Bohaterowie UPA, którzy rozpalili Polskę: dlaczego Zełenski podjął decyzję, która zaostrzyła konflikt – Nasz Wybir – Portal dla Ukraińców w Polsce

Bohaterowie UPA, którzy rozpalili Polskę: dlaczego Zełenski podjął decyzję, która zaostrzyła konflikt

Jurij Panczenko
2 czerwca 2026
Bohaterowie UPA, którzy rozpalili Polskę: dlaczego Zełenski podjął decyzję, która zaostrzyła konflikt
Jurij Panczenko
Materiał ten jest dostępny również w języku ukraińskim
Цей текст також можна прочитати українською мовою

Decyzja prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednemu z oddziałów Sił Operacji Specjalnych Ukrainy honorowej nazwy „imienia Bohaterów UPA” wywołała ostrą reakcję w Polsce i stała się kolejnym impulsem do dyskusji o pamięci historycznej w relacjach polsko-ukraińskich. O przyczynach tego sporu, jego kontekście politycznym oraz możliwych konsekwencjach dla stosunków między Kijowem a Warszawą pisze ukraiński dziennikarz i współzałożyciel „Europejskiej Prawdy”, Jurij Panczenko.

Artykuł został po raz pierwszy opublikowany na portalu „Europejska Prawda” i jest republikowany za zgodą właściciela praw autorskich z niewielkimi zmianami redakcyjnymi.


„Niestety, prezydent Zełenski udowodnił, że Ukraina pod względem mentalnego gloryfikowania bandytów i morderców z Ukraińskiej Powstańczej Armii nie jest gotowa do tego, aby być częścią europejskiej rodziny” – takie niezwykle ostre słowa wypowiedział prezydent Polski Karol Nawrocki, reagując na decyzję swojego ukraińskiego odpowiednika o nadaniu Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Ukrainy honorowej nazwy „imienia Bohaterów UPA”.

Ten krok, bardzo krytycznie odebrany w Polsce, ma wszelkie szanse stać się jednym z kluczowych czynników wpływających na relacje między Kijowem a Warszawą.

Jednocześnie sprawa stała się elementem walki politycznej w Polsce. W tym kontekście należy interpretować zapowiedzi Karola Nawrockiego dotyczące zainicjowania procedury odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego – najwyższego odznaczenia państwowego w Polsce.

Samo nadanie nazwy oraz bardzo ostra reakcja na tę decyzję w Polsce rodzą szereg pytań. Dlaczego ten skandal wybuchł dopiero teraz? Czy będzie miał długofalowe konsekwencje, a jeśli tak – jakie?

Jednocześnie wydarzenie to pokazuje, co utrudnia Kijowowi i Warszawie osiągnięcie kompromisu w polityce historycznej, nawet w warunkach trwającej wojny.

Umowa, którą złamała nie Ukraina

Przede wszystkim nie był to pierwszy przypadek, gdy Siły Zbrojne Ukrainy zwracały się do prezydenta z inicjatywą nadania jednostkom wojskowym honorowej nazwy związanej z UPA lub jej przywódcami. Do niedawna jednak naczelny dowódca blokował tego typu inicjatywy.

W ten sposób strona ukraińska realizowała swoją część porozumienia osiągniętego przez prezydentów Ukrainy i Polski na początku 2022 roku.

Chodzi o spotkanie Wołodymyra Zełenskiego z ówczesnym prezydentem Polski Andrzejem Dudą, które odbyło się w dniach 19–21 stycznia 2022 roku w rezydencji „Wisła”. Jego pierwotnym celem było nawiązanie bliższych relacji między przywódcami obu państw – co się udało i miało niemałe znaczenie podczas pełnoskalowej inwazji Rosji.

Jednak koncentracja rosyjskich wojsk przy granicy Ukrainy istotnie zmieniła tematykę ówczesnych rozmów. Mimo że Wołodymyr Zełenski nie wierzył w realność nowej inwazji, prezydenci uzgodnili zarys możliwej pomocy Polski w przypadku takiego scenariusza.

Wśród omawianych kwestii znalazły się także spory historyczne. O porozumieniu w tej sprawie pisze szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP, Jakub Kumoch (fragmenty jego wspomnień zostały wcześniej opublikowane przez „Europejską Prawdę”).

