Majdan i Ukraińcy w polskich książkach - Nasz Wybir - Informacyjny portal ukraińskich migrantów

Majdan i Ukraińcy w polskich książkach

0

W ciągu ostatniego roku nad Wisłą wyszła drukiem cała seria książek polskich autorów (ale nie tylko polskich) o rewolucyjnych wydarzeniach w Ukrainie, a także o wojnie, która kilka miesięcy potem rozgorzała w kraju nad Dnieprem. Puls ukraińskiej i europejskiej historii zaczyna dziś bić w szalonym rytmie na wschodnich terytoriach. Poczuć go można na stronicach polskich wydawnictw. Chcę zwrócić uwagę na książki, z którymi, moim zdaniem, warto się zapoznać. 

sotnie-wolnosci-ukraina-od-majdanu-do-donbasu„Sotnie wolności. Ukraina od Majdanu do Donbasu” – to pierwsza książka – reportaż na temat wydarzeń na Ukrainie. Autorem publikacji jest Michał Kacewicz – dziennikarz tygodnika „Newsweek”. W książce autor „na żywo” opisuje przebieg współczesnej ukraińskiej historii. Nie znajdziemy w niej prognoz, dotyczących przyszłego przebiegu wydarzeń.

Wspólnie z autorem przechodzimy drogę od początku protestów na Majdanie, ulicznych starć z „Berkutem”, ucieczki Janukowycza i formowania nowych politycznych sił. Z perspektywy zwyczajnych Ukraińców oraz żołnierzy obserwujemy, jak Rosja anektuje Krym i rozpala wojnę na Donbasie. Dowiadujemy się od nich o starych i starych – nowych politycznych aktorach. Kacewicz dzieli się z czytelnikiem swą wiedzą o Ukrainie, wychodząc poza czasowe ramy Majdanu. Jednak, rozumienie Majdanu i współczesnej Ukrainy jest dla niego w książce najważniejsze.

Książka Michała Kacewicza – to także próba zaspokojenia głodu tych Polaków, którzy mają potrzebę bliższego przyjrzenia się nowej Ukrainie. Majdan i wojna na wschodzie Ukrainy są dla Kacewicza punktem zwrotnym, do podsumowania 25 lat ukraińskiej państwowości. Obraz Ukrainy w książce tworzy się poprzez mozaikę mniejszych i większych historii.

„Sotnie Wolności” można odbierać jako swoistą próbę stworzenia ogólnego obrazu współczesnej Ukrainy. Jednak oddalenie autora od centrum wydarzeń, stwarza pewną lukę w rozumieniu procesów, które zachodzą w Ukrainie. Autor z pewnością stał się kronikarzem wydarzeń, którym poświęca uwagę w tej książce. To polski krok w stronę rozumienia nowej Ukrainy oraz ukraińskości po Majdanie.

zwrotnik-ukrainaW ubiegłym roku wydawnictwo „Czarne” opublikowało książkę „Zwrotnik Ukraina”, której redaktorem był Jurij Andruchowycz.

Jest to zbiór esejów, reportaży oraz socjologicznych opracowań. Dzięki różnorodności punktów widzenia, polski czytelnik ma możliwość spojrzenia na Majdan niejako z perspektywy lotu ptaka, z której widać więcej i dalej.

„Majdan to jednocześnie agora i mogiła” – pisze pisarka Kateryna Miszczenko. „To miejsce, w którym Ukraina się odrodziła… Dochodzę do wniosku, że w ogóle nie znałam ludzi, którzy żyją wokół mnie”.

„Podczas tych czterech miesięcy Majdanu także my, czterdziestolatkowie przeżyliśmy więcej epok, niż kiedykolwiek do tej pory” – przyznaje obserwatorka Katia Pietrowska.

W książce pojawiają się także patetyczne tony. Jurij Prochaśko, germanista i psychoterapeuta wyznaje: „ W dniach naszej rewolucji doznałem autentycznie heroicznych emocji. A od dawna żyłem z przekonaniem, że bohaterowie nie są nam potrzebni”.

W książce publikowani są ukraińscy autorzy, ale pojawia się także głos rosyjski, uwagę zwraca także esej znanego austriackiego publicysty Martina Pollacka „O nocy rosyjskiej propagandy”. Bardzo ciekawy artykuł stworzył Timothy Snyder – amerykański badacz historii Europy Wschodniej, który analizuje Majdan jako ludową rewolucję.

