Migracja w czasach kryzysu

0

W ostatnich czterech latach gospodarka krajów zachodnich przeżywa najgłębszą recesję od pół stulecia. Kryzys ekonomiczny przejawia się w spadku wskaźników PKB, masowych zwolnieniach, wzroście bezrobocia, zmniejszeniu dopłat socjalnych. Na stronach europejskich gazet trudno nie trafić na dyskusje na temat możliwości bankructwa Grecji, Hiszpanii czy Portugalii. Długo można dywagować na temat przyczyn kryzysu – wymienia się spekulacje finansowe, wyczerpanie kapitalistycznego modelu rozwoju gospodarki, kryzys społeczeństwa postindustrialnego. Podczas gdy naukowcy analizują, co zaprowadziło Europę i Stany Zjednoczone Ameryki w ślepą uliczkę, poziom życia większości osób po obu brzegach Atlantyku cały czas obniża się.  

Jeszcze do niedawna Polska z dumą nosiła tytuł „zielonej wyspy” na morzu europejskiego kryzysu. Rzeczywiście, w latach 2008-2011, polska gospodarka, w porównaniu z gospodarką krajów strefy euro trzymała się całkiem nieźle. Nie było tu fali bankructw banków, likwidacji wielkich firm, gwałtownego wzrostu cen. Natomiast badania, przeprowadzane co miesiąc przez Główny Urząd Statystyczny wykazują, że w 2012 roku polska gospodarka nie ma już się czym pochwalić. Rośnie inflacja, zmniejsza się produkcja przemysłowa i obroty w handlu. Bezrobocie już od ponad roku utrzymuje się na niepokojącym poziomie 12%, podczas gdy średnia płaca brutto w październiku 2012 w porównaniu z grudniem 2011 roku zmniejszyła się o 10%. Politycy, zarówno jak i ekonomiści nie spieszą z dodawaniem nadziei – możliwe, że sytuacja w kraju będzie się pogarszać. 
Kryzys w Unii Europejskiej nie może nie uderzać także w migrantów. Obywatele krajów europejskich, którzy zdobyli dyplomy w swych krajach i doskonale znają język, mają większe trudności ze znalezieniem pracy i utrzymaniem się na posadzie. Dlatego nie dziwi, że większość rządów omija problem bezrobocia wśród migrantów. Według szacunkowych danych, w krajach UE na stały zamieszkuje i pracuje od 3 do 5 milionów obywateli Ukrainy. Czy kryzys wpłynął na ich poziom życia? Czy kłopoty finansowe nie zmuszają do zastanowienia się nad powrotem do domu? Kryzys dotknął Wielką Brytanię jako jedną z pierwszych, gdyż gospodarka tego kraju jest ściśle powiązana z gospodarką amerykańską.

– Do jesieni 2008 roku było tak: jeśli nie podobała ci się praca, znudził się szef, albo za mało płacił, można było do niej nie przyjść następnego dnia i do końca tygodnia znaleźć nową, – mówi kijowianka Olga, z wykształcenia projektantka, która od siedmiu lat mieszka w Londynie. – Ale w ciągu ostatnich lat wszystko się zmieniło. Pracę jednakowo trudno znaleźć i Brytyjczykom, i migrantom z Europy czy Azji. Ten kto znajduje nową pracę w ciągu trzech miesięcy to szczęściarz – kontynuuje Olga. Sama od kilku miesięcy jest bezrobotna. Sytuację ratuje mąż-Brytyjczyk, który pracuje. ”Zamierzam dalej czegoś szukać, bo do domu kategorycznie nie chcę wracać. Nie widzę perspektyw, poza tym zostało mi niewiele czasu, aby otrzymać brytyjskie obywatelstwo” – wyznaje.

– Mnie martwi nie brak pracy, ale duża konkurencja w ubieganiu się o nią – skarży się Łarysa, która od ponad dziesięciu lat mieszka w jednym z miast w Północnych Włoszech. – Mieszkam w zamożnej części kraju, której kryzys aż tak mocno nie dotknął. Ludzie mają pieniądze aby zatrudnić pomoc domową czy opiekunkę, a właśnie tym się zajmuję. Ale niedawno władze Włoch wprowadziły uproszczone procedury zatrudniania dla Rumunów i Albańczyków, i to właśnie oni dość mocno wypchnęli Ukraińców z rynku usług domowych. Kobiety ze Lwowa czy Tarnopola, które od dawna tu mieszkają i dobrze znają język, nie chcą pracować za mniej niż 7-8 EUR za godzinę, podczas gdy Albanki czy Rumunki z chęcią przyjmują pracę za 4-5 EUR – mówi Łarysa. Jej dochody zmniejszyły się w ostatnim czasie nieznacznie, więc nawet nie bierze pod uwagę powrotu do rodzinnego Czerwonohradu.

– Zupełnie inna sytuacja jest w Południowych Włoszech. Tam kryzys uderzył bardzo mocno, i wiele koleżanek po pół roku żyje z przypadkowych zleceń. Jakbym była w ich sytuacji, to może i wróciłabym do domu – kwituje Łarysa.

