Spróbujmy Się Dogadać. Wywiad z prezenterami radiowymi Janą Stępniewicz i Marcinem Matuszewskim – Nasz Wybir – Portal dla Ukraińców w Polsce

Spróbujmy Się Dogadać. Wywiad z prezenterami radiowymi Janą Stępniewicz i Marcinem Matuszewskim

11 maja 2023
Spróbujmy Się Dogadać. Wywiad z prezenterami radiowymi Janą Stępniewicz i Marcinem Matuszewskim

Materiał ten jest dostępny również w języku ukraińskim/
Цей текст також можна прочитати українською мовою

Od stycznia 2023 roku w ukraińskim serwisie Polskiego Radia dla Zagranicy jest nadawana polsko-ukraińska dwujęzyczna audycja „Spróbujmy Się Dogadać / Спробуємо домовитися”. Spotkaliśmy się z jej prowadzącymi Janą Stępniewicz i Marcinem „Dużem Pe” Matuszewskim i porozmawialiśmy o karierze w radiu i poza nim, barierach językowych i muzyce, jako jednym ze sposobów ich pokonywania.


No to co, spróbujemy się dogadać? W jakim języku będziemy rozmawiać?

Marcin  (śmieje się): Prawdę mówiąc, aż tak dobrze nie znam ukraińskiego i w ogóle nie umiem mówić. W audycji jest trochę inaczej, bo oczywiście przed startem ustalamy kilka głównych tematów, o których będziemy rozmawiać. Mogę raczej odgadnąć ogólne znaczenie niektórych słów, które rozpoznaję. Jeśli mówimy o bardziej złożonych zdaniach, nie dotyczących konkretnej muzyki i bez przemyślanych odpowiedzi, to pewnie będzie mi ciężko.

Jana: No cóż, gdy nie będziesz czegoś rozumiał, przetłumaczymy ci (śmieje się).

Marcin: Po prostu sygnalizuję, że moja znajomość ukraińskiego języka jest zerowa. Podstawą wszystkiego, co mi się udaje jest szybkość zestawiania faktów i podobieństwo języków, ale absolutnie nie znam języka.

W studiu Sekcji Ukraińskiej Polskiego Radia, 13 kwietnia 2023. Foto: Daria Łobanowa

Tak czy inaczej – poznajmy się. Jak to się stało, że wy tak różni, z różnymi doświadczeniami, różnymi językami, trafiliście razem do tego samego studia, do tej samej audycji? Czyli krótko mówiąc – jaka była wasza droga do tego „tu i teraz”?

Jana: O pracy w radiu marzyłam gdzieś od czwartego, może piątego roku życia. Gdy byłam mała, mieliśmy w domu taki stary odbiornik radiowy, który miało okienko, przez które widać było lampę. Jako dziecko zaglądałam do tego okienka, bo byłem przekonana, że w środku siedzą ludzie. Bardzo chciałam być z tymi ludźmi. Radio pojawiło się więc w mojej wyobraźni gdzieś w dzieciństwie. Dla większości moich kolegów – dziennikarzy radiowych, radio to była sytuacja, która pojawiła się w ich życiu przypadkowo i tak już zostało. W moim przypadku radio nie było przez przypadek, to raczej miłość mojego życia, mój zawód, to, co naprawdę kocham robić.

Marcin: O, u mnie wszystko jest dużo bardziej skomplikowane, bo zajmuję się wieloma rzeczami. Nazywam się Marcin Matuszewski, ale szerzej znany jestem pod pseudonimem Duże Pe. Zaczynałem jako raper i gdzieś przez te drzwi udało mi się wejść na scenę muzyczną, ale później, choć forma rapu gdzieś pozostała, gatunek mojej muzyki znacznie się rozszerzył. Pracowałem w wielu zespołach takich jak Masala Soundsystem czy Cinq G, ale także solo jako Duże Pe. Właściwie, pod tym pseudonimem rozpocząłem w 2005 roku pracę na DJ-skiej scenie w warszawskich klubach. Z resztą, robię to wszystko do dziś, tylko trochę mniej intensywnie niż wcześniej. Z zespołem Masala organizowaliśmy wielokulturowe imprezy, na których prezentowane były motywy z najróżniejszych kultur: Indii, Bliskiego Wschodu; od Ameryki Południowej po kraje poradzieckie, Afrykę. W tym formacie i w różnych składach zagrałem ponad 1000 koncertów klubowych, z czego ponad 100 poza Polską: od Czech, Słowacji, Niemiec, krajów skandynawskich po Afganistan, Japonię, Koreę Południową i Indie. I gdzieś ​tam w 2006 roku mój kolega z ekipy Cinq G, który przygotowywał demo dla IV Programu Polskiego Radia [Czwórka – ogólnopolskie publiczne radio, profil – rozrywkowy, muzyczny, sportowy, – autor], poprosił mnie, żebym wcielił się w rolę gościa jego pilotażowej audycji. W rezultacie okazało się to tak zabawne, że obaj zostaliśmy zaproszeni do prowadzenia własnych programów. W ten sposób, od 17 lat, z krótkimi przerwami, prowadzę programy w Czwórce. A od początku stycznia 2023 współpracuję również z Redakcją Ukraińską Polskiego Radia.

Jana i Marcin w studiu Redakcji Ukraińskiej Polskiego Radia, 13 kwietnia 2023 roku. Foto: Daria Łobanowa

Jak w tej rozmaitości doświadczeń doszło do waszego spotkania? Od czego zaczęła się wasza wspólna audycja?

Marcin: Chyba, znowu ja (śmieje się).

Jana: Powiem tylko krótko, że Marcin spadł mi z nieba. Gdy tylko usłyszałam o jego pomyśle, powiedziałam – biorę!