Autorem jednego z najbardziej ciekawych esejów jest Andrzej Stasiuk, który pojmuje fenomen Rosji, jako „niejednoznacznego państwa”, które należy w takim samym stopniu do Europy, jak i do Azji, gdzie historia przez cały czas odbywa się na geograficznych rubieżach. Przy czym, nie poddaje osądowi, a jedynie chce zrozumieć, dlaczego Rosjanie „nie potrafią inaczej”.

szcze-ne-wmerlaKsiążka „Szcze ne wmerła i nie umrze” dziennikarza „Gazety Wyborczej” Pawła Smoleńskiego to wywiad – rzeka z ukraińskim pisarzem Jurijem Andruchowyczem. W rozmowie ze Smoleńskim Andruchowycz opowiada o ukraińskim wybuchu, społeczeństwie, które pomimo wdeptania go w ziemie, jednak zdołało się podnieść. W rozmowie z polskim dziennikarzem śledzimy krwawe sceny, pełne złych (i nie zawsze) anegdotycznych sytuacji, nieoczekiwanych zwrotów akcji – to swoisty społeczno – polityczny thriller, powieść o współczesnej Ukrainie.

Andruchowycz jest narratorem, a jednocześnie uczestnikiem opowiadanych wydarzeń. Gdy w listopadzie 2014 roku Janukowycz zerwał proces negocjacji w sprawie Umowy o Stowarzyszeniu z Unią Europejską i obrał kurs wyznaczony przez Putina, pisarz tracił wiarę w szybkie zmiany na Ukrainie. Przypomina porażkę Pomarańczowej Rewolucji, marazm w społeczeństwie i początkowo skromne protesty na Majdanie. Wspomina, gdy osobiście przyjechał na Majdan i zobaczył miliony Ukraińców.

A jak opowiedzieć o zabitych demonstrantach i unikać banalnego patosu? To najbardziej szokująca scena w książce. Pisarz wspólnie z Pawłem Smoleńskim buduje powieść – opowiadanie nie tylko wokół raptownej zmiany losu Ukraińców, ale także wokół ukraińskiej samotności. Z jednej strony jest wróg – Rosja, która chce podporządkować sobie Ukrainę. Właśnie Rosja, nie tylko Putin, bo Andruchowycz uznaje rosyjskie społeczeństwo za zniewolone postradziecką imperialną propagandą.

Pisarz opowiada o tym wszystkim Smoleńskiemu, w tym czasie, gdy Zachód zaczyna zmieniać politykę wobec Rosji. Ale, jednocześnie, kieruje swój gniew i rozczarowanie w stronę Europy, ponieważ ma przeczucie, że rosyjska propaganda zdobywa tam zwycięstwo. Opowiada, jak na książkowym jarmarku we Frankfurcie Niemcy pytali go o „ukraińskich faszystów”. Obawia się także „dziwnych porozumień” z Rosją.

Jurij Andruchowycz dostrzega także, że w Polsce odbywa się eskalacja konfliktu z przeszłości. „W 1993 roku polsko – ukraińska rozmowa o Wołyniu był znacznie spokojniejsza, niż obecnie, chociaż pamięć i historyczne fakty nie zmieniły się na jotę”: – mówi Andruchowycz, odpowiadając na pytanie Smoleńskiego o Wołyńskiej Tragedii.

krew-i-ziemia-Natomiast w książce „Krew i ziemia” dziennikarza „Gazety Polskiej” Wojciecha Muchy opisana wojna toczy się nie tylko na wschodzie Ukrainy. Rozgrywa się wewnątrz samych Ukraińców. To opowieść o ukraińskim narodzie i niespodziewanym porywie poszukiwania narodowej tożsamości w kraju, który zrzuca z siebie jarzmo postkomunizmu i radzieckiej przeszłości.

To także książka o czerwonym i czarnym – barwach Ukraińskiej Powstańczej Armii, która od początku rewolucji budzi lęk wśród Polaków. To książka o krwi przelanej za wolność, godność oraz ziemię, której Ukraińcy bronią przed wtargnięciem ze wschodu. To, przede wszystkim, opowieść o zwykłych ludziach z Majdanu, z którymi spotyka się Polak, przebywający w wirze wydarzeń. Polski dziennikarz odkrywa czytelnikowi Ukrainę od Zakarpacia po Donbas – taką, jakiej nie znajdziecie w mediach.

„Wojciech Mucha nie stara się wzruszyć czytelnika tanim  sentymentalizmem. Nie stawia także lekkich odpowiedzi, natomiast podejmuje wiele ważnych pytań o stanie ukraińskiej duszy i przyszłość narodu w kraju nad Dnieprem. Czytając jego książkę w swym mieszkaniu znów odczuwałem niezapomniany zapach Majdanu – dymu płonących opon, pieców, opalanych drewnem, które ogrzewały namioty oraz serca tysięcy osób” – czytamy w jednym z komentarzy odnośnie książki.

„Krew i ziemia” to próba polskiego autora dania odpowiedzi na proste, ale nadzwyczajnie ważne pytania: jacy są Ukraińcy, czego chcą, czym się między sobą różnią, jaki jest ich stosunek do Polaków, czy wielu z nich jest gotowych walczyć za wolność, czy wolność jest tym, czego pragną?

Т.А.

Share.