Co jest nie tak z „Czerwoną kaliną”? Z powodu hejtu w Polsce nie otwarto ukraińskiej restauracji z taką nazwą – Nasz Wybir – Portal dla Ukraińców w Polsce

Co jest nie tak z „Czerwoną kaliną”? Z powodu hejtu w Polsce nie otwarto ukraińskiej restauracji z taką nazwą

10 marca 2023
Co jest nie tak z „Czerwoną kaliną”? Z powodu hejtu w Polsce nie otwarto ukraińskiej restauracji z taką nazwą

Na początku listopada w Krakowie miała pojawić się restauracja z kuchnią ukraińską pod nazwą “Czerwona kalina”. Zgodnie z zamysłem organizatorów, w lokalu mieli pracować ukraińscy wojenni uchodźcy, a pieniądze z dochodu miano przeznaczać na zakup żywności i odzieży dla uchodźców mieszkających w krakowskim przytułku. Lokal uporządkowano i ogłoszono datę otwarcia. Ale zakład nie rozpoczął działalności. Przyczyna to ataki hejterów.   


Stowarzyszenie „Czerwona Kalina” powstało na początku pełnowymiarowej agresji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku. Jego założycielami są właściciele katowickiej restauracji Oh My Ramen, a w szczególności restaurator, uchodźca z Afganistanu, Harez Parwani. Jeszcze przed wojną na pełną skalę w tej restauracji pracowali migranci z różnych krajów świata, między innymi z Ukrainy. Wraz z początkiem eskalacji wojny ekipa zakładu udała się na granicę polsko -ukraińską, gdzie rozdawała ciepłe posiłki Ukraińcom, którzy po kilku dni czekali w kolejkach na dostanie się na terytorium Polski.

Oprócz darmowego wyżywienia, organizacja zobowiązała się pomóc uchodźcom w adaptacji i zatrudnieniu w Polsce. W czasie przygotowywania naszego poprzedniego tekstu o tej inicjatywie stowarzyszenie zatrudniało w gastronomii 82 Ukraińców. Procesowi zatrudniania, jak powiadamiano na stronie „Czerwonej Kaliny”, towarzyszyło szkolenie, konsultacje oraz inne nieodzowne wsparcie.

Największym projektem organizacji miało być otwarcie sieci charytatywnych restauracji kuchni ukraińskiej „Czerwona Kalina”. Pierwsza z nich miała zostać otwarta na początku listopada w Krakowie. Restauracja miała nie tylko przybliżać Polakom ukraińską kuchnię, ale także zapewniać pracę osobom, które uciekły przed wojna, a uzyskane dochody przeznaczać na pomoc uchodźcom. Ponadto, restauracja miała wprowadzić system bonów, za pomocą których każdy chętny mógł zapłacić za obiad dla potrzebujących. Bony miały być rozdawane w krakowskich punktach pomocy uchodźcom.

„Plujecie nam w twarz”

Po ogłoszeniu miejsca i terminu otwarcia restauracji, na stronach stowarzyszenia w sieciach społecznościowych pojawiła się lawina negatywnych komentarzy. Restauratorom zarzucano niewdzięczność Polakom, nazywano ich banderowcami, oskarżano o „plucie Polakom w twarz z uśmiechem na twarzy”, o zbytkowanie w czasie, gdy zamykane są polskie restauracje. Komentatorzy zapowiadali codzienne „nękanie” kontrolami, wybijanie szyb i pisanie negatywnych komentarzy. Wielu wzywało do powstrzymania „ukrainizacji Polski”.

W większości przypadków inicjatorzy hejtu dopatrywali w używaniu nazwy „Czerwona kalina” braku wdzięczności, ponieważ uważają, że piosenka o tym samym tytule (inna wersja tytułu „Oi u luzi czerwona kalyna”) jest rzekomo hymnem UPA, który  „wykonano podczas mordowania Polaków na Wołyniu”.

