Rozłączeni na zawsze wojną – Nasz Wybir – Informacyjny portal ukraińskich migrantów

Rozłączeni na zawsze wojną

27 kwietnia 2023
Rozłączeni na zawsze wojną

Materiał ten jest dostępny również w języku ukraińskim/
Цей текст також можна прочитати українською мовою

Piotr Andrusieczko

Wywołana przez Rosję wojna zabija i kaleczy Ukraińców, niszczy ukraińskie miasta i wsie, rujnuje związki rodzinne między najbliższymi, którzy mieszkają w Ukrainie i Rosji. 


Od kilku lat wydawało się, że Polska jest głównym miejscem migracji Ukraińców. Wrażenie to nasiliło się od zeszłorocznej pełnowymiarowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę, gdy do Polski napłynęła duża fala uchodźców, którym Polacy masowo pomagali. Badanie przeprowadzone w Polsce w lutym 2023 roku wykazało, że stosunek części Polaków do uchodźców z Ukrainy uległ pogorszeniu. Pomimo to, większość Polaków nadal chce pomagać obywatelom Ukrainy, którzy uciekają przed wojną.

Należy jednak pamiętać, że zanim Polska stała się ośrodkiem migracji zarobkowej lub wymuszonego wojną uchodźctwa, to przez wiele lat celem wyjazdów wielu Ukraińców była Rosja. Historyczne realia Imperium Rosyjskiego, ZSRR, i wreszcie, współczesnej Federacji Rosyjskiej sprawiły, że spora część Ukraińców miała krewnych, czasem bliskich, którzy mieszkali w Rosji.

Ojciec, brat i mogiła matki w Rosji

Już wydarzenia 2014 roku miały dla wielu rodzin  w Ukrainie dramatyczne następstwa. Wśród moich znajomych są tacy, których rodziny rozdzieliła rosyjska aneksja Krymu i wojna na Donbasie.

Najgorzej było wtedy, gdy podział dotyczył nie tylko fizycznej rozłąki, ale poglądów. Na przykład proukraińsko nastawiona córka kontra prorosyjska matka. Takich paradoksów na początku wojny było wiele. Jednak w ubiegłym roku skala nieporozumień niesłychanie wzrosła.

Dwa tygodnie przed rosyjską pełnowymiarową agresją odwiedziłem część obwodu donieckiego i ługańskiego, które wówczas znajdowały się pod kontrolą Ukrainy. W Mariupolu spotkałem się z aktywistami, którzy od 2014 roku walczą z korupcją, oligarchami i pomagają armii ukraińskiej. Dwóch z nich miało bliskich krewnych w Rosji. Jednym z bohaterów mojego reportażu był Dmytro Cziczera, założyciel wolnej przestrzeni „Hałabuda”, która zajmowała się edukacją, a w której później utworzono lokalny sztab obrony terytorialnej. Według Dmytra, jego matka, choć ma rosyjskie korzenie, brała udział we  wszystkich patriotycznych akcjach i była gotowa iść z gołymi rękami na rosyjskie czołgi, które atakowały Mariupol. Niestety, wkrótce do miasta weszli Rosjanie, a sam Dmytro zniknął bez śladu.

Dmytro Cziczera. Foto: P. Andrusieczko

W kolejnych miesiącach wielu bohaterów moich materiałów z różnych regionów Ukrainy opowiadało o swoich bliskich w Rosji, z którymi musieli zerwać relacje.

Poznałem chirurga jednego z kijowskich szpitali, opiekował się moim kontuzjowanym kolegą Ołeksijem Dronowem. Ojciec lekarza był Rosjaninem z obwodu kurskiego, a jego matka była Ukrainką z  Połtawszczyzny. Jak to często bywało w ZSRR, nikt nie pytał ani lekarza, ani jego brata, jakiej są narodowości. Starszy brat został zarejestrowany jako Rosjanin, a on jako Ukrainiec.

– Na czwartym roku mój brat przeniósł się na wydział wojskowy w Saratowie i został Rosjaninem. A mnie zapisano jako Ukraińca i dzięki Bogu za to!

Przez lata utrzymywali bliskie, serdeczne stosunki. Byli sobie bardzo bliscy, ale teraz wydaje się, że wojna ich rozdzieliła.

– Jego najstarszy syn, mój bliski krewny, w ogóle tego nie rozumie. Jest całkowicie pod wpływem rosyjskiej propagandy, a ja wycinam go ze swojego życia. Powiedziałem jemu i jego ojcu, że nie rozumiem ludzi, którzy popierają wojnę. Nawet jeśli jest to bliska mi osoba. Usunąłem go ze wszystkich moich telefonicznych kontaktów i nigdy więcej nie będę miał z nim nic wspólnego.

Usunął też z telefonu numer swego brata.

Oleksij Dronow. Foto: P. Andrusieczko

Kilka tygodni później odwiedziłem położone na północ od Kijowa wyzwolone wsie. W jednej z nich spotkałem starszą kobietę, która pięćdziesiąt lat temu poznała Ukraińca i przeprowadziła się z obwodu leningradzkiego do obwodu kijowskiego.

