Dzieci zjednoczyły wszystkich

0

Dzięki ogólnopolskiej akcji „Na Mikołaja” 788 dzieci żołnierzy, którzy walczą lub zginęli w walce za Ukrainę otrzymało świąteczne paczki ze słodyczami, żywnością, zabawkami, ubraniami. Jej inicjatorami byli Hałyna i Wiktoria Batryn.

– Gdy w grudniu, w sieciach społecznościowych pojawiła się informacja o zbiórce darów, nasze koło Związku Ukraińców w Polsce zdecydowało się do niej przyłączyć. Akcję wsparła także Cerkiew, dlatego zbiórkę ogłoszono także w grekokatolickich parafiach w Elblągu, Godkowie i Pasłęku. Napisaliśmy pismo do szkół w Pasłęku z prośbą o udzielenie pomocy. Uczniowie z ochotą przyłączyli się do akcji, – mówi Iwanka Hnatiuk – Kazanowska, przewodnicząca koła ZUwP w Pasłęku, w warmińsko-mazurskim województwie.

Oprócz Warszawiaków, na apel zareagowali mieszkańcy Lublina, Przemyśla, Gdańska, Wrocławia, Giżycka, Węgorzewa, Bań Mazurskich, Olsztyna i innych miast w Polsce.

– Nasi ludzie chętnie reagowali na apel. Byłam przyjemnie zaskoczona szczodrością, bo przynosili nie tylko rzeczy i żywność, ale także pieniądze, – podkreśla Mirosława Dżurko, sekretarz koła ZUwP w Węgorzewie, w województwie warmińsko – mazurskim, która aby rozpropagować akcję w polskim środowisku zamieściła ogłoszenie w lokalnej gazecie.

Wszystkie zebrane w różnych regionach Polski rzeczy trafiły do „Ukraińskiego Domu”, przy ulicy Zamenhofa 1 w Warszawie, gdzie segregacją darów i pakowaniem prezentów zajęli się wolontariusze i członkowie ukraińskiego koła Związku Ukraińców w Polsce. O pomyśle, przebiegu i rezultatach zbiórki „Naszemu Wyborowi” opowiada jedna z inicjatorek i organizatorek akcji Hałyna Batryn.

„Nasz Wybór”: Kiedy pierwsze paczki trafiły do dzieci?

Hałyna BATRYN: Na św. Mikołaja, 19 grudnia. Otrzymały je dzieci bohaterów Niebiańskiej Sotni. Prezenty trafiły do Tarnopola, a stamtąd do adresatów dostarczyli je grekokatoliccy księżą. Kolejne trafiły do Kijowa. Pomysł był taki, aby wszystko było przesłane pocztą. Napisaliśmy do Poczty Polskiej z prośbą o odnowienie akcji „Bezpłatnej paczki dla Ukrainy”, ale nie udało się. Ponieważ zbliżał się dzień św. Mikołaja, pomyślałam – kto tym biednym dzieciom przyniesie prezenty, jeśli ojciec jest na froncie, a niektóre już ojca nie mają? Wówczas moja córka Wiktoria powiedziała „zorganizujmy taką zbiórkę na rzecz dzieci!”. Ważne, aby prezenty otrzymała chociaż grupka dzieci. Szczerze mówiąc, nie myślałam, że akcja się tak rozwinie.

W jaki sposób dowiadywaliście się, komu należy pomóc?

W ubiegłym roku w Warszawie przebywało na leczeniu czterdzieści osób z Majdanu, którymi opiekowaliśmy się. Utrzymujemy z nimi stały kontakt. Zadzwoniliśmy do kilku osób w Winnicy, Barze, Kijowie i Żytomierzu. Osoby te przyłączyły się do akcji. Tworzyły listę zabitych żołnierzy, w oparciu o dane wiejskich i miejskich rad. W ułożeniu listy pomagała Cerkiew Grekokatolicka, która rejestrowała pochowane ofiary. Należy stwierdzić, że w tej dziedzinie najlepiej zorganizowany jest obwód winnicki, gdzie miejscowe władze mają szczegółowe dane, w oparciu o dane wojskowych komisji poborowych.