Marcin: Rzeczywiście, od początku pełnowymiarowej inwazji wojsk rosyjskich na terytorium Ukrainy, bardzo spontanicznie, z własnej inicjatywy rozpocząłem w Czwórce muzyczny protest, który później uzyskał pełne poparcie kierownictwa stacji. Od 24 lutego do końca 2022 roku absolutnie wszystkie piosenki, we wszystkich moich programach, były to utwory  ukraińskich  artystów, z wyjątkiem niektórych kompozycji, na przykład z „Albumu tygodnia”, które zostały zaplanowane przez redakcję. Zagrałem sporo utworów Los Colorados, Seło i Liudy, RotFront, Jurija Gurży i wielu innych, wiedziałem też skąd wziął się zespół Gogol Bordello i kilka innych światowej sławy grup o ukraińskich korzeniach. W swoich programach starałem się nie podchodzić do muzyki formalnie, nie chciałem grać czegoś tylko dlatego, że to było ukraińskie. Wybierałem utwory, które bardzo mi się podobały, które włączyłbym do swojej audycji, niezależnie od pochodzenia wykonawców. W pewnym momencie pomyślałem, że ten oddolny protest muzyczny powinien przerodzić się w coś w rodzaju bardziej oficjalnej historii, aby te utwory były grane w programie stacji przez cały dzień, a nie tylko w moich audycjach. Jednak okazało się to dość trudne do wdrożenia w Czwórce – znów, biorąc pod uwagę fakt, że ani ja, ani inni pracownicy nie mówimy po ukraińsku i nie możemy w pełni wybrać muzycznej zawartości. Jednocześnie, było dla nas ważne, aby wziąć odpowiedzialność za dobór muzyki, tak aby nie wpuszczać na antenę artystów, którzy nagrywali utwory w rosyjskich studiach po 2014 roku lub na przykład występowali na okupowanym Krymie. Wówczas producentka mojego programu opowiedział o mnie w ukraińskiej redakcji. Zbiegło się to w czasie z wydłużeniem czasu antenowego Polskiego Radia dla Ukrainy, znalazło się więc miejsce na program muzyczno-rozrywkowy. Anton [Marczyński, szef Polskiego Radia dla Ukrainy – autor] od razu zgodził się na pomysł audycji z prowadzącym mówiącym po ukraińsku, wybór współprowadzącego też był dość szybki – tak naprawdę Jana była pierwszym kandydatem, więc 5 stycznia 2023 roku odbyła się pierwsza emisja programu „Spróbujmy Się Dogadać”.

Jana i Marcin w studiu Redakcji Ukraińskiej Polskiego Radia, 13 kwietnia 2023 roku. Foto: Daria Łobanowa

Jana: Bardzo lubię pracować w duecie, więc też  myślałam o takiej polsko-ukraińskiej audycji, w której rozbrzmiewałyby oba języki. Wydaje mi się, że naszymi głównymi odbiorcami są osoby, które przyjechały do ​​Polski po 24 lutego, więc z jednej strony chcą  pozostawać w kontakcie ze swoim środowiskiem kulturowym, słuchać ukraińskiej muzyki i być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami. Z drugiej strony – poznawać polską kulturę i język, między innymi – przez muzykę i rozmowy. Do pewnego momentu nawet nie wiedziałam, że na antenie Radia dla Ukrainy możemy mówić po polsku, jednak gdy w pewnym momencie dowiedziałam się o istnieniu polskojęzycznej osoby, która dobrze zna ukraińską muzykę, od razu pomyślałam: „Wchodzę w to, pasuje mi to”.

Marcin: Jednocześnie chcieliśmy być takim przykładem, że nawet nie mówiąc wcale po ukraińsku, jestem w stanie coś zrozumieć z kontekstu, zadać pytanie i usłyszeć odpowiedź. Że nie trzeba się bać, trzeba próbować rozmawiać, a zrozumienie to raczej kwestia szczerego pragnienia w sytuacji tak bliskich kultur jak polska i ukraińska.

Jana: Dlatego nie tłumaczymy nawzajem tego co mówimy na antenie. Chodzi o to, że mówiąc różnymi językami, znajdujemy sposoby na wzajemne zrozumienie i dogadanie się.

Odnośnie zrozumienia. Jakie są w audycji proporcje między scenariuszem a improwizacją? Na antenie wszystko brzmi bardzo organicznie, jak żywa rozmowa, jednak w odróżnieniu od telewizji, nie możemy was zobaczyć, więc zostaje przestrzeń dla wyobraźni.

Marcin: Więc, po pierwsze – poprowadziłem w radiu w sumie ponad 3000 audycji, z tego ponad 2000 w duecie i wszystkie na żywo, więc mam to już gdzieś zakodowane – odczucia partnera, umiejętność adaptacji i improwizacji. No i  ​​oprócz doświadczenia w radiu, mam w pamięci początki swojej muzycznej kariery, czyli hip-hop, a więc freestyle. To występy bez przygotowania, kiedy słyszysz bit i musisz szybko wymyślać frazy, rymowanki i na bieżąco łączyć je w jeden tekst. Poza tym, bardzo dobrze z Janą się zgraliśmy.

Jana: Tu ważny moment. Marcin ma doświadczenie kilkunastu lat pracy na żywo. Natomiast ja, dopiero zaczynam tę drogę, bo do tej pory większość programów nagrywaliśmy, gdzie można było przeczytać z kartki, zrobić powtórkę, doprowadzić do ideału. Tutaj czegoś takiego nie ma, a poza tym to nasze pierwsze wspólne doświadczenie. Naprawdę nie mamy takiego scenariusza – krok po kroku. Drukuję informacje o artystach, których zagramy na antenie – dzięki Marcinowi odkrywam też dla siebie wiele ukraińskich i polskich zespołów, wyszukuję ciekawostki na ich temat.

