Niezwykła Maria

0

Opowiemy dziś o zwyczajnej, na pierwszy rzut oka, ukraińskiej kobiecie. Jednak każdy, kto brał udział w prowadzonych przez nią w Ukraińskim Domu warsztatach kulinarnych i rozmawiał z nią, wychodził z przeczuciem, że pani Maria – to „niezwykła Maria”.

Urodziła się w Nowym Rozdole w pobliżu Lwowa, ale gdy poszła do pierwszej klasy,  rodzina wyjechała do miasta Apostołowe w obwodzie dniepropietrowskim. Wraz z rodziną przebywała tam do 8 klasy, a następnie powróciła do Galicji. Szkolną edukację ukończyła w średniej szkole nr 1 w Mikołajowie w lwowskim obwodzie. Następnie była nauka w Lwowskiej Szkole Gastronomicznej, gdzie zdobyła specjalizację  kucharz – cukiernik czwartej, najwyższej z możliwych, kategorii. Potem wyszła za mąż, urodziła dwie córki, a obecnie jest szczęśliwą babcią czterech wnucząt.

W Ukraińskim Domu

W Ukraińskim Domu

Karierę zawodową rozpoczynała w cementowni w Mykołajowie, następnie, przez długie lata była kierownikiem kuchni w szkole, która gotowała dla 1200 uczniów.

Najważniejsze zasady w jej życiu – starać się być zawsze Człowiekiem, reagować na potrzeby i problemy innych ludzi, sumiennie pracować, aby nikt nie powiedział złego słowa. Po uregulowaniu własnego statusu pobytu w Polsce, do tych zasad pani Maria dodała jeszcze jedną – w miarę możliwości pomagać Ukraińcom, którzy znaleźli się za granicą.

„Polski okres” w życiu pani Marii zaczął się w odległym 1995 roku, gdy po śmierci matki, z siostrą i koleżanką, przez firmę – pośrednika, pojechała na  Białostocczyznę – „na wiśnie”. Spodobało jej się, bo za pracę płacili normalne pieniądze, które były potrzebne, aby zadbać o przyszłość córeczek. Kontynuowała więc wyjazdy „na zarobek” do Polski, nie poddając się namowom siostry, która zdecydowała się szukać szczęścia w Czechach.

Jak wyglądała Pani adaptacja w Polsce?

Ogólnie rzecz ujmując – źli ludzie trafiali się rzadko, chociaż bywało nielekko – pracowałam za 1,5-2 złote za godzinę, po 15-16 godzin. Gdy zakończył się „wiśniowy sezon” przeprowadziliśmy się do Warszawy. Znaleźliśmy pracę. Szukając jej, kilka dni spędziliśmy na Stadionie Dziesięciolecia (w latach 1989 – 2010 był to ogromy bazar, noszący nazwę „Jarmark Europa” – aut.). Nocowałam na chłodnych płytach dworca, do czasu aż zaproszono mnie „na jabłka” do miasteczka Warka.

Wówczas, po raz pierwszy spotkała się Pani z przykładem złego pracodawcy, który nie chciał zapłacić za wykonaną pracę.  

Zmusiłam go wówczas do odwiezienia nas do tego miejsca, skąd nas zabrał, czyli na stadion. Ledwie wysiedliśmy z jego samochodu, a małżeństwo spod Ożarowa Mazowieckiego zaproponowało nam pracę przy zbiorze cebuli. Okazało się, że pracodawcy to wspaniali ludzie – w sobotę robili domową, integracyjną imprezę, dawali nam śniadanie i kolacje. A po zakończeniu sezonu odwieźli na bazar, nakupowali nam różnych rzeczy, z których szczególnie zapamiętaliśmy lalkę Barbie. Dla mych córeczek była to „radość na całą Ukrainę”. Po zakończeniu tego pobytu siostra pojechała do Czech, a ja zostałam w domu. Ale z rodziną z Umiastowa kobiety utrzymywały kontakty nawet po powrocie na Ukrainę – przez cały czas wysyłały sobie nawzajem świąteczne życzenia.

