Stanisław Fedorczuk: „Sami legalizowali Putina”

0

O nieodzownych zmianach na Ukrainie i oczekiwaniach co do reakcji świata na rosyjską agresję mówi Stanisław Fedorczuk – działacz społeczny i politolog z Doniecka, popularyzator ukraińskiej kultury i oświaty, uznany na początku 2014 roku przez separatystów za wroga tzw. Donieckiej Republiki Ludowej.  

„NW”: Oprócz walki z rosyjskim agresorem, Ukraina przez cały czas stoi przed wyzwaniem pełnej zmiany funkcjonowania państwa. Jak Pan to postrzega?

Stanisław FEDORCZUK: Obecnie prawie każdy Ukrainiec stara się ze wszech miar wesprzeć armię, pomaga uratować życie przebywających w szpitalu lub pomóc rodzinom, które straciły kogoś bliskiego. Z drugiej strony, na Ukrainie do tej pory nie zrealizowano prywatyzacji tysiąca przedsiębiorstw, a państwo bardzo często nie jest dobrym gospodarzem. Należy przeprowadzić normalną prywatyzację, która pokazałaby społeczeństwu, że państwo przestaje być zbytkowym graczem. Nie potrzebujemy także rozbudowanej administracji, z nadmierną liczbą urzędników.

Oczywiście, należy pomagać osobom, które mają ograniczone możliwości, ale obecny pakiet socjalny na Ukrainie jest ogromny i często służy do podkupywania ludzi. Ukrainę czeka transformacja, która będzie wymagała nie tylko zaciągnięcia pasa, ale także większej konkurencyjności wewnątrz kraju i poza jego granicami.

Moim zdaniem, należy także zunifikować system średniej i wyższej oświaty – nie musi się on różnić we Lwowie, Odessie czy Sumach. Nie można zjednoczyć tak dużego terytorium pozwalając miejscowej władzy decydować, kto ma pracować w systemie oświaty.

Poprzez media władza musi wyjaśniać swe działania, także w języku rosyjskim. Bez tego część społeczeństwa znów podda się rosyjskiej propagandzie. Trudno konkurować z takim instrumentem, ale trzeba, bo gra idzie o zdobycie sojuszników na swym terytorium.

Kiedy to robić? Czy trzeba czekać do zakończenia walk?

Przeprowadzenie  większości wielkich reform można zrealizować jedynie po zakończeniu wojny. Jedyne co musi być już teraz – to gotowe, opracowane plany. Ludzie są na tyle zmęczeni, społeczeństwo na tyle „poranione”, że oczekiwanie na reformy przez następne 10-20 lat jest praktycznie niemożliwe. Ukraina znajduje się na pograniczu z Europą. Oczywiste, że wielu Ukraińców pojechało na zarobki do Rosji, Europy, ktoś poleciał do Ameryki czy Izraela. Dlatego, mówię otwarcie – Ukraina musi mieć model atrakcyjnej  przyszłości dla swych obywateli, po to, aby zostali w kraju i tu płacili podatki.

Poczucie patriotyzmu to cudowna sprawa, ale nie każdy może być patriotą. A jeśli patriotyzm polega na tym, że musisz żyć w zubożałym kraju, ze skorumpowaną władzą – tylko dlatego, że urodziłeś się właśnie tutaj, ze starymi historycznymi zwycięstwami i mało rzeczywistą do spełnienia nadzieją na przyszłość – wydaje się to za mało do usatysfakcjonowania człowieka.

Ingerowanie w wewnętrzne sprawy podczas Pomarańczowej Rewolucji, agresja na Gruzję, wojny gazowe z Ukrainą to symbole rosyjskiej agresji, o których Pan już od dawna wspominał w swej publicystyce. Świat wiedział o nich, a reaguje dopiero teraz. Dlaczego?

 Wydaje mi się, że Zachód uwierzył w to, że kupując u Putina surowce i dając mu możliwość zarabiania, można tego zwierza oswoić. Obserwując wojaże rosyjskiego prezydenta do siedzib przywódców Francji, Włoch, Niemiec i innych państw, odnosiło się wrażenie, że to taki sam europejski polityk, jak i oni. Ale nigdy tak nie było.