Marcin: Jana powiedziała tutaj, że ja dla niej spadłem z nieba, ale to ona dla mnie spadła z nieba, bo bardzo mi pomagała i pomaga w trakcie audycji, a także poza nimi. Sposób, w jaki wyraźnie i nieśpiesznie wymawia słowa, dobiera je, stawia akcenty – bardzo pomaga w pracy w parach, pomaga orientować się i dość organicznie dodawać repliki.

Już wcześniej poruszyliśmy nieco ten temat, ale chcę jednak do niego powrócić. Co wiecie o swoich odbiorcach? Kto was słucha, co myślą o audycji?

Jana: Niestety, nie mamy bardzo szczegółowych danych na temat liczby i charakterystyki naszych słuchaczy, ale możemy robić pewne przypuszczenia i wnioski na podstawie otrzymanych informacji zwrotnych. Jak mówiłam, to tak naprawdę w większości Ukraińcy, którzy przybyli do Polski po 24 lutego. Często jesteśmy pytani o bardzo praktyczne rzeczy: jak zdobyć PESEL, jak skorzystać z pomocy, czyli niezwiązanie do tematu naszej audycji. W rzeczywistości słuchacze całego Polskiego Radia dla Ukrainy znacznie się zmienili po inwazji na pełną skalę: wcześniej pracowaliśmy głównie dla ludzi mieszkających w Ukrainie, Radio „Hromadske” retransmitowało nasze półgodzinne audycje informacyjne. Współpraca ta została zachowana, jednak ten polski eter znacznie się rozszerzył, dzięki nowym słuchaczom na terytorium Polski. Co więcej, wiemy, że Polacy też nas słuchają i komentują.

Marcin: Tak, mamy też feedback od Polaków. Wzrost liczby Ukraińców w Polsce w ciągu ostatnich około dziesięciu lat doprowadził do sytuacji, w której coraz więcej osób pozostaje w polsko-ukraińskich związkach koleżeńskich lub romantycznych. Nasz program staje się takim idealnym punktem, w którym każda taka osoba dostanie coś w swoim ojczystym języku. Ideą programu jest zrozumienie, jest muzyka polska i ukraińska, więc też przedstawiciele polskiej społeczności stają się ważną częścią naszego audytorium, głównie ze względu na ich związki z Ukraińcami.

Jana: Jeśli mówimy o wieku, zwykle skupiamy się na młodych ludziach. Wybieramy bardziej współczesną muzykę. Czasami gramy utwory, które miały swoją premierę dwa dni temu lub tydzień temu.

Jana Stępniewicz studiu Redakcji Ukraińskiej Polskiego Radia, 13 kwietnia 2023 roku. Foto: Daria Łobanowa

Marcin: I jest to raczej muzyka alternatywna. Jeśli  bierzemy coś z głównego nurtu, to raczej z jego obrzeży, niż najbardziej oczywiste utwory z sekcji „Best of”. Na przykład Kalush jest teraz na fali, ale nie dostał się tam, ponieważ ktoś go wymyślił i wyprodukował, ale raczej wyszedł organicznie ze sceny rapowej i osiągnął sukces. Podobnie Alyona Alyona i wielu innych wykonawców.

Jana: Polska muzyka to też raczej muzyka młodzieżowa. Chociaż, na przykład zrobiliśmy program z motywem przewodnim cold wave, to lata 80.. Nie ma więc tak wyraźnej granicy.

Marcin: Wychodzimy od jakości muzyki, tego czy jest ciekawa, a nie od konkretnego gatunku czy kierunku. Jeśli gramy np. hip-hop, staramy się oczywiście zachować naturalny, nieoszlifowany dźwięk, ale ważne jest też, aby słuchacz chciał dosłuchać utwór do końca, a nie przełączać częstotliwości. Czyli wybieramy coś, co będzie nieco niebanalne, ale nikogo nie będzie odpychać od radioodbiornika.

Marcin Matuszewski w studiu Redakcji Ukraińskiej Polskiego Radia, 13 kwietnia 2023 roku. Foto: Daria Łobanowa

Jano, a teraz pytanie osobiście do ciebie. Wiele usłyszeliśmy o tym, jak dużo miejsca zajmuje muzyka w życiu Marcina. A jak to jest w twoim przypadku? Do startu tej audycji i już obecnie – czym jest dla ciebie muzyka?

Jana: Powiem tak, radio to zawsze było dla mnie słowo. Ogólnie słowa i ich znaczenie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli posłuchasz naszej audycji, to zauważysz, że Marcin więcej mówi o muzyce, a ja głównie o treści, o tekście. Oczywiście, muzyka zawsze była gdzieś w życiu obecna, ale nigdy na pierwszym miejscu. Nie jestem muzykiem, wokalistką, ale lubię słuchać muzyki, przy czym, bardzo różnorodnej. Chyba wszystkiego, oprócz disco polo (śmieje się). Niewątpliwie, wraz z zapoczątkowaniem tej audycji w moim życiu pojawiło się znacznie więcej muzyki,  szczególnie współczesnej muzyki ukraińskiej. A także o wiele więcej muzyków. Marcin zwykle oznacza wykonawców i autorów muzyki na portalach społecznościowych pod postami o audycjach, a oni potem do mnie piszą, opowiadają o wydaniach, przesyłają utwory. To taka wzajemna wymiana: ja się dowiaduję o nich, muzycy dowiadują się, czym jest Polskie Radio dla Ukrainy, a nasza audycja też wzbogaca się o nowiny.