– Wpływ kryzysu na ukraińskich migrantów w Polsce można rozpatrywać w dwóch płaszczyznach: pierwsza – to to, jak wpłynął na tzw. wykwalifikowanych pracowników, druga – jak wpłynął na tych, którzy pracują fizycznie – stwierdza Taras Kravets z Warszawy, który często ma kontakt z Ukraińcami pracującymi nad Wisłą.

– Kryzys dość mocno odbił się na kontaktach handlowych Polski z jej wschodnimi sąsiadami. O ile polskie firmy, które handlują ze Wschodem, przestały potrzebować dużej liczby menedżerów mówiących po ukraińsku lub rosyjsku, to wśród Ukraińców, pracowników biur, zauważalny jest wzrost bezrobocia. Codziennie czytam dziesiątki CV osób z wyższym wykształceniem, którzy szukają jakiejkolwiek pracy – zaznacza Taras. 
Inaczej wygląda obraz rynku pracy niewykwalifikowanej.

– Liczba wakatów tu nie zmniejszyła się, ale nawet nieco wzrosła. Polacy w większości pracują fizycznie w Europie Zachodniej, dlatego Ukraińcy spokojnie mogą ubiegać się o miejsca kierowców, pracowników fabryk czy opiekunek – podkreśla T. Kravets i dodaje, że liczba Ukraińców, którzy pracują w Polsce w czasie kryzysu, wzrosła w wyniku zmian w prawie. Pół roku można pracować bez pozwolenia na pracę. Obywatele Ukrainy częściej zaczęli zakładać własne interesy – zakłady fryzjerskie, kawiarnie, sklepy. „Wielu przedsiębiorców przenosi swoje interesy do Polski ze względu na naciski ukraińskiej władzy. Jeżeli sytuacja w Ukrainie nie zmieni się, tendencja ta będzie tylko rosła” – stwierdza T. Kravets. 
Zgadza się z nim Maryna, która od pięciu lat pracuje jako opiekunka do dzieci i osób starszych niedaleko Warszawy.

– Nie mogą powiedzieć, żebym w ciągu ostatnich miesięcy miała problemy z pracą. Mam kilka rodzin, można powiedzieć „stałych klientów”, którzy nie planują rezygnować z moich usług, dlatego czuję się bezpiecznie. Chociaż za te pieniądze które zarabiam, ze względu na wzrost cen, mogę sobie pozwolić na mniej – zaznacza. Według Maryny, mało kto z Ukraińców, nawet nie mając pracy w Polsce, chciałby wracać do domu. Z opowiadań rodziny i relacji telewizyjnych, sytuacja po wschodniej stronie granicy wygląda jeszcze bardziej niewesoło.

Z faktem, że popyt na ukraińskich pracowników w sferze produkcyjnej, remontowej oraz opieki domowej nie zmniejszył się, zgadza się agencja «EWL Ukraina», która od wielu lat zajmuje zatrudnianiem cudzoziemców w Polsce. Według pracowników agencji, liczba wakatów proponowanych przez polskich partnerów, jest porównywalna z rokiem ubiegłym. To co się zmniejszyło – to wynagrodzenia. Ich średnia kwota obniżyła się o 20%.  
Informację o wielkim popycie na pracowników fizycznych potwierdzają liczne strony internetowe, na których pracodawcy umieszczają ogłoszenia. Nie można tego powiedzieć o propozycjach pracy dla „białych kołnierzyków”. Оleh, mając polski dyplom oraz świetny polski akcent, już od pół roku nie może znaleźć miejsca pracy.

– Na początku nie chciałem się zgodzić na posadę z niższym wynagrodzeniem niż miałem w poprzedniej firmie. Później obniżyłem swoje oczekiwania o 20% – i to samo. Teraz jestem skłonny zgodzić się na 2000 zł. brutto, ale i taką posadę też trudno znaleźć – dziwi się Oleh.  
Czy Ukraińcy, którzy nie mogą znaleźć pracy w Polsce rozważają możliwość emigracji dalej na Zachód?

– Raczej nie – uważa T. Kravets – teraz Ukraińcy są zainteresowani legalną pracą, a poza Polską nie jest to takie proste.  

Do tego wszystkiego należy jeszcze dodać strach przed obcojęzycznym otoczeniem. Jeżeli język polski wydaje się być prosty i zrozumiały, to o niemieckim czy norweskim nie da się tego powiedzieć.

Ukraińscy eksperci uważają, że kryzys w UE zmusi blisko 70% ukraińskich emigrantów zarobkowych do powrotu do kraju. Ale póki co prognozy te nie znajdują potwierdzenia. Migranci wolą przeczekać recesję w bardziej dostatniej Europie, która może im zaoferować minimalny poziom codziennego komfortu, niż wracać na Ukrainę, która obywatelom swego kraju za granicą nie zaoferowała niczego nawet kiedy czasy były lepsze. 

Iryna KRAVETS

Share.