„W sprawach historycznych prezydent przekazał stronie ukraińskiej, że polska opinia publiczna i on sam będą bardzo ostro reagować na przejawy kultu osób odpowiedzialnych za Rzeź Wołyńską, w tym Romana Szuchewycza, Kłyma Sawura i innych sprawców masakr, które uznajemy za ludobójstwo. Wyraźnie – jak rozumiem – zasugerował przy tym całkowite odstąpienie od tego kultu, w zamian za co Polska wstrzyma się od maksymalistycznych żądań potępienia całego ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego z okresu międzywojennego i II wojny światowej. Sam proponowałem tymczasowy układ, w którym sprawy ludobójstwa na Wołyniu są wyłączone z ukraińskiego panteonu, a Polska nie będzie zabierać głosu w sprawie pozostałej działalności UPA, choć jednocześnie nie przyłączy się do żadnego jej upamiętnienia” – tak wysoki przedstawiciel kancelarii polskiego prezydenta opisuje historyczną część rozmów Wołodymyra Zełenskiego i Andrzeja Dudy. 

Ukraińscy urzędnicy interpretowali to porozumienie nieco inaczej – ich zdaniem strona ukraińska zobowiązała się do powstrzymywania się na szczeblu państwowym (nie dotyczyło to poziomu lokalnego) od gloryfikowania przywódców OUN i UPA, natomiast strona polska miała nie wykorzystywać tych kwestii do wywierania presji na Ukrainę.

Mimo nieformalnego charakteru tego porozumienia przez długi czas obie strony wolały go nie naruszać. Co więcej, wspomniany już Jakub Kumoch przyznaje, że Kijów „generalnie dotrzymał” tej umowy.

Wszystko zmieniło się w 2025 roku, gdy wybory prezydenckie w Polsce wygrał Karol Nawrocki.

W przeciwieństwie do Andrzeja Dudy, który szczerze starał się osiągnąć porozumienie z Ukrainą (choć na warunkach korzystnych dla Polski), Nawrocki zarówno podczas kampanii wyborczej, jak i po objęciu urzędu prezydenta, aktywnie wykorzystywał antyukraińskie narracje.

Jego zwycięstwo znacząco wpłynęło również na nastroje w Sejmie.

Już 4 czerwca 2025 roku – bezpośrednio po zakończeniu wyborów, lecz jeszcze przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta – Sejm niemal jednogłośnie uchwalił ustawę ustanawiającą 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Polaków – Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej.

Wkrótce po inauguracji Karol Nawrocki wniósł do Sejmu także tzw. ustawę antybanderowską, która miała wprowadzić odpowiedzialność karną za prezentowanie symboliki OUN і UPA, zrównując „banderyzm” z nazizmem i komunizmem.

Już wtedy stało się jasne, że porozumienie Dudy i Zełenskiego ostatecznie przestało obowiązywać. Dlatego w styczniu tego roku honorowe imię głównodowodzącego UPA Wasyla Kuka otrzymało 190. Centrum Szkoleniowe Sił Systemów Bezzałogowych Sił Zbrojnych Ukrainy.

Ten krok pozostał jednak poza zainteresowaniem polskiej prawicy. Kolejny wywołał natomiast prawdziwą eksplozję emocji.

Prezent dla polskich radykałów

Nadanie przez Zełenskiego jednostce Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy nawiązującej do Bohaterów UPA potępili nawet ci polscy politycy, których nie bez powodu uważa się za przyjaciół Ukrainy. Wśród nich był premier Donald Tusk.

Choć przyznał on, że „każdy naród ma prawo do własnych interpretacji”, dodał jednocześnie, że decyzja ukraińskiego prezydenta „narusza naszą wrażliwość historyczną i niepotrzebnie ponownie wynosi tę kwestię na dość niepokojący poziom”.

Podobnie minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski stwierdził, że jest „rozczarowany tym, że prezydent Zełenski nie uwzględnił naszej wrażliwości historycznej”. „Mianowicie, że jeśli się pokłócimy o przeszłość, to ktoś inny narzuci nam przyszłość. Na polsko-ukraińskiej kłótni o przeszłość zyska tylko Putin” – dodał.

Dla polskiej prawicowej opozycji krok Zełenskiego stał się natomiast doskonałą okazją do zdobycia dodatkowych punktów przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku.

Nieprzypadkowo jednym z pierwszych polityków, którzy skomentowali decyzję Zełenskiego, był Przemysław Czarnek – jeden z najbardziej antyukraińskich polityków Prawa i Sprawiedliwości. Obecnie jest on kandydatem tej partii na stanowisko przyszłego premiera.

„Trudno to nazwać inaczej niż demonstracją skrajnej niewdzięczności wobec narodu, który od pierwszego dnia wojny otworzył przed Ukrainą swoje granice” – stwierdził.

Wkrótce potem politycy PiS zaczęli domagać się „zdecydowanej rewizji relacji z Kijowem”.