W studiu Redakcji Ukraińskiej Polskiego Radia, 13 kwietnia 2023 roku. Foto: Daria Łobanowa

Jak już rozmawiamy o muzyce, czy możecie wymienić swoje osobiste top listy zarówno polskich, jak i ukraińskich utworów lub wykonawców, które odkryliście dla siebie podczas audycji?

Marcin: Oj, w moim przypadku to bardzo trudne pytanie, bo od momentu, kiedy zacząłem zawodowo zajmować się muzyką właśnie z punktu widzenia radiowego DJ-a, mój sposób konsumowania muzyki, jeśli można to tak powiedzieć, znacząco się zmienił.  Kiedyś słuchałem muzyki całymi płytami, albumami, dla przyjemności. A kiedy już wszedłem w tryb, w którym do następnego tygodnia muszę przesłuchać 200 lub 500 utworów, wybrać z nich określoną liczbę do emisji i jeszcze kilka, które zachowam do katalogów na imprezy, już czułem się przesycony . Więc teraz już nie pamiętam tak bardzo poszczególnych utworów, wykonawców czy albumów. Ogólnie rzecz biorąc, ukraińska scena alternatywna wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, od kiedy zacząłem ją dokładniej studiować. Na przykład świetne utwory zespołów  Electrobirds czy SadSvit. Mógłbym właściwie wymienić wielu wykonawców z tego nurtu post-punkowego, ale nie pamiętam teraz, który z nich zabrzmiał na antenie, a który jeszcze nie. Z tych, których na pewno słuchałbym w domu dla przyjemności – zespołu Smurno, przesłuchałem prawie wszystkie ich utwory. Czy zespół Kurs Valüt. Właściwie dużo rzeczy ze sceny electro, post-punk, synth-pop, cold wave, które stały się dla mnie największym odkryciem, bo takiej muzyki w Polsce prawie nie było. Drugą kwestią, o której chcę wspomnieć, jest sposób, w jaki ukraińscy artyści łączą elementy folkowe z muzyką współczesną. Nie zawsze jest to zrobione w 100% ze smakiem, ale w zdecydowanej większości jest bardzo fajne i nietuzinkowe. Wśród takich przykładów jest Gunna Chorna, takie połączenie hip-hopu z motywami ludowymi. Taka mniej grzeczna Alina Pasz (śmieje się).

Jana: Marcin wspomniał o Smurno – to jeden z przykładów, kiedy z politycznych powodów zespół zdecydował się w swojej twórczości całkowicie przejść na język ukraiński, choć na co dzień są to rosyjskojęzyczne chłopaki. Byli u nas w programie i powiedzieli nam, że mimo tego, że nie mówią zbyt dobrze po ukraińsku, taka zmiana była bardzo świadomą decyzją. Na przykład Jewhen Gordiejew z Kurs Valüt. Przeprowadził się z Doniecka do Dnipra w 2014 roku i określa się jako dwujęzyczny, ale wszystkie utwory są nagrane wyłącznie po ukraińsku. To, co robią z tekstami Tyczyny i Skoworody jest po prostu niesamowite. Właśnie – odpowiadając na pytanie, Kurs Valüt jest na mojej osobistej liście numerem jeden. To mój ulubiony zespół, po prostu naj- naj! A odkryłam to dzięki Marcinowi, bo przysłał mi składankę „ukraiński cold wave”. Słuchałam wszystkiego, a na piosenkach Kursu powiedziałem „Boże, to jest genialne!”

Jana i Marcin w studiu Redakcji Ukraińskiej Polskiego Radia, 13 kwietnia 2023 roku. Foto: Daria Łobanowa

Marcin: To w ogóle było  bardzo ciekawe,  ponieważ bardzo pasjonuję się ukraińskim  cold wave, sceną post-punkową, a tutaj Gordiejew [lider zespołu Kurs Valüt – autor]mówi: „ale  gdzie tam – mamy bardzo małą reprezentację tego kierunku”.

Jana: Tak, a propos – Smurno też coś takiego mówili, że „nie no nie ma u nas tego tak dużo”.

Marcin: Mogę to po prostu ocenić z polskiej perspektywy, gdzie są dosłownie cztery, może pięć takich zespołów, które od kilkudziesięciu lat grają to samo, a w ciągu ostatnich dziesięciu lat pojawiły się co najwyżej cztery, z czego może dwa są dobre.

Jana: A w Ukrainie wszystkie te zespoły pojawiły się jakiś czas po 2014 roku, to znaczy są to dość młode zespoły. Ten sam Kurs Valüt opowiada o tym, jak w Niemczech na ich koncerty przychodzi publiczność gdzieś pod pięćdziesiątkę i dla nich jest to duch ich młodości, a jednocześnie świeżości i czegoś nowego.

A tak w ogóle możecie powiedzieć, że wasze muzyczne gusta są podobne?

Jana: Raczej tak. Osobiście chyba lubię trochę spokojniejszą muzykę niż Marcin. Na przykład Brodka – to akurat o polskich wykonawcach. Mogłabym jej słuchać i słuchać.

Marcin: Jana może słucha spokojniejszej muzyki, ale całkiem dobrze „łyka” techno. Ja osobiście słucham muzyki nieco mocniejszej, ale potrafię też docenić spokojną muzykę. Ale łączy nas to, że oboje nie dzielimy muzyki na gatunki, tylko zwracamy uwagę na jakość. Którą, z  kolei, nadal postrzegamy jak miernik bardziej estetyczny.

Jana: Marcin powiedział, że dobrze się bawię słuchając techno i rzeczywiście odkryłem muzykę elektroniczną tak bardzo, że teraz uczę się grać jako DJ. Również pod wieloma względami dzięki naszej audycji.