Jak na akcję reagowano w Polsce?

Najpierw zadzwonił do nas ks. Stefan Batruch z Lublina. Następnie odezwali się Ukraińcy z Gdańska, Wrocławia, Giżycka, Węgorzewa, Bań Mazurskich, Olsztyna, Pasłęka, Przemyśla i innych miejscowości. W ten sposób, pomału wszystko się rozkręciło. Każdy robił zbiórkę u siebie w domu, włączyły się parafie grekokatolickie. Niektórzy zebrali tyle, że można było zapakować samochód. Na Mazury pojechaliśmy  wynajętym busem – odwiedziliśmy miasta i wsie, w których zbiórkę organizowali miejscowi Ukraińcy, i okazało się, że nie mieści nam się wszystko do samochodu. Ludzie witali nas ze łzami w oczach. Zebraliśmy dużo odzieży, słodyczy, zabawek. Zbieraliśmy także przy parafiach pieniądze. Rodzinom tych, którzy zginęli staramy się dołączyć do prezentów chociaż z 10 dolarów lub euro. Oczywiście, że nie rekompensuje to im straty ojca, ale w rzeczywistości te dzieci straciły jedynego żywiciela rodziny.

Sami rozwoziliście pomoc po Ukrainie?

Prezenty do rodzin w Kijowie rozwozili wolontariusze, którzy byli na Majdanie,  z którymi mamy stały związek. Oprócz tego, 190 paczek z Kijowa pojechało do dzieci – inwalidów do Szczastia w obwodzie ługańskim.  Zawieźli je wolontariusze, którzy zajmują się tymi dziećmi. Przed Bożym Narodzeniem sami pojechaliśmy do obwodu winnickiego. Gdy byliśmy w jednym z przedszkoli, zadzwonił mój telefon. Podnoszę słuchawkę i słyszę pytanie – „czy to polski Mikołaj, który pomaga dzieciom, które nie mają już ojca?”. Byłam w niezręcznej sytuacji, ponieważ mieliśmy ścisłą liczbę prezentów, przygotowaną według listy. Obiecałam, że jak tylko wrócimy do Polski, przygotujemy dodatkowe paczki. Gdy wyjeżdżaliśmy z Winnicy, na naszej liście było 39 dodatkowych nazwisk. Zanim przyjechaliśmy do Polski, lista zwiększyła się o 120 nazwisk. Za jeden dzień.

Ci którzy zginęli, mają chyba bardzo małe dzieci?

Różnie. Są małe dzieci, a są takie, które mają 15 lat. Ale wszystkie płaczą… Gdy pakowaliśmy podarunki w Warszawie, wkładaliśmy do pudełek czekoladki, cukierki, zabawki. Było nam przyjemnie i wesoło. Gdy rozdawaliśmy je na miejscu, wówczas płakali wszyscy – dzieci, my, rodzice, opiekunowie. Gdy oglądam obecnie relację z wyjazdu, dostrzegam, że wszystkie dzieci mają smutne oczy. W wielu przypadkach, dzieci przyprowadzane są przez dziadka czy babcię. Jedna babcia przyprowadziła dwójkę swych wnuków. Jej jedyny syn od marca jest cały czas w strefie Operacji Antyterrorystycznej.

Zbiórka miała trwać do końca grudnia, ale przedłużyliście ją.

Nie spodziewaliśmy się, że wszystko tak się rozwinie, że będzie tego tak dużo. Liczyliśmy tylko na własne siły. A Ukraińcy w Polsce, na których opierała się ta zbiórka, wsparli ją w takiej skali, że mogliśmy ją nadal kontynuować. Następną chcemy zorganizować dla dzieci z rodzin, które ucierpiały w strefie Operacji Antyterrorystycznej. Są tak rodziny, w których jest 4-5 dzieci. Nie mają one obecnie praktyczne żadnej pomocy ze strony państwa i nie szybko ją otrzymają. Jeśli będą chętne osoby, wówczas akcję przedłużymy. Możliwe, że będzie to humanitarna pomoc.

Rozmawiał Paweł ŁOZA

Foto z «Facebook»

Share.