Dzień Niepodległości Ukrainy. Warsztaty kulinarne. Aut. Ludmiła Honczaruk

Dzień Niepodległości Ukrainy. Warsztaty kulinarne. Aut. Ludmiła Honczaruk

Jednak, za jakiś czas trudna sytuacja finansowa znów skłoniła do wyjazdu do pracy. Wraz z koleżanką pojechałyśmy ponownie do Ożarowa. Tym razem pracodawcy oferowali 1,50 zł za godzinę i wyżywienie, więc trzeba było szukać bardziej hojnych. Poszłam do pracy w szklarni, „do kwiatów”. Następnie była fabryka kosmetyków, po której pozostałam bez pieniędzy, bez pracy i bez dokumentów na legalny pobyt.

Koleżanka, która zajmowała się sprzątaniem przekonała mnie do podjęcia takiego samego  „biznesu”. Dzięki wsparciu dobrych ludzi wszystkie problemu zostały załatwione. Od tego czasu, przez 15 lat przez cały czas pracuję dla jednej rodziny.

Jak się teraz Pani żyje?

Ogólnie – dobrze. Rodzina jest przy mnie. Inna praca, wiele podróżuję po Polsce, zdobywam wiedzę, dzięki Ukraińskiemu Domowi mam wielu znajomych. Ale wszystko jedno – chce się do domu. Dostrzegam też, że ciężkie czasy zaczynają się także w Polsce – kiedyś za 100 zł można było nakupować „wszystkiego”, a teraz to już  „trochę za mało”. Mimo, że sytuacja ekonomiczna w Polsce jest nieporównywalnie lepsza niż u nas.

A jak z Pani kulinarną  „pasją”?

Gotowałam dla dzieci. Córki także przyjechały do Polski – młodsza wyszła za mąż i żyje oddzielnie, a starsza z dwójką dzieci – wraz ze mną. Na zamówienie przygotowywałam różne rodzaje pierogów. Mam marzenie – otworzyć w Warszawie pierogarnię. Ale to tylko marzenie, bo do tego potrzebne są, i pieniądze, i lokal, a co najważniejsze – kapitał na rozruch. Może, znajdzie się ktoś, kto chciałby zainwestować pieniądze w taki biznes?

Na Nowy Rok marzenia się spełniają. Tym bardziej, że Pani kulinarny talent doceniły, bez przesady –  setki osób, które miały okazję skosztować Pani wyrobów podczas różnorodnych imprez w Warszawie. Ma Pani swą „kulinarną szkołę” w Ukraińskim Domu. Jak trafiła Pani do Klubu Ukraińskich Kobiet? 

Początkowo poznałam czasopismo „Nasz Wybór”, które otrzymywałam w cerkwi i z przyjemnością czytałam wiadomości z Ukrainy oraz porady, jak lepiej i „właściwie” organizować tutaj swe życie. Wówczas  w Polsce nie było jeszcze tak dużej liczby naszych rodaków. Potem zaczął się Majdan. Zaczęłam każdego dnia jeździć na organizowane w Warszawie demonstracje, stałam  razem z innymi – od początku do końca. Poznałam tam prezes Fundacji Nasz Wybór. Byłam członkinią zagranicznej komisji wyborczej w ostatnich prezydenckich i parlamentarnych wyborach. Brałam także udział w inauguracji Ukraińskiego Domu, który stał się miejscem mych regularnych odwiedzin. Wożę i rozdaję czasopismo „Nasz Wybór” Ukraińcom w Ożarowie.

Wstąpiłam do Klubu Ukraińskich Kobiet. Gdy zapytano nas, jaką wiedzą i zdolnościami można podzielić się z innymi, zaproponowałam, że mogę poprowadzić warsztaty kulinarne. Pierwsza próba była podczas Nocy Muzeów, która odbyła się w Ukraińskim Domu, potem były kolejne… . Po świętach Bożego Narodzenia i Nowym Roku kontynuujemy zajęcia – liczba tych, którzy chcą poznać tajniki ukraińskiej kuchni, wśród których jest wielu Polaków, jest duża.

Jakie ma Pani noworoczne  życzenia?

Żeby w Ukrainie zakończyła się wojna, żeby nie ginęli ludzie – to najważniejsze. A także, abyśmy z Polski i innych krajów, do których rzuciła naszych rodaków niedola, mogli wreszcie powrócić do ojczyzny. Bo na obczyźnie, szczerze mówiąc, zawsze będziemy obcy.

Rozmawiał Iwan KOZŁOWSKI

Share.