zapotrzebowanie na „ponowne logowanie” i wprowadzenie w życie zapisów Umowy Stowarzyszeniowej z UE. Kraj nad Dnieprem jest skazany na zmiany. Nowa władza zdaje sobie z tego sprawę, ponieważ w innym przypadku zmianie będzie poddana nowa Rada Najwyższa i reszta nowej rządzącej elity.     

Kwestia „zarobitczan” pozostała niejasną

Spróbujmy wyjaśnić, czego po nowym składzie parlamentu mogą oczekiwać ukraińscy „zarobitczanie”, jak określa się osoby pracujące za granicą. Tradycyjnie, kandydaci do Rady Najwyższej niezbyt aktywnie walczyli o głosy Ukraińców, którzy mieszkają i pracują poza granicami ojczyzny. Jedynie dwie partie polityczne, które trafiły do parlamentu z okręgu wielomandatowego, wspominają w swych programach o naszych z wami problemach.  

Partia Radykalna Oleha Liaszka obiecuje „stworzyć warunki do legalizacji ukraińskich migrantów zarobkowych”. Jednak, o „jakich warunkach” i „o którym kraju” mowa – radykałowie nie precyzują, dodając, co prawda, w następnym zdaniu programu, że „w Ukrainie nigdy nie będzie ludzi drugiej kategorii”. Czy mowa tu o nas, migrantach zarobkowych?..  

Działacze Zjednoczenia „Samopomoc” Andrija Sadowego doszli do wniosku, że zamiast tego, aby dbać o ukraińskich „zarobitczan”, którzy musieli wyjechać za granicę, należy „stworzyć atrakcyjne miejsca pracy w regionach, aby utalentowani ludzie byli zainteresowani tym, aby pozostawać w swych społecznościach i je rozwijać.(…) By Ukraińcy nie porzucali Ukrainy oraz swych rodzin w poszukiwaniu lepszego życia, państwo powinno wcielać politykę Narodowego Ekonomicznego Pragmatyzmu, która z „ekonomicznej kolonii” przetworzy nas w państwo z zaawansowaną technologicznie ekonomiką” – czytamy w programie „Samopomocy”.

No cóż, dziękujemy przynajmniej za to… W zasadzie, w dłuższej perspektywie wszystko się zgadza. Ale co robić z milionami rodaków, którzy byli zmuszeni pojechać w świat w poszukiwaniu lepszego losu, ratując się od bezrobocia, beznadziei,  korupcji, przestępczości, niesprawiedliwości i braku opieki socjalnej? Według różnych szacunków, na świecie jest obecnie od 2 do nawet 6,5 miliona ukraińskich migrantów zarobkowych. Część z nich codziennie walczy z ciężkimi warunkami pracy, dyskryminacją, brakiem socjalnej i prawnej opieki, wysokim opodatkowaniem i innymi problemami. Jak im, czyli nam, pomóc?

Na to pytanie partie polityczne, które trafiły do nowej Rady Najwyższej, odpowiedzi nie dają. A szkoda… Warto jedynie przypomnieć, że w tych przedterminowych wyborach, w okręgu zagranicznym zagłosowało ponad 40 tysięcy osób (prawie dwa razy więcej, niż podczas wyborów 2012 roku). Dla porównania – w przybliżeniu takiej liczby głosów zabrakło Ogólnoukraińskiemu Związkowi „Swoboda”, aby pokonać pięcioprocentowy próg wyborczy i dostać się do Rady. A więc, szanowni liderzy partii politycznych – czas na wnioski. Kto wie, może „kolejne przedterminowe” wybory parlamentarne w Ukrainie to nie tak daleka perspektywa.            

Partie mamy za sobą. A co z deputowanymi z okręgów większościowych? Zgodnie z szacunkami ekspertów, największa liczba obywateli wyjeżdża „po dolary i euro” z Zachodniej Ukrainy, przede wszystkim z obwodów zakarpackiego, ternopolskiego i czerniowieckiego. Badając programy „tegorocznych” parlamentarzystów, dochodzimy do wniosku, że problemy migrantów zarobkowych są dalekie od rozwiązania w nowym parlamencie.   

