Polskie dokumenty przeszkodą w ukraińskich wyborach?

0

Frekwencja na tegorocznych wyborach pobiła wszelkie rekordy „nieaktywności”- 58%. W Polsce była po prostu śmieszna – zagłosowało jedynie 885 osób, spośród ponad sześciu i pół tysiąca zarejestrowanych. Według nieoficjalnych danych, na terytorium Polski może zamieszkiwać ponad 100 tysięcy obywateli Ukrainy.  

Prezent od parlamentarzystów

W tym roku nieprzyjemną „niespodziankę” zgotowała migrantom Rada Najwyższa, która znacznie skomplikowała procedurę głosowania za granicą. Od tej pory, aby spełnić swój obywatelski obowiązek należy, albo być w konsularnym rejestrze, albo napisać oświadczenie – nie później niż pięć dni do wyborów.

Julia głosuje w Warszawie już nie po raz pierwszy – poprzednio, jak mówi, wpisywano ją na listę wyborców w dniu głosowania – wystarczyło przynieść ukraiński paszport.

– Nawet przez myśl mi nie przeszło, że mnie nie dopuszczą – mówi oburzona.

Oksana jest w Warszawie od kilkunastu lat, na wybory chodzi zawsze. Jednak mówi, że wiele jej znajomych w ogóle boi się pójść do punktu wyborczego.

– Wiele naszych ludzi nie przyszło. Boją się, czy jak, ale tak nie powinni robić – ubolewa Oksana.
Problemów z zarejestrowaniem i głosowaniem nie miał Andrij Jaremczuk. Chociaż nie było go w konsularnej ewidencji, o zmianach w przepisach dowiedział się od znajomych.
– To było bardzo proste – przyszedłem do konsulatu, dałem paszport i zaświadczenie o zameldowaniu i zarejestrowano mnie – mówi Andrij.

„Nie widzę sensu w głosowaniu”

Oleh Mytryniuk także wiedział o zmianach. Nie był w ewidencji konsulatu, dlatego wcześniej napisał oświadczenie o włączenie go do listy wyborców. Mimo to, okazało się, że na liście go nie ma.

– Powiedziano mi, że listy przekazywano do Kijowa i przyczyna całego problemu jest tam. Zaproponowano mi, abym porozmawiał z przewodniczącym komisji lub napisał skargę – ale skargi Oleg nie pisał. – Nie widzę sensu tego robić – zagłosować i tak nie będę mógł.
Rzecz w tym, że w dniu głosowania, w zagranicznych komisjach wyborczych nie można wprowadzać zmian na listach.
Przewodnicząca warszawskiej komisji wyborczej Natalia Krenśka, podczas rozmowy z dziennikarzami z lekkością stwierdziła:

– Głosowanie w naszym punkcie odbywa się bez żadnych ekscesów. Ludzie przychodzą, nie ma problemów. – Gdy jednak zapytałem o „kazus pana Oleha” (tego dnia – nieodosobniony), przewodnicząca odpowiedziała. – Być może zakończyły im się karty pobytu, dlatego w Kijowie automatycznie przerejestrowano ich miejsce pobytu na Ukrainę.

Przeskoczyć Centralną Komisję Wyborczą oraz polskie autostrady

W słowach pani Natalii słychać zdumienie

– Nigdzie w prawie wyborczym (szczególnie paragrafie 44 o porządku składania listy wyborców w komisjach zagranicznych) nie jest powiedziane, że komisje wyborcze mają żądać okazania zezwolenia na pobyt czy zameldowania. Wprost przeciwnie – Ambasada Ukrainy w Polsce, w osobie sekretarza prasowego Julii Borodij, jeszcze we wrześniu, na zapytanie „Naszego Wyboru”, odpowiedziała „głosować można niezależnie od podstaw prawnych przebywania na terytorium obcego państwa”. Tymczasem, członkowie komisji wyborczej skrupulatnie wymagali od potencjalnych głosujących polskich dokumentów – szczególnie poświadczenia zameldowania. Dziennikarka „Naszego Wyboru” Olha Popowycz prosiła, aby wnieść ją na listę na podstawie umowy o pracę, w której wskazano jej adres zamieszkania. Komisja odmówiła, ponieważ „umowę podpisano w 2011 roku i ta osoba mogła zmienić adres”.

– Doniosłam kolejny dokument potwierdzający moje zamieszkanie na terytorium województwa mazowieckiego – o składkach odprowadzanych do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych – wyjaśnia Olga. – ale jego też nie chcieli przyjąć. Faktycznie wymagali tych dokumentów, o które, zgodnie z prawem, nie mieli prawa prosić.

– Zgadza się, meldunek to polski dokument, prawo nie przewiduje abyśmy go wymagali – wyjaśnia Natalia Krenśka. – Ale jak rozumiecie, w Polsce jest nie tylko jedna komisja wyborcza w Warszawie, ale także w Krakowie, Lublinie i Gdańsku. Polska to niewielki kraj, od 08:00 do 20:00 można byłoby ją objechać i zagłosować kilka razy.

Według danych Google Maps, najkrótsza droga z Warszawy przez Lublin i Kraków do Gdańska zajmie co najmniej 15 godzin.

– I dlatego Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła nowe prawo wyborcze? – Olhę dziwi taka „dodatkowa zapobiegliwość” komisji w stosunku do popularnej na Ukrainie „wyborczej karuzeli” – Zagraniczne komisje wyborcze miały właśnie pięć dni na to, aby w razie zbiegu danych paszportowych wykreślić dane osoby z listy.

Skargę Olhi do Centralnej Komisji Wyborczej warszawska komisja przyjęła. I odesłała dalej.

Przeszkadzają?

– To absolutnie sztuczne blokowanie głosowania – uważa Olha, dodając – wszyscy zdają sobie całkowicie sprawę z tego, jakim problemem dla wielu migrantów jest meldunek. To bardzo dobry efekt „działania” ukraińskich konsulatów – tłumaczy niską frekwencję w Polsce Olha.

– Robią sztuczne przeszkody w głosowaniu? – zastanawia się Julia, która nie mogła zagłosować. – Nie powiedziałabym, tu nie ma aż takiej liczby głosujących.

– Frekwencja jest taka sobie – mówi Natalia Krenśka, przedstawicielka Partii Regionów, która już nie pierwszy raz stoi na czele warszawskiej komisji. – Z czym jest to związane? Wcześniej była większa aktywność.

Polityczne zwycięstwo nad Wisłą odniósł „UDAR”, kolejna była „Bat’kiwszczyna” i „Swoboda”. Partię Regionów w Warszawie stabilnie popiera ta sama liczba wyborców – 29 osób.

Igor ISAYEV, dziennikarz Polskiego Radia

Share.