Marcin: No to w przyszłym roku zrobimy imprezę i zagramy wspólny set z ukraińską muzyką!

 

Rozmawiała Daria Łobanowa

Materiał ten jest dostępny również w języku ukraińskim/
Цей текст також можна прочитати українською мовою

Od stycznia 2023 roku w ukraińskim serwisie Polskiego Radia dla Zagranicy jest nadawana polsko-ukraińska dwujęzyczna audycja „Spróbujmy Się Dogadać / Спробуємо домовитися”. Spotkaliśmy się z jej prowadzącymi Janą Stępniewicz i Marcinem „Dużem Pe” Matuszewskim i porozmawialiśmy o karierze w radiu i poza nim, barierach językowych i muzyce, jako jednym ze sposobów ich pokonywania.


No to co, spróbujemy się dogadać? W jakim języku będziemy rozmawiać?

Marcin  (śmieje się): Prawdę mówiąc, aż tak dobrze nie znam ukraińskiego i w ogóle nie umiem mówić. W audycji jest trochę inaczej, bo oczywiście przed startem ustalamy kilka głównych tematów, o których będziemy rozmawiać. Mogę raczej odgadnąć ogólne znaczenie niektórych słów, które rozpoznaję. Jeśli mówimy o bardziej złożonych zdaniach, nie dotyczących konkretnej muzyki i bez przemyślanych odpowiedzi, to pewnie będzie mi ciężko.

TEXT WITH BTNS

Jana: No cóż, gdy nie będziesz czegoś rozumiał, przetłumaczymy ci (śmieje się).

Marcin: Po prostu sygnalizuję, że moja znajomość ukraińskiego języka jest zerowa. Podstawą wszystkiego, co mi się udaje jest szybkość zestawiania faktów i podobieństwo języków, ale absolutnie nie znam języka.

W studiu Sekcji Ukraińskiej Polskiego Radia, 13 kwietnia 2023. Foto: Daria Łobanowa

Tak czy inaczej – poznajmy się. Jak to się stało, że wy tak różni, z różnymi doświadczeniami, różnymi językami, trafiliście razem do tego samego studia, do tej samej audycji? Czyli krótko mówiąc – jaka była wasza droga do tego „tu i teraz”?

Jana: O pracy w radiu marzyłam gdzieś od czwartego, może piątego roku życia. Gdy byłam mała, mieliśmy w domu taki stary odbiornik radiowy, który miało okienko, przez które widać było lampę. Jako dziecko zaglądałam do tego okienka, bo byłem przekonana, że w środku siedzą ludzie. Bardzo chciałam być z tymi ludźmi. Radio pojawiło się więc w mojej wyobraźni gdzieś w dzieciństwie. Dla większości moich kolegów – dziennikarzy radiowych, radio to była sytuacja, która pojawiła się w ich życiu przypadkowo i tak już zostało. W moim przypadku radio nie było przez przypadek, to raczej miłość mojego życia, mój zawód, to, co naprawdę kocham robić.

Marcin: O, u mnie wszystko jest dużo bardziej skomplikowane, bo zajmuję się wieloma rzeczami. Nazywam się Marcin Matuszewski, ale szerzej znany jestem pod pseudonimem Duże Pe. Zaczynałem jako raper i gdzieś przez te drzwi udało mi się wejść na scenę muzyczną, ale później, choć forma rapu gdzieś pozostała, gatunek mojej muzyki znacznie się rozszerzył. Pracowałem w wielu zespołach takich jak Masala Soundsystem czy Cinq G, ale także solo jako Duże Pe. Właściwie, pod tym pseudonimem rozpocząłem w 2005 roku pracę na DJ-skiej scenie w warszawskich klubach. Z resztą, robię to wszystko do dziś, tylko trochę mniej intensywnie niż wcześniej. Z zespołem Masala organizowaliśmy wielokulturowe imprezy, na których prezentowane były motywy z najróżniejszych kultur: Indii, Bliskiego Wschodu; od Ameryki Południowej po kraje poradzieckie, Afrykę. W tym formacie i w różnych składach zagrałem ponad 1000 koncertów klubowych, z czego ponad 100 poza Polską: od Czech, Słowacji, Niemiec, krajów skandynawskich po Afganistan, Japonię, Koreę Południową i Indie. I gdzieś ​tam w 2006 roku mój kolega z ekipy Cinq G, który przygotowywał demo dla IV Programu Polskiego Radia [Czwórka – ogólnopolskie publiczne radio, profil – rozrywkowy, muzyczny, sportowy, – autor], poprosił mnie, żebym wcielił się w rolę gościa jego pilotażowej audycji. W rezultacie okazało się to tak zabawne, że obaj zostaliśmy zaproszeni do prowadzenia własnych programów. W ten sposób, od 17 lat, z krótkimi przerwami, prowadzę programy w Czwórce. A od początku stycznia 2023 współpracuję również z Redakcją Ukraińską Polskiego Radia.

Jana i Marcin w studiu Redakcji Ukraińskiej Polskiego Radia, 13 kwietnia 2023 roku. Foto: Daria Łobanowa

Jak w tej rozmaitości doświadczeń doszło do waszego spotkania? Od czego zaczęła się wasza wspólna audycja?

Marcin: Chyba, znowu ja (śmieje się).

Jana: Powiem tylko krótko, że Marcin spadł mi z nieba. Gdy tylko usłyszałam o jego pomyśle, powiedziałam – biorę!