Promień nadziei jaśnieje z programów kilku deputowanych, którzy obiecali zająć się problemami Ukraińców, którzy pracują za granicą. Na przykład, nowy deputowany z „Bloku Petra Poroszenki” w jednomandatowym okręgu wyborczym nr 83 w iwano-frankiwskim obwodzie Ołeksandr Szewczenko gwarantuje „zabezpieczenie ochrony praw Ukraińców za granicą”. Krótko, sucho, bez konkretów, ale „zaliczono”. 

Dłużej, bardziej poetycko, ale wszystko jedno – bez konkretnej treści, o problemach „zarobitczan” w swych programach wspominają inni deputowani z „Bloku Poroszenki”, tym razem na Podolu. Nowy deputowany z okręgu nr 165 na Ternopolszczyźnie Taras Juryk napisał „ Już dość wyjazdów Ukraińców za granicę w poszukiwaniu lepszego losu. Widzimy, jak powiększa się nasza diaspora w różnych krajach świata. Oczywiście, to cudownie, że obywatele nie zapominają o swych korzeniach i nawet daleko od swej ojczyzny chcą się integrować. Jednak ten fakt dowodzi, że liczba tych, którzy opuszczają rodzinny dom nie zmniejsza się”. Chce się krzyczeć: „Tak! Tak! Kontynuuj! Co z tego wynika?!”… Ale na tym koniec. Szkoda… Nie zaskoczył także kolega partyjny Tarasa Juryka w nowym parlamencie Roman Macoła (okręg nr 190 na Chmielnicczyźnie”, który jest przekonany, że „młodzież nie powinna porzucać rodzinnych domów i udawać się w świat, aby zarobić jakiś grosz”. „Zainicjuję bezpłatny program „Własny biznes”, w ramach którego się będą szkolić uczniowie starszych klas ze wszystkich szkół okręgu” – obiecuje deputowany.  I znów – ani słowa o pomocy milionom Ukraińców, którzy już pracują za granicą. Dobrze, że przynajmniej niektórzy z nowych parlamentarzystów myślą o tym, co robić z „zarobitczanami”, którzy zdecydują się na powrót do ojczyzny. Dla przykładu, deputowany z jednomandatowego okręgu wyborczego nr 204 w czerniowieckim obwodzie Maksym Burbak z „Ludowego Frontu” uważa, że „powinny być stworzone sprzyjające warunki zatrudnienia oraz socjalna adaptacja tych mieszkańców Bukowiny, którzy muszą zarabiać za granicą”. Bardziej wyjaśnia kwestię bezpartyjny Stepan Iwachiw (okręg nr 121 w obwodzie wołyńskim): „Zabezpieczyć każdemu bezrobotnemu lub właścicielowi  gospodarstwa rolnego prawne gwarancje pomocy społecznej i państwowej emerytury, szczególnie tym, którzy pracowali za granicą bez oficjalnego zatrudnienia”. Wydaje się, ze ostatnią frazę do swego programu wyborczego „spisał”, a może „zapożyczył”, startujący jako niezależny deputowany – z Wołynia (okręg nr 23) Ihor Jeremejew, który prawie słowo w słowo obiecuje „zapewnić prawo do państwowej emerytury obywatelom, którzy pracowali za granicą bez oficjalnego zatrudnienia”. Taka jednomyślność po wołyńsku… 

Szkoda, że do Rady Najwyższej nie wszedł kandydat z okręgu wyborczego nr 73 na Zakarpaciu Jewhenij Jaryna, który w swym programie wyborczym obiecał, nie tylko „uregulować problem zabezpieczenia emerytalnego migrantów zarobkowych”, a także zapewnić „podpisanie międzynarodowych umów odnośnie ochrony praw migrantów z państwami, w których stale pracują mieszkańcy Zakarpacia”. Jednak Jewhenij Jaryna nie dostał się do parlamentu, przegrywając z kandydatem niezależnym Iwanem Bałohą, który w swym programie nie zauważał potrzeb i problemów „zarobitczan”. Czy nowa Rada Najwyższa zrobi inaczej? 

Аndrij SZEREMET

Share.