Presja przyniosła rezultat. 3 listopada, w zapowiadanym terminie rozpoczęcia działalności restauracji, lokal nie został otwarty. Ze stron stowarzyszenia zniknęły wszystkie zdjęcia, filmy i inne informacje. Na Facebooku nazwa strony została zmieniona na „Restauracja ukraińska”. Został tylko jeden post – zdjęcie z polską flagą i wyjaśnienie: “Chervona Kalyna Restauracja to inicjatywa, która powstała w celu zapewnienia zatrudnienia ukraińskim kobietom, które w czasie wojny uciekły ze swojej ojczyzny. Projekt oczekuje oficjalnego rozpoczęcia, natomiast zauważyliśmy ogromne poruszenie na naszych mediach społecznościowych. Nasza nazwa dla niektórych posiadać może negatywna wydźwięk. Jest to jak najbardziej mylne myślenie. Chervona Kalyna Restauracja nawiązuje do kwiatu czerwonej kaliny będącego narodowym kwiatem Ukrainy. Czytając liczne komentarze pod naszymi postami, które będą dogłębnie zweryfikowane pod kątem trollingu internetowego, postanowiliśmy zareagować zawczasu na nieprzychylne opinie. Celem naszego stowarzyszenia nie jest bowiem wzburzenie opinii publicznej, lecz stworzenie miejsca, które zapewni ukraińskim kobietom miejsce zatrudnienia. Pragniemy również podkreślić, że naszym celem nigdy nie było urażenie Polaków. Nie chcemy też, aby pracownicy naszej restauracji czuli się tam zagrożeni, czy niemile widziani. Dlatego zdecydowaliśmy się zmienić nazwę restauracji. Usuniemy logo jak najszybciej to możliwe, a otwarcie restauracji nastąpi dopiero po wdrożeniu zmian w życie. Mamy nadzieję, że to wystarczy, aby udowodnić, że działamy z przesłaniem pokoju”.

„Nazwy tej pieśni nigdy nie kojarzyłem z banderowcami. Jestem uchodźcą z Afganistanu, który chce w Polsce pomóc uchodźcom z Ukrainy. Wiem, jak to jest zaczynać od zera w życiu i dlatego chcę pomagać ludziom, którzy musieli uciekać z ojczyzny. Ale nie chcemy nikogo urazić, więc postanowiliśmy zmienić nazwę, która niektórym kojarzy się z UPA. Restauracja będzie nazywała się „Złote serce” – cytuje Hareza Parwani gazetakrakowska.pl.

Co jest nie tak z „Czerwoną kaliną”?

Pod jedynym obecnie postem „Restauracji Ukraińskiej” są setki komentarzy. Niektórzy piszą: „Presja ma sens. Nie pozwolimy pluć nam w twarz”. Inni nadal wyrażają niezadowolenie. „Polakom czerwona kalina kojarzy się wyłącznie z UPA/OUN, mordami Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej” – użytkownik Miłosz Ciempiński najwyraźniej nie był usatysfakcjonowany wyjaśnieniami na portalu społecznościowym i nadal oskarżał restauratorów o stosowanie „kłamliwej retoryki”.

To nie pierwsza skandaliczna historia z „Czerwoną kaliną”. W kwietniu 2022 roku katolicki ksiądz Wojciech Drozdowicz razem z parafianami zaśpiewał tę piosenkę podczas wielkanocnego nabożeństwa. W ten sposób chciał okazać wsparcie Ukraińcom. Oprócz wielu ciepłych komentarzy inicjatywa spotkała się z krytyką. Wśród oburzonych był stojący na czele stowarzyszenia Marsz Niepodległości Robert Bąkiewicz. Nazwał wykonanie utworu „profanacją świętej pamięci ofiar”. Za postępowanie ks. Drozdowicza publicznie przeprosił rzecznik Archidiecezji Warszawskiej.