Marcin: Rzeczywiście, od początku pełnowymiarowej inwazji wojsk rosyjskich na terytorium Ukrainy, bardzo spontanicznie, z własnej inicjatywy rozpocząłem w Czwórce muzyczny protest, który później uzyskał pełne poparcie kierownictwa stacji. Od 24 lutego do końca 2022 roku absolutnie wszystkie piosenki, we wszystkich moich programach, były to utwory  ukraińskich  artystów, z wyjątkiem niektórych kompozycji, na przykład z „Albumu tygodnia”, które zostały zaplanowane przez redakcję. Zagrałem sporo utworów Los Colorados, Seło i Liudy, RotFront, Jurija Gurży i wielu innych, wiedziałem też skąd wziął się zespół Gogol Bordello i kilka innych światowej sławy grup o ukraińskich korzeniach. W swoich programach starałem się nie podchodzić do muzyki formalnie, nie chciałem grać czegoś tylko dlatego, że to było ukraińskie. Wybierałem utwory, które bardzo mi się podobały, które włączyłbym do swojej audycji, niezależnie od pochodzenia wykonawców. W pewnym momencie pomyślałem, że ten oddolny protest muzyczny powinien przerodzić się w coś w rodzaju bardziej oficjalnej historii, aby te utwory były grane w programie stacji przez cały dzień, a nie tylko w moich audycjach. Jednak okazało się to dość trudne do wdrożenia w Czwórce – znów, biorąc pod uwagę fakt, że ani ja, ani inni pracownicy nie mówimy po ukraińsku i nie możemy w pełni wybrać muzycznej zawartości. Jednocześnie, było dla nas ważne, aby wziąć odpowiedzialność za dobór muzyki, tak aby nie wpuszczać na antenę artystów, którzy nagrywali utwory w rosyjskich studiach po 2014 roku lub na przykład występowali na okupowanym Krymie. Wówczas producentka mojego programu opowiedział o mnie w ukraińskiej redakcji. Zbiegło się to w czasie z wydłużeniem czasu antenowego Polskiego Radia dla Ukrainy, znalazło się więc miejsce na program muzyczno-rozrywkowy. Anton [Marczyński, szef Polskiego Radia dla Ukrainy – autor] od razu zgodził się na pomysł audycji z prowadzącym mówiącym po ukraińsku, wybór współprowadzącego też był dość szybki – tak naprawdę Jana była pierwszym kandydatem, więc 5 stycznia 2023 roku odbyła się pierwsza emisja programu „Spróbujmy Się Dogadać”.

Jana i Marcin w studiu Redakcji Ukraińskiej Polskiego Radia, 13 kwietnia 2023 roku. Foto: Daria Łobanowa

Jana: Bardzo lubię pracować w duecie, więc też  myślałam o takiej polsko-ukraińskiej audycji, w której rozbrzmiewałyby oba języki. Wydaje mi się, że naszymi głównymi odbiorcami są osoby, które przyjechały do ​​Polski po 24 lutego, więc z jednej strony chcą  pozostawać w kontakcie ze swoim środowiskiem kulturowym, słuchać ukraińskiej muzyki i być na bieżąco z najnowszymi wiadomościami. Z drugiej strony – poznawać polską kulturę i język, między innymi – przez muzykę i rozmowy. Do pewnego momentu nawet nie wiedziałam, że na antenie Radia dla Ukrainy możemy mówić po polsku, jednak gdy w pewnym momencie dowiedziałam się o istnieniu polskojęzycznej osoby, która dobrze zna ukraińską muzykę, od razu pomyślałam: „Wchodzę w to, pasuje mi to”.

Marcin: Jednocześnie chcieliśmy być takim przykładem, że nawet nie mówiąc wcale po ukraińsku, jestem w stanie coś zrozumieć z kontekstu, zadać pytanie i usłyszeć odpowiedź. Że nie trzeba się bać, trzeba próbować rozmawiać, a zrozumienie to raczej kwestia szczerego pragnienia w sytuacji tak bliskich kultur jak polska i ukraińska.

Jana: Dlatego nie tłumaczymy nawzajem tego co mówimy na antenie. Chodzi o to, że mówiąc różnymi językami, znajdujemy sposoby na wzajemne zrozumienie i dogadanie się.

Odnośnie zrozumienia. Jakie są w audycji proporcje między scenariuszem a improwizacją? Na antenie wszystko brzmi bardzo organicznie, jak żywa rozmowa, jednak w odróżnieniu od telewizji, nie możemy was zobaczyć, więc zostaje przestrzeń dla wyobraźni.

Marcin: Więc, po pierwsze – poprowadziłem w radiu w sumie ponad 3000 audycji, z tego ponad 2000 w duecie i wszystkie na żywo, więc mam to już gdzieś zakodowane – odczucia partnera, umiejętność adaptacji i improwizacji. No i  ​​oprócz doświadczenia w radiu, mam w pamięci początki swojej muzycznej kariery, czyli hip-hop, a więc freestyle. To występy bez przygotowania, kiedy słyszysz bit i musisz szybko wymyślać frazy, rymowanki i na bieżąco łączyć je w jeden tekst. Poza tym, bardzo dobrze z Janą się zgraliśmy.

Jana: Tu ważny moment. Marcin ma doświadczenie kilkunastu lat pracy na żywo. Natomiast ja, dopiero zaczynam tę drogę, bo do tej pory większość programów nagrywaliśmy, gdzie można było przeczytać z kartki, zrobić powtórkę, doprowadzić do ideału. Tutaj czegoś takiego nie ma, a poza tym to nasze pierwsze wspólne doświadczenie. Naprawdę nie mamy takiego scenariusza – krok po kroku. Drukuję informacje o artystach, których zagramy na antenie – dzięki Marcinowi odkrywam też dla siebie wiele ukraińskich i polskich zespołów, wyszukuję ciekawostki na ich temat.