– Mówili, że przyszli nas wyzwolić! Pytam, a od kogo, bo sama jestem Rosjanką? Mieszkam tu od pięćdziesięciu lat i nikt nigdy mnie tu nie obraził. Cieszę się, że mieszkam w Ukrainie. Odpowiedzieli, że przybyli uwolnić nas „od waszego komika”. Mówię, że sami go wybraliśmy, a my  nie ratujemy was przed waszym prezydentem! Nie wiem, co za propagandę wbito im do głów, że my tu zjadamy dzieci?

Jakiś czas później na przedmieściach Czernihowa spotkałem Iwana — ukraińskiego żołnierza w stanie spoczynku, którego syn walczy w ukraińskiej armii. Stał przed ruinami własnego domu, który został trafiony pociskiem rosyjskiej artylerii.

Brat Iwana mieszka w Iżewsku w Rosji. Ponadto pracował w KGB, a następnie w FSB. Po rosyjskiej inwazji Iwan i jego brat nie chcą już się ze sobą kontaktować.

– Mówię mu przez telefon: Petro, albo jesteś nienormalny, albo nie rozumiesz, co tu się dzieje. Czym ci zawiniłem, że zniszczyłeś mi dom?  A on mówi do mojej żony: nie martw się  Hałoczko — przyjdą nasi ludzie i dadzą ci coś do jedzenia.

Iwan nie wytrzymał i od tamtej pory z bratem nie rozmawia.

Iwan z Czernihowa. Foto: P. Andrusieczko

We wrześniu ubiegłego roku w wyzwolonej Bałakliji Ołena wraz z mężem i przyjaciółką Natalią opowiadali, jak żyli podczas rosyjskiej okupacji. To co się stało, było dla Ołeny bardzo traumatyczne, ponieważ jej ojciec mieszka pod Moskwą i tam jest pochowana jej matka. Ołena nie może rozmawiać z ojcem, ponieważ  on wierzy rosyjskiej telewizji, a nie własnej córce. Ołena zdaje sobie również sprawę, że może już nigdy nie będzie mogła odwiedzić grobu swojej matki.

Most do Bałakliji. Foto: P. Andrusieczko

Pomimo wojny, Rosja nadal przywabia część Ukraińców

Podobnych do opisanych rozmów było znacznie więcej. Były jednak i inne. W kwietniu ubiegłego roku pod Swiatohirskiem  w obwodzie donieckim, krótko po tym, jak pierwsze rosyjskie rakiety uderzyły w Swiatohirską Ławrę, można było zobaczyć samochody z całymi rodzinami. Jechały przez linię frontu, aby dostać się na tereny kontrolowane przez Rosję.

Niedawno Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości ONZ oskarżył Władimira Putina i rosyjską pełnomocniczkę  do spraw dziecka Marię Lwową -Biełową o deportację ukraińskich dzieci do Rosji, wydając list gończy z nakazem aresztowania.

Jesienią ubiegłego roku, po wyzwoleniu dużej części obwodu chersońskiego, okazało się, że wiele miejscowych dzieci wywieziono do Rosji. Rodzicom dziewięcioletniej Poliny Głagoły, z położonej przy granicy z Rosją Kozaczoji Łopani, udało się po kilku miesiącach walki odzyskać córkę.

Obwód kijowski. Foto: P. Andrusieczko

Zimą usłyszałem jeszcze jedną historię. Jedna z matek z obwodu charkowskiego, której pięcioro dzieci również wywieziono do Rosji, pojechała po nie dzięki wsparciu wolontariuszy. Jednak zamiast wrócić z nimi do Ukrainy lub skorzystać z propozycji wyjazdu do któregoś z państw Unii Europejskiej, została z nimi w Moskwie. Kobieta otrzymała na rok trzypokojowe mieszkanie opłacone przez lokalne władze.

To Rosja jest odpowiedzialna za ksenofobię do Rosjan

Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę ukraińscy socjologowie zauważają wśród Ukraińców wzrost niechęci wobec mieszkańców Rosji. Nie powinno to jednak dziwić – jest to ciemna strona wojny. Według badań Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii, przeprowadzonych we wrześniu 2022 roku, 80% Ukraińców pod żadnym pozorem nie wpuściłoby Rosjan na Ukrainę.

Socjologów najbardziej jednak niepokoiło nieracjonalne i ich zdaniem niesprawiedliwe podejście do mieszkańców Ukrainy będących etnicznymi Rosjanami. Według wyników badania KMIS, przeprowadzonego między lutym a marcem 2023 roku,  36% ludności Ukrainy ma wobec nich stosunek ksenofobiczny.

Rosja Putina, która od lat śmie głosić, że Ukraińcy to bracia, bez skrupułów zabija ich i zamienia w ruiny ich domy. W tej wojnie przerażające jest też to, jak rosyjska propaganda zdołała przekonać „rosyjskich krewnych” Ukraińców, że zasłużyli na straszne rzeczy, a rodzice zaczęli bardziej wierzyć rosyjskiej telewizji niż własnym dzieciom.

Piotr Andrusieczko, Kijów