Mimo wszystko, nawet na tym tle decyzja Karola Nawrockiego o zainicjowaniu procedury odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego wydaje się wyraźnie przesadzona.

Zwłaszcza jeśli przypomnieć, że kawalerem tego odznaczenia pozostaje do dziś jawny sojusznik Kremla Gerhard Schröder (nie wspominając już o osobach odznaczonych przed 1939 rokiem, takich jak Benito Mussolini). Warto też zauważyć, że decyzja prezydenta Wiktora Juszczenki o nadaniu Stepanowi Banderze tytułu Bohatera Ukrainy nie wywołała żadnych prób odebrania mu analogicznego polskiego odznaczenia.

Jest bardzo prawdopodobne, że „odznaczeniowe” groźby Karola Nawrockiego mają przede wszystkim podłoże polityki wewnętrznej. Jeśli bowiem Kapituła Orderu poparłaby odebranie odznaczenia, decyzję musiałby jeszcze zatwierdzić premier Donald Tusk. Być może właśnie o to chodzi Nawrockiemu – postawić politycznego przeciwnika w wyjątkowo niewygodnej sytuacji, w której każda decyzja będzie niosła dla niego negatywne konsekwencje, także wizerunkowe.

Podobnie stosunkowo powściągliwa reakcja przedstawicieli obozu Tuska na całą sprawę czyni ich wygodnym celem krytyki ze strony prawicy.

Konflikt „nie na czasie”?

Pozostaje jednak jeszcze jedno pytanie. Nawet jeśli nowy prezydent Polski przestał respektować ustalenia swojego poprzednika, czy warto było właśnie teraz doprowadzać do zaostrzenia relacji z Polską?

Obecny kryzys ma bardzo ograniczone korzyści – między innymi może na pewien czas doprowadzić do konsolidacji wokół prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Jednocześnie wiąże się jednak z dużo większymi zagrożeniami.

Może się na przykład okazać, że kwestia ukraińska stanie się jednym z głównych tematów także podczas wyborów parlamentarnych w Polsce, podobnie jak miało to miejsce w czasie ubiegłorocznych wyborów prezydenckich. W konsekwencji może to doprowadzić do wzmocnienia obecności otwarcie antyukraińskich ugrupowań skrajnej prawicy w nowym Sejmie.

Dodatkowo sytuacja ta wzmacnia krytyczne wobec Kijowa skrzydło w PiS, osłabiając tych polityków tej partii, którzy nadal prezentują bardziej proukraińskie stanowisko.

Kolejnym ryzykiem jest to, że w poprzednich latach polska dyplomacja regularnie krytykowała Kijów za „promowanie ideologii banderowskiej”, często odwołując się przy tym do stanowiska Izraela. Niewykluczone, że także tym razem Karol Nawrocki i PiS będą próbowali zaangażować w ten spór państwa trzecie. Niekoniecznie musi to być Izrael – może to być na przykład otoczenie prezydenta USA Donalda Trumpa, gdzie wciąż poszukuje się argumentów za ograniczeniem wsparcia dla Ukrainy.

Jest jednak i druga strona medalu – wcześniej czy później Kijów będzie musiał wejść w taki konflikt z Warszawą.

Trudno bowiem uznać za normalną sytuację, w której inne państwo uzurpuje sobie prawo do decydowania o tym, kto może być uznawany za bohatera przez Ukraińców, a kto nie. Zwłaszcza że Polska stosuje wobec własnych bohaterów zupełnie inne kryteria niż te, których oczekuje od Ukrainy.

Wystarczy przypomnieć kult tzw. żołnierzy wyklętych – polskich partyzantów z okresu II wojny światowej i pierwszych lat powojennych, którzy obok walki z okupantami byli również odpowiedzialni za masowe zabójstwa cywilnych obywateli Polski pochodzenia ukraińskiego i białoruskiego.

Na koniec warto wspomnieć o nadziejach wielu Polaków, że przyszłe władze Ukrainy będą bardziej skłonne do ustępstw w dialogu historycznym.

W 2019 roku polska dyplomacja z dużymi oczekiwaniami śledziła wybory prezydenckie w Ukrainie. Liczono, że nowy prezydent – niezależnie od tego, kto nim zostanie – będzie bardziej gotowy do kompromisów w kwestiach historycznych niż Petro Poroszenko (również odznaczony Orderem Orła Białego).

Obecne zaostrzenie relacji powinno być dla Polski lekcją: trudno oczekiwać, że w dającej się przewidzieć przyszłości Ukrainą pokieruje polityk gotowy do ustępstw w takim zakresie, jakiego oczekuje prawa strona polskiej sceny politycznej.

Jurij Panczenko

 

Jurij Panczenko