Polityczne lobby – kierunek do współpracy „Hałyczanki” i „przesiedleńca”

0

W połowie listopada dane mi było odwiedzić Gdańsk, gdzie odbywał się Młodzieżowy Jarmark – największy ukraiński młodzieżowy festiwal w Polsce. To co zwróciło moją szczególną uwagę, to udana współpraca przedstawicieli młodych migrantów oraz młodego pokolenia autochtonów przy organizacji tej nowoczesnej i naprawdę udanej imprezy. 

Gdańsk to rzeczywiście wyjątkowe miejsce – właśnie tu, do znanego akademickiego ośrodka, przyjeżdżają na studia, zarówno obywatele Ukrainy, jak i ukraińscy autochtoni, przesiedleni na skutek akcji „Wisła” do wsi i miasteczek w województwie i sąsiednich regionach. Charakterystyczną cechą gdańskich Ukraińców, niezależnie od ich pochodzenia, jest duży udział w tej grupie młodych osób.

Na łamach kilku ostatnich numerów „Naszego Wyboru” trwa ważna dyskusja na temat tego, jak układać współpracę pomiędzy migrantami i autochtonami. Przewodniczący Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma, politolog Olga Popowycz oraz prawnik Iwona Trochimczyk – Sawczuk dosyć dokładnie scharakteryzowali te dwie grupy. Co cieszy – zdaniem tych osób, mamy więcej wspólnego, niż tego co nas różni.

Po przeglądzie genezy naszych społeczności w Polsce, czas na określenie konkretnej strategii działań. W publicystycznej dyskusji pojawiły się tezy o tym, że dwie wspólnoty mają odmienne priorytety (I. Trochimczyk – Sawczuk: „typowe problemy migrantów – czyli legalizacja pobytu, poszukiwanie legalnej pracy lub miejsca nauki – są obce mniejszości). Trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem, jednak instytucjonalizacji współpracy należy szukać gdzie indziej.

Ukraińscy migranci w Polsce to różnorodna grupa. Duża jej część to osoby, które przyjeżdżają do Polski w poszukiwaniu pracy (często sezonowej), jednak część migrantów, która na długo związała swój los z nowym krajem jest, chociaż mniejsza, ale niemała. Dla tych osób problem znalezienia pracy jest podobny jak dla przedstawicieli grupy autochtonów – czyli nie zawsze pierwszoplanowy. Jednocześnie pojawiają się kwestie związane z zachowaniem własnej kultury lub edukacji w języku ojczystym. Te problemy nie dotyczą wszystkich migrantów, ale również autochtoniczna mniejszość zmaga się z asymilacją oraz spadkiem liczby dzieci w ukraińskich szkołach.

Liczba migrantów, którzy związali swój los z Polską, mają tu pracę, mieszkanie i szukają pewnej samorealizacji poza ramami problemów natury „legalizacyjnej” przewyższyła „masę krytyczną”, potrzebną do realizacji strategii działania. W pierwszym roku wydawania „Naszego Wyboru”, na jego łamach przeważały kwestie związane z poradami prawnymi, jednak obecnie stały się „jednymi z”. To właściwy podejście, ponieważ z powodu specyfiki unijnych programów oraz występowania znacznej liczby migrantów z problemami prawnymi, organizacje migrantów koncentrowały się na prawnej edukacji migrantów, „okładając na później” problematykę migranckiej kultury w Polsce, problemów społecznych i osobistych ludzi, którzy osiedlili się tu na długo, nie zastanawiając się z resztą nad politycznym lobbowaniem priorytetów swej wspólnoty.

A w tym jest nasza przyszłość, bo jeśli organizacje ukraińskich migrantów w Polsce nie zajmą się na szeroką skalę tą kwestią, wówczas pozostaną w równym stopniu „sezonowymi” jak „Hałyczanki”, które przyjeżdżają zarabiać na zbieraniu jabłek. Umowna „Hałyczanka”, z jednej strony, i z drugiej – „przedstawiciel diaspory – przesiedleniec z akcji „Wisła”, do pewnego stopnia opanowały w tej dyskusji naszą świadomość. Debata nad poszukiwaniem źródeł do realizacji ich współpracy – jest tak samo jałowa, jak propozycja opracowania wspólnego projektu prawa podatkowego złożona górnikowi z Makijiwki, przedsiębiorcy z Kijowa i emerycie z Tarnopola.

Rzeczywiście, stereotypowi – „Hałyczanka” i „przesiedleniec” stanowią znaczny odsetek w obu społecznościach, jednak zainicjowanie systematycznej współpracy to zadanie dla innych grup. Wspomniany przykład gdańskiego Jarmarku pokazał, że jest dobry grunt i wiele łączy obie grupy studenckiej młodzieży; nie ma także poczucia bariery między przedstawicielami inteligencji i biznesu, a kontakty i integracja Ukraińców z obu stron linii Curzona odbywają się również w kręgach duchowieństwa. Nasz wspólny, i czy nie najważniejszy problem, to asymilacja oraz negatywny obraz Ukraińca pokutujący w Polsce. Niestety, zarówno autochtoni, jak i migranci, widząc negatywny wizerunek swej społeczności, starają się jak najszybciej go pozbyć. Wspólne działania powinni zainicjować nie „Hałyczanka” i „przesiedleniec”, a elita, która jest w obu społecznościach i która już od dawna ze sobą współpracuje. Dopiero po założeniu solidnych podwalin można będzie przyłączyć do strategii działania „Hałyczankę” i „przesiedleńca”.

Kolejna ważna kwestia to polityczne lobby. Ukraińscy autochtoni Polski już od dawna są subiektem politycznych relacji w Warszawie – mają swych przedstawicieli w Sejmie oraz lokalnych samorządach, często zabierają głos w kwestiach stosunków z oficjalnym Kijowem. Migranci nie są na politycznej scenie w Polsce nawet obiektem, a to koniecznie trzeba zmienić. Pomóc w tym mogą autochtoni, którzy mają doświadczenie w tworzeniu strategii politycznych i czują koniunkturę panującą w Polsce. Warto starać się o wprowadzenie w Polsce powszechnej w Europie praktyki, gdy migranci posiadający prawo pobytu mogą brać udział w wyborach samorządowych i kandydować do miejscowych władz. Wówczas rosyjskojęzyczna migrantka z Doniecka, szalejąca na punkcie muzyki „Tartaka”, którą spotkałem w gdańskiej radzie miejskiej, wspólnie z wnukiem przemyskiego ubowca, mogłaby zdobyć z budżetu fundusze na koncert ulubionego wykonawcy.

Share.