Marcin: Jana powiedziała tutaj, że ja dla niej spadłem z nieba, ale to ona dla mnie spadła z nieba, bo bardzo mi pomagała i pomaga w trakcie audycji, a także poza nimi. Sposób, w jaki wyraźnie i nieśpiesznie wymawia słowa, dobiera je, stawia akcenty – bardzo pomaga w pracy w parach, pomaga orientować się i dość organicznie dodawać repliki.

Już wcześniej poruszyliśmy nieco ten temat, ale chcę jednak do niego powrócić. Co wiecie o swoich odbiorcach? Kto was słucha, co myślą o audycji?

Jana: Niestety, nie mamy bardzo szczegółowych danych na temat liczby i charakterystyki naszych słuchaczy, ale możemy robić pewne przypuszczenia i wnioski na podstawie otrzymanych informacji zwrotnych. Jak mówiłam, to tak naprawdę w większości Ukraińcy, którzy przybyli do Polski po 24 lutego. Często jesteśmy pytani o bardzo praktyczne rzeczy: jak zdobyć PESEL, jak skorzystać z pomocy, czyli niezwiązanie do tematu naszej audycji. W rzeczywistości słuchacze całego Polskiego Radia dla Ukrainy znacznie się zmienili po inwazji na pełną skalę: wcześniej pracowaliśmy głównie dla ludzi mieszkających w Ukrainie, Radio „Hromadske” retransmitowało nasze półgodzinne audycje informacyjne. Współpraca ta została zachowana, jednak ten polski eter znacznie się rozszerzył, dzięki nowym słuchaczom na terytorium Polski. Co więcej, wiemy, że Polacy też nas słuchają i komentują.

Marcin: Tak, mamy też feedback od Polaków. Wzrost liczby Ukraińców w Polsce w ciągu ostatnich około dziesięciu lat doprowadził do sytuacji, w której coraz więcej osób pozostaje w polsko-ukraińskich związkach koleżeńskich lub romantycznych. Nasz program staje się takim idealnym punktem, w którym każda taka osoba dostanie coś w swoim ojczystym języku. Ideą programu jest zrozumienie, jest muzyka polska i ukraińska, więc też przedstawiciele polskiej społeczności stają się ważną częścią naszego audytorium, głównie ze względu na ich związki z Ukraińcami.

Jana: Jeśli mówimy o wieku, zwykle skupiamy się na młodych ludziach. Wybieramy bardziej współczesną muzykę. Czasami gramy utwory, które miały swoją premierę dwa dni temu lub tydzień temu.

Jana Stępniewicz studiu Redakcji Ukraińskiej Polskiego Radia, 13 kwietnia 2023 roku. Foto: Daria Łobanowa

Marcin: I jest to raczej muzyka alternatywna. Jeśli  bierzemy coś z głównego nurtu, to raczej z jego obrzeży, niż najbardziej oczywiste utwory z sekcji „Best of”. Na przykład Kalush jest teraz na fali, ale nie dostał się tam, ponieważ ktoś go wymyślił i wyprodukował, ale raczej wyszedł organicznie ze sceny rapowej i osiągnął sukces. Podobnie Alyona Alyona i wielu innych wykonawców.

Jana: Polska muzyka to też raczej muzyka młodzieżowa. Chociaż, na przykład zrobiliśmy program z motywem przewodnim cold wave, to lata 80.. Nie ma więc tak wyraźnej granicy.

Marcin: Wychodzimy od jakości muzyki, tego czy jest ciekawa, a nie od konkretnego gatunku czy kierunku. Jeśli gramy np. hip-hop, staramy się oczywiście zachować naturalny, nieoszlifowany dźwięk, ale ważne jest też, aby słuchacz chciał dosłuchać utwór do końca, a nie przełączać częstotliwości. Czyli wybieramy coś, co będzie nieco niebanalne, ale nikogo nie będzie odpychać od radioodbiornika.

Marcin Matuszewski w studiu Redakcji Ukraińskiej Polskiego Radia, 13 kwietnia 2023 roku. Foto: Daria Łobanowa

Jano, a teraz pytanie osobiście do ciebie. Wiele usłyszeliśmy o tym, jak dużo miejsca zajmuje muzyka w życiu Marcina. A jak to jest w twoim przypadku? Do startu tej audycji i już obecnie – czym jest dla ciebie muzyka?

Jana: Powiem tak, radio to zawsze było dla mnie słowo. Ogólnie słowa i ich znaczenie są dla mnie bardzo ważne. Jeśli posłuchasz naszej audycji, to zauważysz, że Marcin więcej mówi o muzyce, a ja głównie o treści, o tekście. Oczywiście, muzyka zawsze była gdzieś w życiu obecna, ale nigdy na pierwszym miejscu. Nie jestem muzykiem, wokalistką, ale lubię słuchać muzyki, przy czym, bardzo różnorodnej. Chyba wszystkiego, oprócz disco polo (śmieje się). Niewątpliwie, wraz z zapoczątkowaniem tej audycji w moim życiu pojawiło się znacznie więcej muzyki,  szczególnie współczesnej muzyki ukraińskiej. A także o wiele więcej muzyków. Marcin zwykle oznacza wykonawców i autorów muzyki na portalach społecznościowych pod postami o audycjach, a oni potem do mnie piszą, opowiadają o wydaniach, przesyłają utwory. To taka wzajemna wymiana: ja się dowiaduję o nich, muzycy dowiadują się, czym jest Polskie Radio dla Ukrainy, a nasza audycja też wzbogaca się o nowiny.

W studiu Redakcji Ukraińskiej Polskiego Radia, 13 kwietnia 2023 roku. Foto: Daria Łobanowa

Jak już rozmawiamy o muzyce, czy możecie wymienić swoje osobiste top listy zarówno polskich, jak i ukraińskich utworów lub wykonawców, które odkryliście dla siebie podczas audycji?