Kolejna historia – na początku kwietnia w Domu Kultury miasta Zamość polska i ukraińska młodzież zaśpiewała „Czerwoną kalinę”. Występ miał być manifestacją solidarności i wsparcia dla zaatakowanych przez Rosję Ukraińców. Film trafił do sieci i po kilku dniach został usunięty, a kierownictwo Domu Kultury oskarżono o „promowanie banderyzmu” i złożono zawiadomienie do prokuratury. Wszędzie ten sam argument – ​​„to jest hymn UPA, która mordowała Polaków”

„Nie ma żadnego źródła, które potwierdzałoby, że „Czerwona kalina” była hymnem UPA”

Piosenka „Czerwona kalina” zyskała popularność w Ukrainie i na całym świecie w 2022 roku, po tym, gdy w pierwszych dniach rosyjskiej inwazji wykonał ją Andrij Chływniuk. Następnie, wspólnie z nim, adaptację utworu z tytułem „Hej, Hej, Rise Up!” zaśpiewał kultowy zespół Pink Floyd.

Przyjmuje się, że „Czerwona kalina” została napisana na początku 1914 roku, w należącej wówczas do  Austro-Węgier Galicji, przez Stepana Czarneckiego, a inspiracją była ostatnia zwrotka XVII-wiecznej kozackiej pieśni „Rozłyłysia  kruti bereżeczky”. Po rozpoczęciu I wojny światowej została on prawdopodobnie uzupełniona przez Hryhorija Trucha, który dodał wersety, które odnoszą się do walki z rosyjską niewolą. Piosenka była śpiewana przez strzelców siczowych i stała się piosenką ludową.

Skąd wzięła się informacja o „Czerwonej kalinie” jako o hymnie UPA? Nie wiadomo. Podobnie, jak nie wiadomo, dlaczego polscy nacjonaliści łączą tę piosenkę z antypolskimi nastrojami.

W komentarzu dla gazeta.pl historyk z Uniwersytetu Gdańskiego, znawca stosunków polsko-ukraińskich w XX wieku prof. Ihor Hałagida mówi: „Na temat “Czerwonej kaliny” przetoczyła się fala bzdur, sądzę zresztą, że kolportowanych w złej wierze. Robienie z piosenki o ludowym rodowodzie „hymnu UPA” to jakaś zupełna aberracja. Niektórzy widzą problem, którego po prostu nie ma – nie istnieją żadne przekazy źródłowe świadczące o tym, że „Czerwona kalina” była hymnem Ukraińskiej Powstańczej Armii, formalnym lub nie. Żadne. Nie było zresztą czegoś takiego jak hymn Ukraińskiej Powstańczej Armii. Swój hymn miała Organizacja Nacjonalistów Ukraińskich, ale to też był zupełnie inny utwór. Nie mamy też żadnych dowodów świadczących o związkach popularnej “Czerwonej kaliny” z nacjonalizmem, choć oczywiście nie możemy wykluczyć, że żołnierze jakichś oddziałów UPA albo członkowie OUN kiedyś ją śpiewali. Po prostu była bardzo popularna. To mniej więcej tak, jakby oddziały Armii Krajowej lub Batalionów Chłopskich śpiewały “O mój rozmarynie”, piosenkę też bardzo często wykonywaną w okresie międzywojennym”.

Historyk podkreśla, że „Czerwona kalina” była nieoficjalnym hymnem, ale Ukraińskich Strzelców Siczowych (ukraińskiego ochotniczego batalionu w składzie armii austro-węgierskiej), ale nie Ukraińskiej Powstańczej Armii: „W utworze nie ma żadnych antypolskich wątków, w jednej z wersji jest za to wprost mowa o wyzwoleniu z „moskiewskich kajdan” i dlatego taką popularność zyskała po 2014 roku. I zyskuje teraz”, – mówi Hałagida.

Historyk przypomina jednocześnie, że kalina jest jednym z symboli Ukrainy, jest głęboko zakorzeniona w ukraińskiej kulturze i tradycjach, nie tylko w folklorze.

