Kupują „karetkę”, nie oczekują podziękowań - Nasz Wybir - Informacyjny portal ukraińskich migrantów

Kupują „karetkę”, nie oczekują podziękowań

0

Od początku Euromajdanu w akcjach pomocy Ukrainie aktywną rolę odgrywają przedstawiciele ukraińskiej mniejszości narodowej z całej Polski. Efekt? – ubrania, żywność oraz leki „płyną” do potrzebujących na Ukrainie z przygranicznego Przemyśla, czy z położonej na zachodzie kraju Legnicy, nadmorskiego Gdańska, a nawet z maleńkich Kruklanek w warmińsko-mazurskim. Nie umniejszając zaangażowania poszczególnych liderów małych oraz wielkich inicjatyw – jako wzorcową można wskazać działalność przewodniczącego Oddziału Związku Ukraińców w Polsce w Szczecinie Jana Syrnyka oraz aktywistki z Przemyśla Olgi Solarz. 

Podobnie jak większość wolontariuszy, także wspomniane osoby wykorzystują Facebook do podsumowywania zbiórek oraz informowania o nowych inicjatywach. Szczeciński Oddział Związku Ukraińców w Polsce prowadzi akcje pomocy wspólnie  z „Caritas” Diecezji Wrocławsko – Gdańskiej Kościoła Grekokatolickiego oraz miejscowymi władzami, co dodatkowo, gwarantuje uczciwość i dotarcie z darami do właściwych adresatów. Dzięki takiemu partnerstwu można także trafiać do szerszego grona potencjalny darczyńców. Jednocześnie Jan Syrnyk podkreśla, że akcja pomocy musi być przemyślana, nie może być robiona na zasadzie „partyzantki”.  W tej działalności, zdaniem przewodniczącego szczecińskiego oddziału ZUwP, należy mieć partnera po ukraińskiej stronie, który może   otrzymywać pomoc zgodnie z prawem. Ukraiński partner wie także, kto jest w potrzebie i czego potrzebuje. Dzięki wierności takim zasadom, w ciągu pierwszych dwóch miesięcy trwania akcji, z Szczecina i okolic wysłano na wschodnią Ukrainę przede wszystkim medykamenty oraz ciepłą odzież o wartości prawie 60 tysięcy złotych.  Podczas kolejnej akcji suma pomocy wyniosła ponad 75 tysięcy złotych – kupiono zimowe ubrania dla żołnierzy, maskujące kombinezony, bieliznę termiczną, medykamenty, między innymi, opatrunki i preparat „Celox”, które trafiły do ochotniczych batalionów. Następnie Ukraińcy ze Szczecina i okolic zebrali pieniądze i podarowali jednemu z batalionów samochód terenowy, który jest wykorzystywany do przewożenia rannych. Ostatnia pomoc, którą pod koniec stycznia przekazano ze Szczecina ważyła łącznie 7 ton i kosztowała prawie 120 tysięcy złotych. Otrzymało ją prawie pół setki dzieci przesiedleńców z Donbasu i Krymu, którzy mieszkają we Lwowie oraz kolejnych 150 w Pawłohradi, w pobliżu Dniepropietrowska.

Ostatnia inicjatywa, w której bierze udział Jan Syrnyk to zbiórka środków na medyczne wyposażenie dla ukraińskiej straży granicznej, ponieważ separatyści oraz rosyjscy agresorzy praktycznie zniszczyli  jej sprzęt. Za zebrane pieniądze ma być zakupiona karetka pogotowia oraz wyposażenie medyczne, które pomoże w zatrzymywaniu krwotoku ran głowy oraz kończyn.

– Podczas gdy europejscy politycy handlują Ukrainą, starając się wkupić w łaski Putina, my pomagamy Ukrainie, i kupujemy wspólnie karetkę – zachęca Jan Syrnyk, wyraźnie prezentując w ten sposób cel, który przyświeca jemu i podobnym liderom pomocy charytatywnej Ukrainie. Zebrał on także polskie książki dla polskich dzieci na Ukrainie. Jeśli dodamy do tego fakt, że w Polsce zachęca z sukcesem Polaków do wspierania akcji charytatywnych dla Ukrainy, wówczas mamy najlepszy model relacji, jakie mają być między dwoma narodami.