Wina europejskich polityków  polega na tym, że sami legalizowali Putina. Pomogli stworzyć w Europie jego wizerunek – dobrego gospodarza, człowieka w kimono, który dotrzymuje słowa i wydaje się być w  porządku. Obecnie elita polityczna Europy zaczyna uzmysławiać, iż rzeczywistość była i jest taka – Rosja marzy o powrocie imperium kosztem innych państw, za cenę ludzkich istnień oraz  materialnych zniszczeń. Zdajemy sobie sprawę, że obecnie do rozwiązania są problemy w samej Unii Europejskiej, ale tom właśnie na Ukrainie decyduje się bezpieczeństwo całego kontynentu. Jeśli europejscy liderzy nie zmobilizują się i nie wesprą  Ukrainy, wówczas, przez sankcje, stracą nie 100 euro miesięcznie na jednego obywatela Unii a stracą swój spokój. Jeśli komuś się wydaje, że Rosja zatrzyma się na granicy z Polską czy Finlandią – myli się. Niestety, Rosja marzy o światowym przywództwie, kolejnych przetasowaniach w Europie, o nowych strefach wpływu.

Czy może ten cel osiągnąć? 

Część obserwatorów twierdzi, że Rosja nie ma środków do realizacji takiej polityki. Niestety, rządy europejskich państw, płacąc przez długie lata wysokie ceny za gaz, stały się sponsorami dyktatorskiego reżimu Putina, dały możliwość realizacji ekspansji. Wydaje mi się, że Europa potrzebuje nowego systemu bezpieczeństwa. Należy stworzyć nowy „pas bezpieczeństwa”, w skład którego wchodziłyby Finlandia, Ukraina, Mołdawia, Polska, Gruzja i być może także Azerbejdżan, o ile zdecyduje się na jasne określenie swego stanowiska. Uczestnicy tej strefy mieliby odpowiednie układy o zbiorowym bezpieczeństwie z USA. Współdziałały na poziomie sztabów, wspólnego szkolenia sił zbrojnych. W przeciwnym wypadku nie widzę realnego przeciwstawienia się Rosji.

Nacisk ekonomiczny i sankcje nie są w stanie jej zatrzymać? 

Nie. A to z tego powodu, że to nigdy jeszcze nie powstrzymywało rosyjskich polityków. Związek Radziecki działał w warunkach sankcji przez prawie cały czas swego istnienia. Zawojowywał przy tym terytoria, wtrącał się w sprawy innych państw, stworzył Układ Warszawski oraz wiele innych haniebnych rzeczy, które wpływały na życie dziesiątek narodów. Ogromne terytorium i posiadanie zasobów powoduje, że Rosja i tak ma możliwość realizacji imperialistycznej polityki – nie tylko kosztem innych narodów, ale także własnego. Putin jest gotów złożyć swój naród w ofierze.

Jeśli nie blokada poprzez sankcje – to może coś na kształt Zimnej Wojny? 

Niestety, obserwując politykę zagraniczną Rosji mam wrażenie, że nowa żelazna kurtyna jest nieodzowna. Dopiero odczuwszy izolację, rosyjska elita może zacząć działać przeciwko Putinowi. Straci wówczas, nie tylko możliwość wypoczynku na Lazurowym Wybrzeżu, ale straci te zasoby, które zainwestowała w Unii Europejskiej lub USA. Straci możliwość kontaktu ze swoimi dziećmi, które są obywatelami tych państw. Myślę, że może to wpłynąć na Putina o wiele szybciej, niż jakiekolwiek próby prowadzenia z nim rozmów.

Jednak widzimy, że obecnie nie wszyscy w Europie chcą pełnej blokady Moskwy. 

Jeśli nie powstanie nowa żelazna kurtyna – obawiam się, że cała Europa będzie zagrożona rosyjską agresją. Nie musi być to, tak jak w przypadku Ukrainy, agresja zbrojna. Rosja może szantażować surowcami energetycznymi. To bardzo proste – skłócić między sobą europejskie państwa, dając jednym ceny ulgowe, a innym nadmiernie wysokie. Unia Europejska musi zrozumieć, że Rosja zagraża każdemu państwu, któremu dostarcza surowce energetyczne. Nie jest to pewnie realizacja marzeń obywateli państw Unii Europejskiej. W ślad za rosyjskim gazem przychodzą prorosyjscy politycy, a za nimi – rosyjski biznes, afiliowany ze służbami specjalnymi. Następnie w takim społeczeństwie pojawią się agenci Putina, którzy przetwarzają niepodległy kraj w zależny. Czy Europa chce po raz kolejny widzieć na swym terytorium renesans agentury KGB? Tym razem agentura będzie działać po płaszczykiem firm oraz funduszy inwestycyjnych.

Rozmawiał Grzegorz SPODAREK

Share.