Zdaniem Hałagidy – histeria wokół „Czerwonej kaliny” wpisuje się w rosyjską politykę dezinformacji:  „Oczywistym jest, że Rosja prowadzi działania dezinformacyjne, dotyczące kwestii historycznych. Uważam, że w tym przypadku jest podobnie. Proszę zwrócić uwagę, jak wiele wpisów o „hymnie UPA” pochodzi z anonimowych kont na Twitterze”, – mówi naukowiec.

Rosyjski ślad w oskarżeniach o „banderyzm”

Ukraińska pisarka Oksana Zabużko nie ma wątpliwości, że polskie skrajnie prawicowe siły są finansowane z Rosji. Niedawno w Krakowie spotkanie literatki z jej czytelnikami zostało zerwane.

Wówczas, za „plucie w twarz Polakom” prowokatorzy uznali przyznanie Oksanie Zabużko Nagrody im. Stanisaława Vincenza. Rozwinęli w holu transparent z przekreślonymi wizerunkami Stepana Bandery i Romana Szuchewycza oraz napisem „No to niezła kultura”, głośno wykrzykiwali hasła, oskarżając pisarkę o „banderyzm”. „Przez ostatnie dwa miesiące Rosja bardzo intensywnie próbowała „rozhuśtać Europę” w kierunku antyukraińskim, a ja okazałem się idealnym celem”, – napisała Zabużko w mediach społecznościowych.

Już wcześniej polscy analitycy informowali o tym, że kremlowscy propagandziści starają się upowszechniać negatywne informacje o Ukrainie i Ukraińcach . „Rosyjska propaganda chętnie wykorzystuje kwestię polsko – ukraińskich relacji, szczególnie historycznych wydarzeń, aby podzielić Polaków i Ukraińców”, – podkreśla ekspertka warszawskiego Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) Katarzyna Chawryło.

W tekście “Pamięć i hejt”  jego autorzy Julia Dauksza i Mariusz Sepioło badają prorosyjską działalność liderów tak zwanych organizacji kresowych, między innymi stowarzyszenia „Wołyń pamiętamy” przed i podczas pełnowymiarowej agresji Rosji na Ukrainę oraz sztuczne nakręcanie zainteresowania skomplikowanymi kwestiami w polsko – ukraińskiej historii. W tekście piszą, że jeszcze na krótko przed rosyjską inwazją na Ukrainę trendy w mediach społecznościowych pokazywały ponadnormatywną aktywność publikacyjną takich fraz jak „banderowcy, „UPA”, czy „Ukraińcy” w kontekście „mordować Polaków”. W efekcie, według Google Trends, 24 lutego zainteresowanie kluczowymi słowami związanymi z tragedią wołyńską wzrosło o ponad 5 tysięcy procent. ”Gdy Rosjanie bombardują ukraińskie miasta i próbują zająć lotniska, wielu internautów wpisuje w wyszukiwarce hasła związane z rzezią wołyńską i UPA”, – czytamy w tekście. Jego autorzy piszą o wzroście takich tendencji i dostrzegają „zbieg okoliczności” w tym, że gdy cały świat obserwował odkrywanie zbrodni w deokupowanej Buczy, rosyjska telewizja pokazała widzom film Wojciecha Smażowskiego “Wołyń” i „nakręcało” temat Tragedii Wołyńskiej, a w polskim Twitterze trendowano kluczowe słowo „Wołyń”. Autorzy piszą, że antyukraińskie treści, rozsiewane w mediach społecznościowych mogą docierać do kilku milionów osób.

Będziemy oczywiście świadkami jeszcze niejednej próby rozhuśtywania dobrosąsiedzkiego stosunku Polaków do Ukraińców,  wykorzystując przy tym trudne momenty z wspólnej historii. Tym bardziej, co podkreślają eksperci, że rosyjska propaganda stara się oczernić wizerunek ukraińskich uchodźców w Europie. A „Czerwona kalina” w zasadzie nie ma z tym nic wspólnego.

O.K.