Konsekwencja i ciekawe inicjatywy cechują działalność Olgi Solarz – Lumpeks dla uchodźców w Starobielsku ruszył pełną parą! – napisała na początku lutego na swym profilu w sieci społecznościowej. Olga Solarz jest wolontariuszką, Ukrainką z Polski, która od początku działań wojennych na wschodzie Ukrainy organizuje i koordynuje zbiórkę pomocy dla ukraińskich ochotniczych batalionów oraz osób, które ucierpiały w wyniku konfliktu.

Dzięki pomysłowi stworzenia czegoś na kształt darmowych „second handów”, które wymyśliła wolontariuszka, można prowadzić bardziej ukierunkowaną pomoc.

– Przez dłuższy czas zastanawiałam się, jak najlepiej organizować i przekazywać pomoc rodzinom, które nie mieszkają w jednym miejscu, i o których niczego nie wiem – kim są, w jakim wieku, jakie wymiary, i jakie gusta … Stąd idea „lumpeksu” – napisała na Facebooku Ola Solarz.

Od lata 2014 roku osobiście kilka razy woziła ubrania, żywność, medykamenty dla żołnierzy w strefie Antyterrorystycznej, głównie dla afgańskiej kompanii batalionu „Ajdar”. Ostatnio, pod koniec stycznia, woziła pomoc rannym w szpitalach, a także do domów dziecka oraz internatów, w których zamieszkują uchodźcy.

Być wolontariuszem i pomagać ukraińskim wojskowym, szczególnie w Polsce, to nie prosta sprawa – przekonała się o tym w listopadzie 2014 roku. Gdy po raz drugi przewiozła rzeczy dla „Ajdarowców”, wówczas ją i dwie dziewczyny z Kijowa zatrzymano w drodze powrotnej w mieście Szczastia.

Trzy wolontariuszki były przez cały dzień przetrzymywane przez ludzi, którzy starali się je przekonać, że następnym razem pomoc powinna trafić bezpośrednio do nich. Zdaniem Olgi Solarz przyczyną ataku był fakt, że pomoc pozytywnie wpływa na gotowość bojową ukraińskich sił w strefie Operacji Antyterrorystycznej.

Ubiegłoroczny incydent nie wstrzymał jednak działalności wolontariuszki. Nie odżegnała się od organizacji pomocy Ukrainie także po ataku promoskiewskich środowisk w Polsce. Chodzi o sprawę młodych studentów z Ukrainy, wobec których przemyska prokuratura rozpoczęła postępowanie, z powodu tego, że w październiku ubiegłego roku sfotografowali się na tle czerwono – czarnej „banderowskiej” flagi. W tym samym czasie polskie szowinistyczne środowiska atakowały wolontariuszkę w Internecie, ponieważ jest ona pracownikiem Państwowe Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu, w której uczyli się wspomniani studenci. Nie zważając na to, Olga Solarz nadal organizuje zbiórkę „humanitarki” wśród swych przyjaciół oraz członków ukraińskiej i łemkowskiej wspólnoty w Polsce i zawozi ją osobom, które ucierpiały na Ukrainie.

Gwarancją tego, że cała zebrana przez Olę pomoc, którą można liczyć w tonach, dociera do rąk chłopaków na pierwszej linii oraz do dzieci i uchodźców, są umieszczane na Facebooku informacje i relacje fotograficzne.

To jedynie dwa  konkretne przykłady działalności charytatywnej ukraińskiej społeczności w Polsce. Takich historii jest znacznie więcej, o czym można łatwo się przekonać przeglądając, chociażby, miejscowe ukraińskie media. Z pewnością zasłużonym i najlepszym podziękowaniem dla tych osób będzie aktywny udział w organizowanych przez nich akcjach.

 Paweł ŁOZA / Grzegorz SPODAREK

Share.