Marcin: Oj, w moim przypadku to bardzo trudne pytanie, bo od momentu, kiedy zacząłem zawodowo zajmować się muzyką właśnie z punktu widzenia radiowego DJ-a, mój sposób konsumowania muzyki, jeśli można to tak powiedzieć, znacząco się zmienił.  Kiedyś słuchałem muzyki całymi płytami, albumami, dla przyjemności. A kiedy już wszedłem w tryb, w którym do następnego tygodnia muszę przesłuchać 200 lub 500 utworów, wybrać z nich określoną liczbę do emisji i jeszcze kilka, które zachowam do katalogów na imprezy, już czułem się przesycony . Więc teraz już nie pamiętam tak bardzo poszczególnych utworów, wykonawców czy albumów. Ogólnie rzecz biorąc, ukraińska scena alternatywna wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, od kiedy zacząłem ją dokładniej studiować. Na przykład świetne utwory zespołów  Electrobirds czy SadSvit. Mógłbym właściwie wymienić wielu wykonawców z tego nurtu post-punkowego, ale nie pamiętam teraz, który z nich zabrzmiał na antenie, a który jeszcze nie. Z tych, których na pewno słuchałbym w domu dla przyjemności – zespołu Smurno, przesłuchałem prawie wszystkie ich utwory. Czy zespół Kurs Valüt. Właściwie dużo rzeczy ze sceny electro, post-punk, synth-pop, cold wave, które stały się dla mnie największym odkryciem, bo takiej muzyki w Polsce prawie nie było. Drugą kwestią, o której chcę wspomnieć, jest sposób, w jaki ukraińscy artyści łączą elementy folkowe z muzyką współczesną. Nie zawsze jest to zrobione w 100% ze smakiem, ale w zdecydowanej większości jest bardzo fajne i nietuzinkowe. Wśród takich przykładów jest Gunna Chorna, takie połączenie hip-hopu z motywami ludowymi. Taka mniej grzeczna Alina Pasz (śmieje się).

Jana: Marcin wspomniał o Smurno – to jeden z przykładów, kiedy z politycznych powodów zespół zdecydował się w swojej twórczości całkowicie przejść na język ukraiński, choć na co dzień są to rosyjskojęzyczne chłopaki. Byli u nas w programie i powiedzieli nam, że mimo tego, że nie mówią zbyt dobrze po ukraińsku, taka zmiana była bardzo świadomą decyzją. Na przykład Jewhen Gordiejew z Kurs Valüt. Przeprowadził się z Doniecka do Dnipra w 2014 roku i określa się jako dwujęzyczny, ale wszystkie utwory są nagrane wyłącznie po ukraińsku. To, co robią z tekstami Tyczyny i Skoworody jest po prostu niesamowite. Właśnie – odpowiadając na pytanie, Kurs Valüt jest na mojej osobistej liście numerem jeden. To mój ulubiony zespół, po prostu naj- naj! A odkryłam to dzięki Marcinowi, bo przysłał mi składankę „ukraiński cold wave”. Słuchałam wszystkiego, a na piosenkach Kursu powiedziałem „Boże, to jest genialne!”

Jana i Marcin w studiu Redakcji Ukraińskiej Polskiego Radia, 13 kwietnia 2023 roku. Foto: Daria Łobanowa

Marcin: To w ogóle było  bardzo ciekawe,  ponieważ bardzo pasjonuję się ukraińskim  cold wave, sceną post-punkową, a tutaj Gordiejew [lider zespołu Kurs Valüt – autor]mówi: „ale  gdzie tam – mamy bardzo małą reprezentację tego kierunku”.

Jana: Tak, a propos – Smurno też coś takiego mówili, że „nie no nie ma u nas tego tak dużo”.

Marcin: Mogę to po prostu ocenić z polskiej perspektywy, gdzie są dosłownie cztery, może pięć takich zespołów, które od kilkudziesięciu lat grają to samo, a w ciągu ostatnich dziesięciu lat pojawiły się co najwyżej cztery, z czego może dwa są dobre.

Jana: A w Ukrainie wszystkie te zespoły pojawiły się jakiś czas po 2014 roku, to znaczy są to dość młode zespoły. Ten sam Kurs Valüt opowiada o tym, jak w Niemczech na ich koncerty przychodzi publiczność gdzieś pod pięćdziesiątkę i dla nich jest to duch ich młodości, a jednocześnie świeżości i czegoś nowego.

A tak w ogóle możecie powiedzieć, że wasze muzyczne gusta są podobne?

Jana: Raczej tak. Osobiście chyba lubię trochę spokojniejszą muzykę niż Marcin. Na przykład Brodka – to akurat o polskich wykonawcach. Mogłabym jej słuchać i słuchać.

Marcin: Jana może słucha spokojniejszej muzyki, ale całkiem dobrze „łyka” techno. Ja osobiście słucham muzyki nieco mocniejszej, ale potrafię też docenić spokojną muzykę. Ale łączy nas to, że oboje nie dzielimy muzyki na gatunki, tylko zwracamy uwagę na jakość. Którą, z  kolei, nadal postrzegamy jak miernik bardziej estetyczny.

Jana: Marcin powiedział, że dobrze się bawię słuchając techno i rzeczywiście odkryłem muzykę elektroniczną tak bardzo, że teraz uczę się grać jako DJ. Również pod wieloma względami dzięki naszej audycji.

Marcin: No to w przyszłym roku zrobimy imprezę i zagramy wspólny set z ukraińską muzyką!

 

Rozmawiała Daria Łobanowa